Zespół o zawrotnej nazwie w bardzo udany sposób przypomina gatunek, którego złote lata przypadły mniej więcej dwie dekady temu.

REKLAMA
Zawsze miałem trudną do wytłumaczenia słabość do zespołów o dziwnych, długich nazwach, które pobudzały wyobraźnie i z pozoru kompletnie nie pasowały do muzyki, którą grała dana formacja, ba, nie pasowały do muzyki w ogóle: Say France And I Whistle, Clap Your Hands Say Yeah czy I Love You But I’ve Chosen Darkness - ci wykonawcy od samego początku zwrócili moją uwagę samą nazwą, a potem z radością odkrywałem, że poza tym grają też ciekawą muzykę.
Nie inaczej było w przypadku formacji The World Is A Beautiful Place & I Am No Longer Afraid to Die, której nazwa - tak mi się wydawało od samego początku - brzmi zdecydowanie zbyt naiwnie, żeby nie być zgryźliwie ironiczną. To zespół, który pochodzi z miejscowości Willimantic w stanie Connecticut, małej nawet z polskiej perspektywy, z amerykańskiej zaś - praktycznie zupełnie nieistniejącej. To miejsce nie znane praktycznie z żadnego powodu, bo przecież nie można za taki uznać faktu, że to właśnie tam funkcjonuje uniwersytet stanowy Eastern Connecticut, że to właśnie tam mieszka nieznany przecież szerzej raper o pseudonimie Apathy i że to właśnie tam największą atrakcją turystyczną jest muzeum tekstyliów. Ale tych kilka faktów dotyczących tego miejsca, zwanego Żabim Miastem, ze względu na słynny w okolicy most na rzece, ozdobiony wielkimi statuami żab - jakkolwiek absurdalnie musi to brzmieć, a co gorsza - wyglądać, układa się w jedną, nader spójną całość, która połączyła się idealnie w muzyce zespołu The World Is A Beautiful Place & I Am No Longer Afraid to Die. Bo co innego można robić w mieście, po którym bez celu i sensu kręci się kilkuset młodych ludzi, nie mogących uciec od przekonania, że w jakimś sensie przegrali swoje życie jeszcze przed startem - bo trudno przecież - zwłaszcza z amerykańskiej perspektywy - inaczej interpretować bycie studentem Eastern Connecticut State University, co innego można robić w mieście, którego główną gwiazdą jest apatia, co innego można robić w mieście, w którym życie wije się jak nitka z maszyny przędzalniczej: powoli i zawsze śmiertelnie tak samo. Co innego można robić w takim mieście, jeśli nie grać smutną, momentami wręcz pełną rozpaczy muzykę. A więc dokładnie to postanowiło robić ośmioro rezydentów Willimantic i założyli wspólnie zespół, który miał nazwę jeszcze większą niż i tak już zastanawiająco duży skład grupy.
Zaczęli od wydania w 2010 roku demo, po którym już było wiadomo, w kierunku jakiej stylistyki uśmiechają się młodzi muzycy - stylistyki, która swoje złote lata przeżywała, kiedy pewnie nie było ich jeszcze na świecie. Kolejne wydawnictwa - kilka epek, singli i split longplay z formacją Deer Leap, a wreszcie debiutancki album, zatytułowany „Whenever, If Ever”, który swoją premierę miał w czerwcu 2013 roku, potwierdziły pierwsze przypuszczenia - oto, po wielu latach od czasów, kiedy taka muzyka miała jeszcze jakiekolwiek znaczenie, w epoce, w której stała się już raczej pośmiewiskiem, sprowadzonym do kilku prostych klisz i schematów - takich jak choćby jeden z epizodycznych bohaterów każdego amerykańskiego teen movie: chorobliwie chudy nastolatek z czarną grzywką zasłaniającą pół twarzy, oto w tych czasach bezlitosnego wyśmiewania wszelkich śladów emocji, wszelkiego uczuciowego ekshibicjonizmu, ktoś jeszcze gra klasycznego, emo-core’a.
Co więcej - muzycy grupy The World Is A Beautiful Place & I Am No Longer Afraid to Die grają ją w naprawdę porywający sposób. Z jednej strony budują swoje piosenki z najlepszych muzyczne cech tego gatunku: pięknych melodii, miękkiego brzmienia, przez które tylko od czasu do czasu przebijają się nieco mocniejsze gitary, wytrawnego balansowania między ostrością a delikatnością. Z drugiej: konsekwentnie uzupełniają to wszystko sporą dawką wyraziście szczerych emocji, wyrwanych gdzieś z samego dna serca. I to działa, tak jak działało w latach 90-tych, kiedy nikt się jeszcze nie śmiał z emo, kiedy ta muzyka miała jeszcze sens. I bardzo dobrze, że znalazł się ktoś, kto o tym przypomniał.