Wszystkie raporty dotyczące biedy w Polsce są ignorowane i nie brane na poważnie. Jak długo jeszcze?
REKLAMA
Zewsząd słyszę o „polskim cudzie gospodarczym”. Jak to nam się udało, jak jest wspaniale, a że czasem jest źle, to przecież gdzieś tam indziej jest jeszcze gorzej. Żebym nie narzekał, bo to takie typowo polskie narzekanie. Ale są ku temu podstawy, który zwalają z nóg każdego zdroworozsądkowo myślącego człowieka. Polityków do tego grona nie zaliczam, gdyż są oni od dawna oderwani od rzeczywistości.
Najbardziej przeraża bieda wśród dzieci. Nie ma chyba bardziej chwytającego za serce widoku, niż głodne dziecko, które marzy tylko o jakimkolwiek posiłku. Nie, nie o ciepłym raz dziennie, ale w ogóle. Okazuje się, że w Polskiej Rzeczpospolitej Katolickiego Narodu Polskiego dzieci, których tak domagają się kościelni hierarchowie- jak oni je kochają!- niemal 1,3 mln żyje w ubóstwie, a raczej dogorywa. To co piąte dziecko, które chodzi obok nas. Nie zje ciepłego posiłku, nie odrobi lekcji, bo gdzie? Nie zje warzywa bądź owoca i zapewne pożera wzrokiem tych, którzy wpieprzają to na okrągło. O ciuchach, dostępie do neta czy wyjechaniu na wakacje nie ma w ogóle co mówić. To jest Polska w XXI wieku, zielona wyspa na Morzu Ignorancji. To Dane UNICEF z połowy tego roku. Zostały oczywiście bez echa, bez większej refleksji, bez jakiejkolwiek próby wyjścia z tego impasu. Według danych zaprezentowanych przez UNICEF gorzej jest tylko w Bułgarii i Rumunii.
A teraz GUS, który w równie dramatycznych tonach bije na alarm. Od razu idę o zakład, że nie zrobi to na politykach żadnego wrażenia. W Polsce zagrożenie ubóstwem dzieci i młodzieży jest znacznie silniejsze niż dorosłych. W 2011 r. ok. 10,5% dzieci do lat 18 wchodziło w skład gospodarstw, w których poziom wydatków był niższy od ustawowej granicy ubóstwa. W gospodarstwach, których wydatki były niższe od minimum egzystencji żyło natomiast ponad 9% osób poniżej 18 roku życia. W konsekwencji w 2011 r. dzieci i młodzież do lat 18 stanowiły ok. 31% populacji zagrożonej skrajnym ubóstwem, podczas gdy w populacji ogółem do tej grupy
wiekowej należała mniej więcej co piąta osoba.
wiekowej należała mniej więcej co piąta osoba.
Nie raz i nie dwa słyszałem i czytałem jakie to żale wylewają nasze „elity” z powodu braku przyrostu naturalnego. Weźmy np. pierwszego obrońcę lemingów, czyli red. Tomasza Lisa. Jakiż to sposób wymyślił, aby nas było więcej? "Musimy się, w imię patriotyzmu, Polski i własnego interesu, kochać dużo i skutecznie! Dlaczego? Bo inaczej grozi nam demograficzna katastrofa". Jakież to proste prawda? Raz dwa i problem załatwiony. Ale nie każdy jest Tomaszem Lisem, który za jeden swój program na żywo zgarnia kilkanaście tysięcy złotych. Dziecko w polskich warunkach staje się towarem luksusowym. Dane GUS potwierdzają tezę, świadczącą o tym, iż tam, gdzie więcej dzieci, tym większa bieda.
Wspomniany Tomasz Lis- podobnie jak reszta polskich elit, które żyją w wyimaginowanym świecie- bardzo żałuje, że jest nas coraz mniej. Nie wiem czy to aż taki dramat, Skoro ludzi nie stać na zapewnienie dziecku podstawowej egzystencji, to świadczy to tylko i wyłącznie o ich zdrowym rozsądku.
Kościół katolicki również z tego powodu bije na alarm, twierdząc,że przeciwdziałanie takiemu stanu rzeczy to rozbijanie rodziny! Tymczasem nie ma gorszego wroga rodziny niż nadmierna płodność. Biskupi jak wiadomo to specjaliści w wielu materiach- prokreacji, macierzyństwa, małżeństwa, wychowania dzieci, udanego stosunku itd. Ich wiedza jest niczym nieskrępowana, swoisty klucz francuski- pasuję naprawdę do wszystkiego. W osłupienie wprawił mnie swego czasu br. Marcin Radomski z OFM Cap (kapucyn). Na kościelnej frondzie zastanawiał się- i po głębszej refleksji potwierdził- że posiadanie jednego tylko dziecka to grzech. Gdyż „ jeżeli ograniczasz się do tylko jednego dziecka to pojawia się pytanie, co się dzieje z twoim małżeństwem”.
Br. Marcin jednak pokazuje – przynajmniej wg niego- pozytywne przykłady rodziny wielodzietnej. Od razu zaznaczę, że nie absolutnie nie ma w tym nic złego, jeśli oboje ludzi tego chcę i są w stanie temu podołać. „ Pamiętam taką rodzinę ze wspólnoty neokatechumenalnej w Londynie, która miała 11 dzieci. Jedenaste urodziło się z zespołem Downa. Wiesz co ci rodzice powiedzieli? Że wreszcie zobaczyli, jak wielkim zaufaniem obdarzył ich Bóg, jak bardzo im zaufał, że dał im takie dziecko. To dla nich znaczyło tyle, że ich miłość jest już na takim poziomie, że faktycznie są w stanie przyjąć chore dziecko i obdarzyć je miłością. Byli wzruszeni tym, że Pan Bóg im tak zaufał. Odpowiedź faktograficzna na pytanie, czy jedno dziecko jest grzechem”. Rzeczywiście, zaufanie Boga w tej materii było ogromne. Jednak brat nie chciał przyznać z jakim ciężarem przez całe życie zmagać się będzie te biedne dziecko oraz ich rodzice i co będzie, gdy ich już zabraknie...
I na koniec pojawia się pytanie- czy Bóg zgrzeszył posiadając jedno tylko dziecko? Abstrahuję już od tego, że urodziło się nie w małżeńskim związku. Jeśli tak, to mamy niezłą aferę.
W Polsce i tak tematy, które będą królować w przyszły roku to sprawa matki Madzi, zamach w Smoleńsku, dziennikarze niepokorni wobec rozumu czy w końcu Marsz Niepodległości. Igrzysk zamiast chleba ciąg dalszy.
