Z wielu stron słychać ostatnio nawoływania do zakończenia wojny polsko-polskiej. Osobiście zgadzam się z tymi głosami, pragnę jednak przypomnieć, że wojny najlepiej się kończy wygrywając je.

REKLAMA
A jeszcze lepiej unicestwiając kompletnie wroga. O tym zresztą zdaje się tak naprawdę myśleć Jarosław Kaczyński, gdy ustami swojego profesorskiego awatara wygłasza tego typu szczytne apele. Owszem, zakończy wojnę, ale tylko wówczas, gdy jego przeciwnicy uznają jego wyższość moralną, przyznają mu we wszystkim rację, a Donald Tusk ostatecznie zniknie ze sceny politycznej. Taki „pokój” zaprowadził w Rosji Putin, który trwale i definitywnie zakończył wojnę rosyjsko-rosyjską, i któremu z tego miejsca chciałbym złożyć najserdeczniejsze życzenia z okazji sześćdziesiątych urodzin. Donald Tusk pewnie również nie miałby nic przeciwko temu, żeby Pan Prezes wraz ze swoją partią zapadł się nagle pod ziemię, ale jemu, jako szefowi rządu, trochę nieobyczajnie jest nawoływać do zlikwidowania opozycji. Lecz o czym marzy w zaciszu swojej szatni piłkarskiej, o tym wie tylko on i Schetyna…