Czasem wystarczy się spotkać, choćby na chwilę, żeby z miejsca wiedzieć, że to spotkanie będzie miało bardzo daleko idące konsekwencje. Że ktoś, kogo się spotkało, nagle okazał się kimś bardzo ważnym.

REKLAMA
Znaliśmy się od dawna, krążyliśmy w jakimś sensie wokół siebie już od miesięcy, wysyłając do siebie mnóstwo sygnałów, poznając się coraz lepiej, coraz bliżej. Ale wciąż znając się tylko na odległość, wciąż trzymając dystans, bo wydawało się, że nie ma właściwie powodu, żeby to zmieniać i żeby bardziej się do siebie zbliżyć. Owszem, czuliśmy, że jesteśmy dla siebie ważni, czuliśmy, że jesteśmy sobie potrzebni, czuliśmy wręcz chyba, że wypełniamy sobie nawzajem luki, które wypełnienia wymagały i to raczej szybko. Ale czuliśmy też, że tak jak jest, jest dobrze i nie ma powodu, żeby to zmieniać.
Aż wreszcie nastąpił ten moment, który wcześniej czy później musiał nastąpić. Moment, który nagle wszystko zmienił, w mgnieniu oka sprawił, że nic już nie było takie jak wcześniej, że nic już nie chciało wrócić do dawnej postaci i na dawne ścieżki. Moment, który pamiętam doskonale, bo trudno nie pamiętać czegoś tak mocnego, tak ważnego i tak, w sumie, niespodziewanego. Niespodziewanego nawet pomimo tego, że kiedy potem o tym myślałem, od samego początku było przecież tak naprawdę wiadomo, że to się skończy tak, jak się skończyło. Moment, który sprawił, że poczułem się, jakby przebiegł przeze mnie prąd o jakimś bardzo wysokim napięciu i jeszcze wyższym natężeniu, ustawiając mi w środku wszystko zupełnie inaczej, niż wcześniej było to tam poustawiane, jakby świat nagle zaczął wyglądać zupełnie inaczej, niż wyglądał dawniej, jakby sprawy, które do tej pory się liczyły, nagle liczyć się aż tak bardzo przestały. Moment, który był jak objawienie, jak olśnienie, jak eksplozja.
Tak widać czasem jest. Zwłaszcza dziś, kiedy tyle osób zna się tylko przez internet, kiedy rozmawia się z nimi godzinami, ale tylko za pomocą liter, pojawiających się przy miniaturkach ich zdjęć. Że zna się kogoś od miesięcy i wydaje się, że wie się o nim, jeśli nie wszystko, to przynajmniej dużo, przynajmniej tyle, ile w zupełności wystarczy. I jakoś nie ma się ochoty na to, żeby to zmieniać, nie widzi się powodu, żeby miało się to samo zmienić. I nagle okazuje się, że mimo zdigitalizowania całego życia, mimo przeniesienia wszystkich jego możliwych i nie do końca możliwych elementów do wirtualnego świata, wciąż najwięcej wydarzyć się może między ludźmi wtedy, kiedy wreszcie się spotkają, kiedy wreszcie spojrzą na siebie naprawdę, kiedy wreszcie będą rzeczywiście blisko siebie. Zwłaszcza kiedy okazuje się, że mają do siebie rzeczywiście blisko. Z różnych względów. I na różnych poziomach.
Ten zespół to prawdziwe objawienie tegorocznego festiwalu Eurosonic, dorocznego, odbywającego się w holenderskim mieście Groningen, spotkania branży muzycznej z całego kontynentu, podczas którego tak naprawdę decyduje się, kto w tym roku będzie duży, kto się będzie liczył, kto będzie występował na letnich festiwalach i kto będzie grał trasy koncertowe po całej Europie. I w tym roku już wiadomo, kto to będzie. Właśnie ten zespół - trójka bardzo młodych muzyków z Glasgow, która oprócz tego singla ma w zanadrzu jeszcze z tuzin równie dobrych piosenek. Muzyków, którzy mają znakomite pomysły na melodie i jasną koncepcję co do swojego brzmienia. A przede wszystkim mają w ręku atut, którego pozazdrościć im może wiele innych młodych zespołów - wokalistkę, która na każdym, kto ją zobaczy, musi, po prostu musi, robić kolosalne wrażenie. Swoją młodością, swoją energią, entuzjazmem i kompletnym brakiem tremy na scenie - nawet mimo tego, że zespół zagrał dopiero kilka koncertów.
I naprawdę wystarczy jedno spotkanie z nią, kilka minut patrzenia na to, jak się zachowuje, jak się rusza, jak się uśmiecha, żeby to wszystko, co się do tej pory o niej wiedziało, ożywało nagle w głowie i rosło do zupełnie niespodziewanych rozmiarów. I naprawdę wystarczy jedno spotkanie, choćby nawet najkrótsze, choćby nawet w pośpiechu, hałasie i zamieszaniu, żeby od razu wiedzieć, od razu poczuć i od razu zrozumieć, że to przecież nie może być ostatni raz, że to dopiero początek, że chce się więcej i więcej, najwięcej, jak tylko się da.