Rzadki przypadek - remiks znakomitego utworu, który jest jeszcze bardziej poruszający i wciągający od wersji podstawowej.
REKLAMA
To jest oczywiście w gruncie rzeczy kolejna zapowiedź festiwalowa - tym razem chodzi o katowicki festiwal Nowa Muzyka, który dopiero co się zaczął, a jedną z jego gwiazd będzie właśnie ta formacja. Formacja, o której coraz głośniej i coraz lepiej mówią media i cała muzyczna branża, formacja, która ma szanse lada moment być naprawdę wielką gwiazdą, więc tym większe brawa należą się organizatorom katowickiej imprezy, że udało się im zaprosić ten zespół do Polski już dziś - jeśli jego popularność będzie rosła w takim tempie, w jakim rośnie teraz, w przyszłym sezonie koncertowym będą sobie na to mogły pozwolić już tylko największe festiwale, dysponujące najpotężniejszym budżetem.
A początki zespołu wcale nie zapowiadały, że nagle wszystko przyspieszy i nabierze tak błyskawicznego tempa. Dwójka założycieli grupy: wokalistka Hannah Reid i gitarzysta Dan Rothman poznali się blisko cztery lata temu w akademiku - studiowali razem na uniwersytecie w Nottingham. Plotka głosi wręcz, że zaczęło się od momentu, w którym Rothman zobaczył na facebooku zdjęcie Reid z gitarą w ręku, a że właśnie szukał kogoś, z kim mógłby razem grać, napisał do niej i zapytał, czy nie chce wybrać się na wspólną próbę. Po pierwszej umówili się na następną i na kilka kolejnych, bo szybko okazało się, że gra im się razem doskonale. Potem składu zespołu dopełnił znajomy dziewczyny Rothmana, Dot Major, który gra na klawiszach i instrumentach perkusyjnych. I wtedy zaczął się najmniej spektakularny okres w działalności każdego zespołu: próby, komponowanie debiutanckiego materiału, pierwsze koncerty dla praktycznie nikogo, próby zainteresowania swoją twórczością dziennikarzy, agentów, wytwórnie.
Przełomem okazał się grudzień 2012 roku, kiedy muzycy zdecydowali się wreszcie opublikować swój pierwszy oficjalny utwór - piosenkę „Hey Now”. I jak to bywa w przypadku internetowych fenomenów, sprawa zadziałała według schematu kuli śnieżnej: po kilkunastu tygodniach utwór miał już ponad pół miliona odsłon, żeby koniec końców osiągnąć liczbę 800 tysięcy. Nazwać to uchyleniem drzwi to mało - nic więc dziwnego, że muzycy postanowili natychmiast iść za ciosem: w lutym wydali debiutancką epkę „Metal & Dust”, a niedługo potem singla „Wasting My Young Years”. O zespole natychmiast zrobiło się głośno w całym słuchającym muzyki świecie, od Wielkiej Brytanii, przez Stany Zjednoczone do Australii. Natychmiast posypały się najróżniejsze propozycje: a to występy na ważnych, branżowych festiwalach, gdzie zespół robił furorę, bo okazało się, że na żywo wypada równie ciekawie, jak na płytach, a to wizyta w studiu, gdzie swoją płytę nagrywali inni, jeszcze słynniejsi, debiutanci, dwaj bracia z zespołu Disclosure, którzy zaprosili muzyków London Grammar do współpracy przy jednej z piosenek, a to wreszcie - przygotowanie własnego długogrającego materiału, który ma ujrzeć światło dzienne już we wrześniu. A to przecież dopiero początek.
Ta piosenka - której bohaterem jest były chłopak Reid - jest dziś najbardziej znaną wizytówką zespołu. Tym bardziej, że na epce, na której była wydana, znalazła się w dwóch wersjach: podstawowej i tej, przygotowanej przez jednej z najbardziej dziś cenionych, a jednocześnie - najbardziej tajemniczych - kolektywów na scenie elektronicznej. Jego członkowie, nie podając swoich personaliów, mówią o sobie tylko, że są „kolektywem złożonym z osób z całego świata”. Kimkolwiek są, dokonali czegoś, co nie zdarza się zbyt często - przygotowali wersję utworu znakomitego samego w sobie, która jest jeszcze bardziej intrygująca, a co więcej - jeszcze bardziej poruszająca niż oryginał.
