Ta piosenka o tym, że kiedy ktoś nas porzuca, świat za nic nie chce się ułożyć na nowo, jest tylko jednym z kilku dowodów na to, że nowa płyta tego zespołu będzie jedną z płyt roku.
REKLAMA
Bardzo długo zastanawiałem się, jaka piosenka powinna się tu pojawić właśnie dziś, w samym środku tegorocznej edycji festiwalu Open’er, gdzieś między kolejnymi koncertami, kolejnymi spotkaniami z zespołami, które tak bardzo chciałem zobaczyć na żywo.
Czy któraś z porażająco smutnych ballad Dry The River, czy może coś z najnowszej płyty Pauli I Karola, a może jednak raczej któraś z piosenek Cool Kids Of Death? Nie miałem zielonego pojęcia.
Odpowiedź przyszła sama. Zupełnie znienacka. Kilka dni temu, blisko środka nocy, kiedy nagle okazało się, że natychmiast muszę się znaleźć na końcu miasta, jechać tam, żeby próbować ruszyć swoje życie z miejsca, nawet jeśli byłem absolutnie pewien od samego początku, że to w żaden sposób nie jest kierunek, w którym ono ruszyć powinno.
Stały przy głównej drodze w mieście, naiwnie, radośnie, kompletnie beztrosko i raczej bez głowy. I machały, jak gdyby nigdy nic. Wiedziałem, że jeśli nie zatrzymam się ja, nie zatrzyma się nikt inny, albo – co gorsza – zatrzyma się ktoś, kto absolutnie nie powinien się zatrzymać. Więc się zatrzymałem. Dokąd jedziecie? Tam, gdzie ja. Wsiadajcie. I jakoś tak od razu się okazało, że choć nie powinniśmy mieć ze sobą nic wspólnego, całkiem mamy. Choćby Open’er.
Na co najbardziej czekacie? Jak to na co? Wiadomo. Na Mumford And Sons.
Niemal wbiło mnie w fotel. Bo nie dość, że sam najbardziej czekam na koncert tego właśnie zespołu, to jeszcze słuchałem go cały dzień, nawet w chwili, kiedy się zatrzymałem, żeby je zabrać.
Na co najbardziej czekacie? Jak to na co? Wiadomo. Na Mumford And Sons.
Niemal wbiło mnie w fotel. Bo nie dość, że sam najbardziej czekam na koncert tego właśnie zespołu, to jeszcze słuchałem go cały dzień, nawet w chwili, kiedy się zatrzymałem, żeby je zabrać.
I od razu wszystko było dla mnie jasne. To właśnie ten zespół musi się tu dziś znaleźć, mimo tego, że wciąż jeszcze nie wydał swej najnowszej płyty i jego premierowych utworów można słuchać tylko w wersjach koncertowych. Ale za to jak znakomite są te utwory. „Lovers Eyes” to tylko jeden z przykładów. A „Home”? A „Lover Of The Light”? A jeszcze kilka innych? Już dziś można śmiało prorokować, że druga płyta tego angielskiego zespołu, która ukaże się już we wrześniu, będzie jedną z najważniejszych płyt roku. Dla mnie na pewno.
I na pewno w sobotę wieczorem, prawie na sam koniec festiwalu, będę stał pod sceną i słuchał tych wszystkich cudownie smutnych piosenek i tych wszystkich tekstów, które coraz bardziej okazują się o moim życiu i coraz bardziej układają się w spójną, smutną historię:
„I nie było w tym ani trochę twojej winy, winien byłem tylko ja. Położyłaś na szali swoje serce, a ja tym razem naprawdę wszystko spieprzyłem, prawda, moja kochana?”. „A teraz powiedz mi, co jest złego w tym, że kocham cię całym sercem?” I jeszcze: „Ale będę się trzymał, będę wciąż miał nadzieję”.
„I nie było w tym ani trochę twojej winy, winien byłem tylko ja. Położyłaś na szali swoje serce, a ja tym razem naprawdę wszystko spieprzyłem, prawda, moja kochana?”. „A teraz powiedz mi, co jest złego w tym, że kocham cię całym sercem?” I jeszcze: „Ale będę się trzymał, będę wciąż miał nadzieję”.
A tamtego wieczoru, wciąż rozpaczliwie i kurczowo trzymając się nadziei, nie potrafiłem w żaden sposób ruszyć swojego życia z miejsca. Wróciłem do domu i do rana próbowałem zasnąć, chociaż wiedziałem, że to się przecież nie może udać.
