To jest historia o tym, jak daleko się odchodzi, kiedy odchodzi miłość. I jak ciężka jest ta wędrówka, która, choćby trwała cały rok, i tak zawsze prowadzi donikąd.

REKLAMA
To jest idealny moment na tą piosenkę, to jest idealny moment na całą płytę. Na album opowiadający o miłości, która przemija i umiera, opowiadający o przemijaniu i o śmierci. Opowiadający w piękny, wyciszony sposób. Opowiadający szeptem, który podszyty jest łkaniem. Opowiadający dźwiękami, w których kryją się łzy. Opowiadający melodiami, w których czasem niemal słychać płacz.
To jest idealny moment, bo za oknem szaleje właśnie huragan, zalewający bezlitośnie ulice, pozbawiający światła kolejne dzielnice, pustoszący to miasto, w którym po raz pierwszy spotkałem Stellinga i miałem okazję wysłuchać jego krótkiego, ale poruszającego koncertu. Miasto, do którego ten muzyk i jego twórczość zdają się tak bardzo pasować, tak bardzo doń należeć. Miasto, w którym znów jestem sam i znów myślę tylko o tym, o czym jest ta piosenka, o tym, że tak bardzo „chcę żeby wszystko było tak, jak wtedy zanim nadeszła burza i podcięła nam skrzydła, jak małym ptakom, zanim przyszedł huragan, który potłukł wszystkie szyby i wybił drzwi”. I znów myślę tylko o tym, jak bardzo tęsknię za tymi wszystkimi „deszczowymi nocami, kiedy byłem jeszcze młody i mocno stałem na nogach, nocami o których zawsze mi przypominałaś”. Bo o czym innym mogę myśleć dokładnie w tym samym miejscu, dokładnie rok po tym, kiedy „nadeszła burza i podcięła nam skrzydła”?
To jest idealny moment, żeby słuchać tej piosenki, żeby słuchać całej tej płyty, albumu „Songs Of Praise And Scorn”, wypełnionej samymi smutnymi, mrocznymi balladami o samych smutnych, mrocznych sprawach, przydarzających się ludziom, którzy czasem na nie w pełni zasługują, ale czasem los wręcza im zupełnie bez powodu i bez śladu racji czarny bilet do fabryki całkiem gorzkiej czekolady. To moment, w którym myślę o ostatnim roku i wiem aż za dobrze, że absolutnie nie mam już czego chwalić, a powodów do pogardy dostarczyłem sobie aż zbyt wiele.
To jest idealny moment, żeby słuchać tej płyty, na której tak często pada deszcz, tak często zrywa się burza, tak często huragan znaczy niebo „bliznami błyskawic”. Idealny moment, żeby przypominać sobie wciąż i na wszystkie sposoby ten moment, o którym jest piosenka „The Ocean Stole My Love Away”, jedna z najpiękniejszych i najbardziej poruszających na tym albumie, moment, w którym: „poszłaś kiedyś spacerować późną nocą, zaraz po tym, kiedy spadliśmy na siebie delikatnym deszczem, po którym wszystko zaparowało, dotarłaś na brzeg, wysunęłaś się z sukienki i po prostu odpłynęłaś”. I po raz kolejny uświadamiam sobie jak bardzo żałoba po tym, kto umarł jest taka sama jak po kimś, kto odszedł. Bo ja też „stoję tu każdej nocy, wpatrując się w morze i czekam, aż zwróci mi tą, którą tak kocham”. Bo ja też tak bardzo muszę się starać, żeby „nie iść w jej ślady, choć to tak bardzo nęcące”. Bo ja też aż dobrze wiem, że „już nigdy nie znajdę nikogo takiego, jak ona, już nigdy nikogo nie pokocham, zostało mi tylko to morze”. I cały czas wierzę, że tak jak na końcu tej opowieści usłyszę jeszcze: „przypłyń tu do mnie, kochany, tak naprawdę nigdy nie odeszłam, zasnęłam po prostu przy brzegu, wybacz, że to trwało tak długo”. Tak, to właśnie chciałbym usłyszeć.
To jest idealny moment na słuchanie tej płyty, nagranej w domu pogrzebowym w Louisville, w którym od prawie dwustu lat słychać było przecież głównie płacz. To jest idealny moment, żeby słuchać tej płyty, na której śmierć mieszka w co drugim wersie, tuż obok miłości. Moment, w którym coraz bardziej czuję, jak bardzo głęboko i mocno „zamieszkała we mnie dziwna ciemność”, w którym coraz głośniej muszę mówić, że „mam całkiem czarne serce, jak figura z zimnego kamienia, więc proszę, trzeba ze mną postępować bardzo ostrożnie i delikatnie”. Moment, w którym widzę coraz wyraźniej, co zrobił ze mną ostatni rok, ten cały pusty, smutny i zimny rok. Rok, w którym przeszedłem tak długą i męczącą drogę, tylko po to, żeby zrozumieć, że wciąż jestem w tym samym miejscu. I wciąż zadawać sobie pytanie: jak długo jeszcze? Jak długo?