To jest piosenka kalifornijskiego zespołu, który z powodzeniem odświeża tradycję klasycznego shoegaze, spod znaku takich formacji jak Slowdive.
REKLAMA
Nigdy nie miałem zamiaru tłumaczyć, o czym są piosenki, o których tu piszę. Miałem zamiar tylko dzielić się tym, co mnie zaintrygowało. Polecać to, co mi się spodobało i co jest warte polecenia. Nie tłumaczyłem o czym są piosenki, pisałem, co się dzieje we mnie, kiedy ich słucham. Ale widać nie powinno się pisać o tym, co się czuje. Bo to w żaden sposób nie jest ironiczne, ciekawe dla innych, inspirujące. Więc czas to, co się dzieje w środku, zostawić w środku. Widać nie po to są blogi. Czas pisać prosto i zrozumiale. Bez epitetów. Krótkimi zdaniami.
Whirr to zespół amerykański. Jego członkowie mieszkają w Kalifornii. Na początku działalności grupa nazywała się trochę inaczej - Whirl. Tak samo zatytułowana była piosenka zespołu Smashing Pumpkins, która miała trafić na płytę „Siamese Dreams”, ale muzycy zdecydowali, żeby jednak jej tam nie umieszczać. Koniec końców znalazła się na kompilacyjnym albumie „Pisces Iscariot” z 1994 roku. Grupa Whirl powstała wiele lat później później. I gdyby miała się przy jej nazwie pojawić nazwa jakiegoś innego zespołu, powinna to być raczej formacja Slowdive. Bo muzycy Whirr wyraźnie inspirują się jej twórczością. Była ona zapomniana przez wiele lat. Dziś powracająca na fali ponownej popularności gatunku zwanego shoegaze. Na tym nie wyczerpują się jednak muzyczne zainteresowania członków zespołu. Dwóch z nich przez jakiś czas grało w post-metalowej formacji Deafheaven.
Muzycy grupy Whirr zmienili nazwę, ponieważ groził im proces sądowy. Pod taką samą nazwą występuje bowiem artystka z Sacramento, która wykonuje akustyczne covery piosenek zespołu Black Sabbath. Kalifornijscy artyści mają dziś w dorobku kilka płyt. I bardzo aktywnie powiększają swoją dyskografię. W ciągu ostatniego roku wydali dwie pozycje: epkę „Part Time Punks Sessions” i pełnowymiarowy album „Pipe Dreams”. Ten ostatni zebrał bardzo dobre recenzje. Dosłownie kilka dni temu światło dzienne ujrzała kolejna płyta, zatytułowana „Around”. To coś pomiędzy epką a longplayem: zawiera tylko cztery kompozycje, ale trwa niemal pół godziny.
Późną wiosną muzycy pojawili się w Europie, towarzysząc na trasie zespołowi Title Fight. Nie wystąpili z nim jednak podczas poznańskiego występu tej formacji. Nie dotarli także na festiwal The Great Escape, gdzie mieli zaprezentować się przedstawicielom muzycznej branży i poszukiwaczom nowych talentów. Za to intensywnie koncertują po Stanach Zjednoczonych - właśnie ogłosili dużą trasę, podczas której odwiedzą kilkanaście miast. Nie wiadomo jeszcze, kiedy znów trafią do Europy i czy będzie szansa zobaczyć ich w Polsce.
