To nie są najważniejsze wybory, bowiem te, rozstrzygną się na jesieni. I właśnie dlatego swój głos oddam, mimo wszystko, na Magdalenę Ogórek. Powodów jest kilka.

REKLAMA
Po pierwsze to fakt, że lewica jest w rozsypce. Jej unicestwienie jest realne, dlatego tym bardziej solidaryzuję się z Sojuszem, który walczy o życie. Po klęsce lewicy w wyborach samorządowych, padają różne głosy. Nie brakuje radykałów, którzy przy każdej okazji, niczym red. Ewa Milewicz, uważają, że „SLD wolno mniej”. Twardo stąpam po Ziemi i wiem, że jeśli na jesieni zabraknie Sojuszu w Parlamencie, to na długie lata w Polsce nie będzie żadnej lewicy. Wynik wyborów z 10 maja będą ważnym testem.
Wystawienie Magdaleny Ogórek na najwyższy urząd w państwie było ryzykowne. Test Leszka Millera był kontestowany niemal przez wszystkich. Mówiło się o krótkiej ławce, o braku politycznego doświadczenia. Co ciekawe, wytykało się również niebywałą urodę kandydatki, padło nawet, i to z ust kobiet, wielokrotnie, iż to „paprotka” bądź „Barbie”. Cóż, jaki komentarz, taki poziom. To, co w tych wyborach jest ważne, to przede wszystkim spojrzenie wszystkich kandydatów na politykę zagraniczną. Ona bowiem odgrywa dużą rolę w prerogatywach Prezydenta RP. Tu Magdalena Ogórek wyróżnia się na tle pozostałych kandydatów w sposób zdecydowany.
Histeria w Polsce w stosunku do Rosji jest wszechobecna. Rusofobia jest wpisana w państwową retorykę od dawna. Nasila się ona zwłaszcza, gdy w grę wchodzi polityka historyczna, która odgrywa olbrzymią rolę. Kandydatka SLD jako jedyna, nie bała się stwierdzić dobitnie, że zadzwoni do rosyjskiego prezydenta, co wywołało furię wśród elit. Jak to, dzwonił do tyrana, lepiej go izolować i narażać na straty polski przemysł! Na zachodnie nikt nie ma złudzeń, że rozmawiać z Rosją należy, nie należy jednak wysuwać się na piedestał głupoty i strzelać z największych armat oszołomstwa, jak to robi obecny rząd.
Dobre stosunki z Rosją leżą w naszym interesie narodowym. Niby logiczne, a jednak nie dla wszystkich. Zbudować coś jest trudno, zniszczyć dużo prościej. Jak mawia klasyk- „Zgoda buduje”. Szkoda jednak, że to tylko słowa. Dowiedzieliśmy się bowiem wielu ciekawych rzeczy. Podobno obóz w Auschwitz oswobodzili Ukraińscy. To bardzo krótkowzroczne i nierozsądne. Na zachodzie nikt nie będzie prowadził tak antyrosyjskiej polityki, co już da się zauważyć. Idę o zakład, że w Dzień Zwycięstwa, Rosja ani słowem nie zająknie się o bohaterstwie polskiego żołnierza. Cios za cios. Idąc jednak tokiem myślenia szefa polskiej dyplomacji, należy stwierdzić, że Ukraińscy na Wołyniu wymordowali więcej Polaków, niż Rosjanie w Katyniu. Zresztą, ciekawe ilu było wówczas Ukraińców, którzy strzelali polskim oficerom w tył głowy? Banderowska choroba naszych władz przekroczyła Himalajskie szczyty.
Sprawa, która wstrząsnęła polską polityką, stałą się tematem wielu debat, niekończących się opinii. Z tego powodu odbyło się nawet posiedzenie rządu. Chodzi oczywiście o „Nocne Wilki”, które obrosły w Polsce mitem. Okazało się, iż przejazd kilkudziesięciu motocyklistów to realne zagrożenie dla polskiego bezpieczeństwa! No cóż, państwo polskie istnieje tylko teoretycznie. Miałem jednak nadzieję, że polscy i rosyjscy motocykliści staną ramię w ramię i odrzucą bieżącą politykę i uczczą wszystkich tych, którzy oddali życie blisko 70 lat temu. Tak zresztą deklarowali polscy motocykliści, wykazując się dużo bardziej trzeźwym spojrzeniem na sytuację, niż rządowi dyplomatołki. Jakie mogą być tego konsekwencje? Rosja może nam odda tym samym, czyli niewpuszczeniem polskich motocyklistów, którzy w Rajdzie Katyńskim oddają hołd zamordowanym rodakom. Czy ktokolwiek wziął to w ogóle pod uwagę? Swoją droga, jakoś bez echa w polskich mediach odnotowana fakt, iż ci sami rosyjscy motocykliści złożyli kwiaty na grobach polskich oficerów pomordowanych w Katyniu.
Magdalena Ogórek wielokrotnie potępiała histeryczną postawę polskiego establishmentu w stosunku do Rosji. Podoba mi się jej chłodne postrzeganie rzeczywistości. Ma też cięty język, co początkowo ciężko było zauważyć. Dało się go zauważyć w stosunku do Bronisława Komorowskiego. Miód na moje lewicowe serce jest stwierdzenie kandydatki, kiedy zapytana o sprawy bezpieczeństwa państwa- „Poza tym bezpieczeństwo to nie tylko bezpieczeństwo militarne, ale również bezpieczeństwo socjalne. Dzisiaj problemem nie jest wojsko stojące na granicach, lecz to, że miliony Polaków żyją poniżej granicy ubóstwa”. Poza tym, lewicowa kandydatka opowiada się za zniesieniem umów śmieciowych i jest za podniesieniem kwoty wolnej od podatku. Dodając do tego jej trzeźwe spojrzenie na relacje międzynarodowe, swój głos 10 maja oddam na kandydatkę SLD. Również dlatego, aby na jesieni Sojusz nie był poturbowany, ale gotowy do walki.