Ta piosenka o oddalaniu się od siebie i o tym, jak trudno jest się zbliżyć na nowo, to jeden z najsmutniejszych utworów, jakie ostatnio słyszałem.
REKLAMA
To jest, oczywiście, jak zawsze, długa historia.
Wszystko zaczęło się od zespołu Manchester Orchestra, wbrew nazwie pochodzącemu z Atlanty. Zobaczyłem go kilka lat temu przypadkiem, na jakimś koncercie, na którym był tylko suportem przed jakąś większą gwiazdą. I zachwyciłem się nim od razu. Bo od razu było słychać, że jest w nim coś szczególnego.
Coś, co nosi w sobie jego wokalista, gitarzysta, kompozytor i autor tekstów, Andy Hull. Coś, czym naznacza wszystkie swoje piosenki, a zwłaszcza te najsmutniejsze, najbardziej melancholijne, autobiograficzne opowieści o życiu, które nie zawsze, a raczej – prawie nigdy, nie szło najprostszymi drogami. Było ich sporo na debiutanckiej płycie grupy, zatytułowanej „I’m Like A Virgin Losing A Child”, ale miałem wrażenie, że na kolejnych albumach to wszystko rozmywało się coraz mocniej w powodzi coraz głośniejszych, bez najmniejszego sensu i powodu, gitarach. Boleśnie rozczarował mnie koncert zespołu na tegorocznym festiwalu Coachella – nie było w nim prawie w ogóle prawdziwych emocji, a tylko sam hałas.
Dlatego dużo bardziej zaczęła do mnie trafiać solowa twórczość Hulla, którą podpisuje nietypową nazwą Right Away, Great Captain! To projekt rozpisany na trzy płyty – trzecia, zatytułowana „The Church Of The Good Thief”, chyba najlepsza ze wszystkich, właśnie się ukazała – na których znalazły się piosenki, opowiadające jedną, spójną historię.
To opowieść dziejąca się przed wiekami, a jednak zadziwiająco aktualna, opowieść o kapitanie, który żeglował wiele miesięcy, zostawiwszy w domu ukochaną żonę, po to by wrócić i przekonać się, że ona jest już z innym, co gorsza – z jego własnym bratem. Miłość, tęsknota, zazdrość, gniew – to wszystko uczucia, którymi te trzy płyty napełnione są po brzegi. Uczucia, które Hullowi udało się bardzo skutecznie zawrzeć w minimalistycznych aranżacjach i przejmująco smutnych melodiach.
Właściwie mógłbym umieścić tu prawie każdy utwór z najnowszej płyty Hulla, bo wszystkie są równie smutne, ale ten wydał mi się dziś najbardziej adekwatny. Bo też czuję się, „jakbym był uzależniony i pamiętam tak wyraźnie twoje ostatnie słowa”, bo też próbuję wszystkich, najgłupszych nawet, sztuczek i „udaję, że one mogą jeszcze coś zmienić”, a przede wszystkim, bo też bardzo mocno czuję dziś, że „nie jestem sobą”.
