To jeden z najgłośniejszych - dosłownie i przenośni - i wprowadzających w życie najbardziej oryginalne pomysły zespołów na amerykańskiej scenie metalowej.
REKLAMA
Sludge to dziś jedna z najpopularniejszych - także w Polsce - odmian muzyki metalowej. Trudno właściwie do końca powiedzieć, czemu takie granie zawdzięcza swoją, wciąż jeszcze rosnącą, falę popularności, granie wolne, ciężkie, nastrojowe i atmosferyczne. Może temu, że charakteryzuje się brzmieniem dużo bardziej przystępnym niż te bardziej ekstremalne odmiany tego gatunku. Może temu, że z jego, z reguły, melancholijnym nastrojem łatwo jest się utożsamić wielu osobom. A może wreszcie przyczyna jest o wiele bardziej banalna i tkwi po prostu w używkach - wszystko wskazuje na to, że taka muzyka o wiele lepiej „smakuje”, kiedy jest się pod wpływem środków halucynogennych: psychodeliczne błądzenie po dźwiękowym labiryncie, ocierająca się niemal o monotonię powtarzalność figur, zwolnione niemal do granic możliwości tempo - to wszystko chyba bardzo dobrze dostraja się do rozstrojonego tego typu środkami mózgu.
Jedno jest pewne - taka muzyka zaczyna zdobywać coraz bardziej zwolenników, przede wszystkim w swej ojczyźnie, czyli Stanach Zjednoczonych. Co prawda nie każda z amerykańskich mód przenosi się do Polski - np. odbywający się w tej chwili za oceanem na zaskakująco dużą skalę renesans muzyki emo, nad Wisłą zupełnie nie znalazł dla siebie miejsca - ale moda na sludge zakiełkowała bardzo bujnie na żyznym polskim gruncie. Coraz większym powodzeniem cieszą się tu najróżniejsze zespoły wykonujące tę muzykę - młodzi fani chętnie słuchają płyt tego typu wykonawców i odwiedzają ich koncerty. Co ciekawe, jeśli chodzi o te ostatnie, w związku z tym, że amerykańskie zespoły alternatywne wciąż jeszcze nie odwiedzają Polski z taką intensywnością, jak kraje Europy Zachodniej, o wiele częściej usłyszeć można w polskich klubach przedstawicieli sceny sludge zza wschodniej granicy. Niespodziewanie okazało się, że tam właśnie jest dość silny ośrodek tego typu grania.
To wszystko sprawia, że na znacznie większe niż kiedyś zainteresowanie polskich słuchaczy może dziś liczyć amerykańska formacja Inter Arma, grupa z Richmond w stanie Virginia, istniejąca od prawie 10 lat, a dziś przemierzająca swoją ojczyznę na wspólnej trasie z zespołem Kylesa. Może liczyć na zainteresowanie tym bardziej, że - po pierwsze: na pierwszy rzut oka jej muzyka to klasyczny, a przy tym rzetelnie zagrany sludge, a po drugie: kiedy wsłuchać się uważniej, okazuje się, że ta grupa wyprzedza jednak znaczną część sludge’owego środowiska o co najmniej dwie długości: amerykanie tworzą raczej bardzo eklektyczny, a jednocześnie - spójny koktajl, w którym mieszają elementy najróżniejszych gatunków i odmian metalu, od tych najbardziej tradycyjnych i klasycznych, do najodważniej choćby poszukujących i eksperymentalnych.
Co więcej - muzycy nie boją się realizować pomysłów zgoła niecodziennych, jeśli nie wręcz kompletnie wariackich. Wystarczy spojrzeć na ich najnowsze wydawnictwo - opublikowaną niemal dokładnie rok temu płytę zatytułowaną „The Cavern”. Choć trwa tyle, ile trwać powinien klasyczny pełnowymiarowy krążek - nieco ponad 45 minut, zawiera tylko jeden utwór.
Czego tu nie ma. Zaczyna się typowo sludge’owo - przez pierwsze minuty toczy się ciężko, jak walec, powtarzając wielokrotnie jeden temat, ale z każdym kolejnym taktem muzycy zaczynają dodawać do tego podkładu nowe elementy: a to intrygującą melodię, a to niemal przebojowy riff, a to monumentalną solówkę gitarową. Bez dwóch zdań: to nie jest sludge, przy którym można się nudzić. I z pewnością nie potrzeba żadnych narkotyków, żeby docenić jego wartość.
Jedno jest pewne - taka muzyka zaczyna zdobywać coraz bardziej zwolenników, przede wszystkim w swej ojczyźnie, czyli Stanach Zjednoczonych. Co prawda nie każda z amerykańskich mód przenosi się do Polski - np. odbywający się w tej chwili za oceanem na zaskakująco dużą skalę renesans muzyki emo, nad Wisłą zupełnie nie znalazł dla siebie miejsca - ale moda na sludge zakiełkowała bardzo bujnie na żyznym polskim gruncie. Coraz większym powodzeniem cieszą się tu najróżniejsze zespoły wykonujące tę muzykę - młodzi fani chętnie słuchają płyt tego typu wykonawców i odwiedzają ich koncerty. Co ciekawe, jeśli chodzi o te ostatnie, w związku z tym, że amerykańskie zespoły alternatywne wciąż jeszcze nie odwiedzają Polski z taką intensywnością, jak kraje Europy Zachodniej, o wiele częściej usłyszeć można w polskich klubach przedstawicieli sceny sludge zza wschodniej granicy. Niespodziewanie okazało się, że tam właśnie jest dość silny ośrodek tego typu grania.
To wszystko sprawia, że na znacznie większe niż kiedyś zainteresowanie polskich słuchaczy może dziś liczyć amerykańska formacja Inter Arma, grupa z Richmond w stanie Virginia, istniejąca od prawie 10 lat, a dziś przemierzająca swoją ojczyznę na wspólnej trasie z zespołem Kylesa. Może liczyć na zainteresowanie tym bardziej, że - po pierwsze: na pierwszy rzut oka jej muzyka to klasyczny, a przy tym rzetelnie zagrany sludge, a po drugie: kiedy wsłuchać się uważniej, okazuje się, że ta grupa wyprzedza jednak znaczną część sludge’owego środowiska o co najmniej dwie długości: amerykanie tworzą raczej bardzo eklektyczny, a jednocześnie - spójny koktajl, w którym mieszają elementy najróżniejszych gatunków i odmian metalu, od tych najbardziej tradycyjnych i klasycznych, do najodważniej choćby poszukujących i eksperymentalnych.
Co więcej - muzycy nie boją się realizować pomysłów zgoła niecodziennych, jeśli nie wręcz kompletnie wariackich. Wystarczy spojrzeć na ich najnowsze wydawnictwo - opublikowaną niemal dokładnie rok temu płytę zatytułowaną „The Cavern”. Choć trwa tyle, ile trwać powinien klasyczny pełnowymiarowy krążek - nieco ponad 45 minut, zawiera tylko jeden utwór.
Czego tu nie ma. Zaczyna się typowo sludge’owo - przez pierwsze minuty toczy się ciężko, jak walec, powtarzając wielokrotnie jeden temat, ale z każdym kolejnym taktem muzycy zaczynają dodawać do tego podkładu nowe elementy: a to intrygującą melodię, a to niemal przebojowy riff, a to monumentalną solówkę gitarową. Bez dwóch zdań: to nie jest sludge, przy którym można się nudzić. I z pewnością nie potrzeba żadnych narkotyków, żeby docenić jego wartość.
