Ta piosenka jest o tym, że cały czas wydaje nam się, że nigdy nie będzie za późno, cały czas, aż do chwili, kiedy robi się za późno i już nigdy nie będzie inaczej.
REKLAMA
- Popłakałam się na ich koncercie - powiedziała. A ja dokładnie wiedziałem dlaczego. Wiedziałem, że trudno jest inaczej. Wiedziałem, bo sam popłakałem się na ich koncercie. Bo przez każdą piosenkę, którą zagrali przezierał tak porażający smutek, że trudno było inaczej. Bo każda piosenka zadawała najtrudniejsze pytania, pokazywała jak na dłoni to wszystko, co zrobiło się źle, a czego nie zrobiło się wcale, co się zaniedbało, te wszystkie chwile podczas których zapominało się dbać, zapominało się troszczyć, zapominało się myśleć, zapominało się pamiętać, te wszystkie chwile, kiedy ulegało się temu łatwemu złudzeniu, że wszystko przychodzi samo, że tak już będzie na zawsze i że nic nie trzeba robić, że nie trzeba nad tym pracować. A potem te wszystkie chwile wracają, przypominają się, wbijają się w pamięć ostrą drzazgą, której za nic nie da się wyciągnąć. A potem, kiedy okazuje się, że ostatnie „do widzenia” było już tylko „żegnaj”, żałuje się każdego takiego momentu, każdego pustego popołudnia, każdej głupiej kłótni zupełnie o nic, każdego wyjazdu, który można było odwołać, każdego momentu kiedy „wtedy w lesie, zamiast trzymać cię za rękę” opowiadało się o próbie swojego zespołu, o jakichś kompletnie nieważnych sprawach w pracy, o jakichś sprawach w ogóle kompletnie nieważnych, żałuje się każdego nie wykonanego telefonu, każdego nie wysłanego smsa, każdego słowa, które chciało się powiedzieć, ale nie było kiedy, nie było czasu, nie było nastroju albo nie powiedziało się go w ogóle bez żadnego powodu. I za żadną cenę nie chcę się usłyszeć w głowie tych słów, bolesnych tym bardziej, ile było takich momentów, popołudni, kłótni, wyjazdów, tych słów, że jest już za późno i już zawsze będzie za późno, że już nigdy nie będzie się miało szansy tego naprawić.
I wtedy zostaje już tylko uświadomić sobie, że „każdej nocy zadaję sobie to pytanie: czy wystarczająco cię kocham? Każdej nocy zadaję sobie to pytanie: czy daję ci wystarczająco dużo?” Każdej nocy. Nawet kiedy próbuję nie zadawać, kiedy próbuję powiedzieć sobie głośno, kiedy próbuję sobie wbić do głowy jakieś kolejne kłamstwo: że przecież na pewno tak albo że to przecież tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia. I tak je sobie zadaję.
- Tak go kocham - powiedziała - nie wyobrażam sobie, że może być inaczej.
I doskonale wiedzieliśmy oboje, co oznacza to inaczej. Doskonale wiedzieliśmy, że to jest ten moment, kiedy już trzeba się nad tym zastanowić, kiedy trzeba temu stawić czoła, wiedzieliśmy, że kiedy ktoś jest w takim wieku jak on, „inaczej” może być w każdej chwili, z każdego, najgłupszego nawet powodu, w najbardziej nieoczekiwany sposób, w najbardziej zaskakującym momencie, nawet wtedy, a pewnie, bo życie jest przecież wyjątkowo złośliwe - zwłaszcza wtedy, kiedy wydaje się, że nic złego nie może się stać. I nie wiedziałem, co jej powiedzieć, nie wiedziałem jak jej pomóc, chociaż tak bardzo chciałem. I sam też przestraszyłem się tego samego. I boję się coraz bardziej po każdym spotkaniu, po każdej rozmowie, kiedy wracam do domu i wiem, wiem aż za bardzo dobrze, że „nie dałem wystarczająco dużo”, podczas kiedy oni przecież „dają, i dają, i dają, i dają”, cały czas i z całej siły. I zupełnie nie wiem, co z tym zrobić. I chyba głównie dlatego popłakałem się na tym koncercie.
I dobrze, że chociaż czasami, w jakichś najbardziej banalnych sprawach udaje mi się zrozumieć coś, zanim jest za późno - tak jak choćby w sprawie tego zespołu. Bo przez długi czas nie odróżniałem go od wielu innych i nawet pół łzy nie zbierało mi się w kąciku oka na jego koncertach. I nagle dotarło do mnie, jaki to błąd - to wtedy, kiedy słuchałem pierwszy raz tej płyty - ich tegorocznego albumu „Hummingbird”, razem z dziesiątkami innych tego dnia, ale coś mnie przy niej zatrzymało i sprawiło, że te dziesiątki przestały się nagle zupełnie liczyć. I zacząłem słuchać tej płyty dziesiątki razy i coraz bardziej przekonywać się, jaka jest mocna i ważna, jak trudne rzeczy mówi. Ta piosenka i wszystkie inne, które się na niej znalazły. Nagrane przez kilku, wyglądających tak niewinnie i poczciwie chłopaków, którzy postanowili powiedzieć całemu światu, jak bardzo czasem są źli, jak bardzo czasem się mylą, jak bardzo czasem są w błędzie, jak często robią rzeczy, których nie można potem nie żałować. I pewnie nie wiedzieli nawet, jak te smutne wyznania będą potrafiły uświadomić temu, kto ich słucha, jak bardzo sam czasem jest zły, jak bardzo sam się myli, jak często sam jest w błędzie i jak często sam robi rzeczy, których potem nie może nie żałować.
Tych kilkanaście utworów o umieraniu, o odchodzeniu, o stracie, której nie da się już odzyskać, o żalu, który nie daje spać, rosło we mnie coraz bardziej, coraz głębiej zapuszczało korzenie, plącząc się z moimi najbardziej ukrytymi uczuciami, strachami i tęsknotami. I nie mogło być inaczej, musiałem, tak jak ona, popłakać się na tym koncercie.
