Zaczyna się niepozornie, ale to, co dzieje się potem w tym utworze, rozrywa serce na strzępy...
REKLAMA
Wybór piosenki na ten tydzień był absolutnie oczywisty. Nie mogłem zrobić inaczej jak tylko zaproponować jeden z utworów z płyty, która będzie miała oficjalną premierę już za chwilę, płyty, która jak dotąd zapowiada się na jedną z najważniejszych dla mnie płyt tego roku.
Sprawa jest dość nietypowa, bo przecież do grudnia mnóstwo czasu i światło dzienne ujrzeć może jeszcze mnóstwo znakomitych albumów. Ale ja wiem już dziś, że ten zostanie ze mną bardzo długo i że jest dla mnie niezwykle ważny z wielu, całkiem osobistych i absolutnie obiektywnych powodów. Sprawa jest nietypowa także o tyle, że chodzi przecież o zespół z Wielkiej Brytanii, a od wielu już lat na mój doroczny „top 20” płyty przygotowane przez zespoły stamtąd raczej nie trafiają.
Dla grupy Dry The River zrobię jednak z wielką radością wyjątek – bo jakże mógłbym nie zrobić dla zespołu, który w tak niezwykły sposób połączył folk, alternatywny rock i post rock, akustyczne brzmienia z gitarową ścianą dźwięku, poruszające, podniosłe partie chóralne z pięknymi melodiami.
Utwór „No Rest” jest tylko jednym z kilku dowodów na wielkość i niezwykłą oryginalność tego zespołu, które można znaleźć na tej płycie. A jednocześnie to po prostu piosenka poruszająca tak bardzo, że ile razy ją słyszę, wyciska mi łzy z oczu. Bo nawet jeśli zaczyna się w dość banalny sposób, refren, a dokładniej ten moment, w którym pada szczera do bólu deklaracja o tym, że „kochałem cię w najlepszy możliwy sposób”, zawsze sprawia, że nagle zaczyna mi brakować tchu, a serce zaczyna szaleć. Uzyskać taki efekt za pomocą kilku instrumentów i trudnej do zapomnienia linii wokalnej – to jest dopiero sztuka.
Utwór „No Rest” jest tylko jednym z kilku dowodów na wielkość i niezwykłą oryginalność tego zespołu, które można znaleźć na tej płycie. A jednocześnie to po prostu piosenka poruszająca tak bardzo, że ile razy ją słyszę, wyciska mi łzy z oczu. Bo nawet jeśli zaczyna się w dość banalny sposób, refren, a dokładniej ten moment, w którym pada szczera do bólu deklaracja o tym, że „kochałem cię w najlepszy możliwy sposób”, zawsze sprawia, że nagle zaczyna mi brakować tchu, a serce zaczyna szaleć. Uzyskać taki efekt za pomocą kilku instrumentów i trudnej do zapomnienia linii wokalnej – to jest dopiero sztuka.
Wygląda na to, że tych kilku młodych Brytyjczyków opanowało ją do perfekcji.
W ubiegłym roku zespół wystąpił na katowickim Offie i to był jeden z najważniejszych występów na tym festiwalu. W tym roku już wiem, że będę w stanie wybrać się choćby bardzo daleko, żeby ponownie zobaczyć ten zespół na scenie. I ponownie popłakać się jak dziecko albo może jak nastolatek ze złamanym sercem przy „No Rest”.
