Ta piosenka to historia o dziewczynie. Niezwykłej dziewczynie, która mnie drażni, denerwuje, może nawet w pewnym sensie kpi sobie ze mnie. Ale im bardziej robi to wszystko, tym bardziej jestem nią zafascynowany.
REKLAMA
To jest historia o dziewczynie, która pojawiła się w moim życiu już jakiś czas temu. Znali ją jacyś moi znajomi, mówili, że jest niezwykła, że jest warta poznania, mówili, że im częściej się z nią spotykać, tym bardziej fascynuje i intryguje. Otarłem się o nią kilka razy, zwróciłem na nią uwagę, zauważyłem, że rzeczywiście jest zupełnie inna niż większość innych dziewczyn, może nawet niż wszystkie inne dziewczyny, ale z miejsca uznałem, że to jednak nie jest moja bajka, że to nie jest ktoś, kim mogę się zainteresować na poważniej. Więc zapomniałem o niej na długo. Tylko po to, żeby odkryć ją na nowo po kilku miesiącach i nie móc zrozumieć jak to się stało, że nie doceniłem jej już wcześniej, nie zakochałem się w niej od razu.
To jest historia o dziewczynie, która jest inna i była inna od samego początku. Inna w sposób zupełnie pozbawiony pretensji, snobizmu i nachalności. Inna w sposób fascynujący. Bo to co robi, to co tworzy, utkane jest niby z dokładnie tych samych elementów, jak w przypadku wielu innych, podobnych dziewcząt, ale jednak w jej pełnej niezwykłych pomysłów zmienia się w coś absolutnie niezwykłego, wciągającego i nie dającego spać spokojnie. Jest w tym co robi sporo dziewczęcej delikatności, konfrontowanej jednak nieustannie z brutalnością i mrokiem, jest w tym dużo uroczej beztroskiej zabawy, ukrytej jednak pod grubą warstwą naniesionego przez życie brudu (jej artystyczny pseudonim, który oznacza właśnie „brudy” nie jest przecież przypadkowy), jest w tym mnóstwo lekkości, spierającej się wciąż z chropowatością, szorstkością i czymś, co bywa bliskie niemal agresji.
To historia o dziewczynie, która wie czego chce i zawsze wiedziała. Wtedy kiedy poszła na studia i to nie byle jakie: bo któż łączy literaturę rosyjską z neurobiologią i wtedy, kiedy je rzuciła po to, żeby zająć się na poważnie i na dobre tym, co ją najbardziej fascynuje - tworzeniem i graniem na żywo swojej muzyki. Wtedy, kiedy nagrywała kolejne płyty, najpierw wydawane w małej wytwórni i docierające tylko do jej znajomych i znajomych ich znajomych i wtedy, kiedy podpisała kontrakt z legendarną dziś niezależną wytwórnią 4AD i nagle, zupełnie znienacka, stała się wielką światową gwiazdą muzyki innej, dziwnej, nietypowej.
To historia o dziewczynie, która robi niestworzone rzeczy i opowiada niestworzone historie, która za każdym razem wymyka się, kiedy chce się ją zaszufladkować i ucieka jak kot, który nie chce, żeby go głaskać w tym momencie, kiedy akurat ma się ochotę go głaskać. Choćby wtedy kiedy opowiada o tym, jak z egzemplarzem „Przygód Hucka Finna” pod pachą wyruszyła w dół Mississippi własnoręcznie zbudowaną łodzią. Choćby wtedy, kiedy na swój koncert zaprasza kiczowato ubranych tancerzy, z pozoru nijak nie chcących iść w parze z muzyką, którą tworzy.
To historia o dziewczynie, która dokładnie wie czego chce, wie jak to osiągnąć i nie daje się zatrzymać niczemu i nikomu. Wystarczy zobaczyć ją na koncercie: z pozoru delikatna, skromna, wycofana, zdaje się być prawdziwym demonem, kiedy szaleje nad stołem zastawionym po brzegi zestawem elektronicznych przetworników. Widać od razu, że bezwzględnie panuje tu nad wszystkim. Sama przecież śpiewa: „kiedy jestem sobą, czuję, że nie mogę upaść”. I nie upada, nawet wtedy, kiedy w środku trasy koncertowej ktoś kradnie jej z samochodu cały sprzęt. Podnosi się i gra dalej. I dalej zachwyca.
To jest opowieść o dziewczynie, która zdaje się nie dawać się za bardzo lubić, a może wręcz robi wszystko, żeby się nie podobać. Tak, żeby polubić ja mogli tylko ci najwytrwalsi, którzy mają cierpliwość, żeby czekać aż przyjdzie sama, jak kot, który chce, żeby go głaskać właśnie dokładnie teraz. Ci najbardziej dociekliwi, którzy przebiją się przez ten ciężki i brudny płaszcz pozorów: chropowatego dźwięku i brzydko narysowanych okładek z czaszkami, przebiją się, żeby dotrzeć do tego całego piękna, które pod tym ukrywa. Więc ćwiczę wytrwałość i dociekliwość i z każdym dniem fascynuję się nią coraz bardziej. I żałuję tylko, że nie uda mi się zobaczyć się z nią znowu: za kilka dni miała być w Warszawie, ale nic z tego nie będzie. Szkoda. Wielka szkoda.
