Tak się dziwnie składa, że narodowe żebractwo występuje w tym samym momencie, co indywidualne pielgrzymki księży w naszych domach. Akcja Jurka Owsiaka na trwałe wpisała się już w styczniowy, nadwiślański pejzaż. I choć nie mam problemu z osobą Jerzego Owsiaka- naprawdę nie obchodzi mnie w co on wierzy i czy w ogóle, bądź czy chce usypiać babcie jak psy, czy psy jak babcie- to mam już problem z WOŚP.
REKLAMA
Idea jest oczywiście słuszna. Charytatywność, wolontariat, filantropia czy w końcu społecznikostwo są w gruncie rzeczy oznaką wielkiej empatii i chęcią podzielenia się z drugim człowiekiem, tym, czego on sam nie ma. Ale nigdzie jeszcze na świecie filantropia nie załatała dziury, której zszyciem winno zająć się państwo. I dlatego w gruncie rzeczy wszelkie akcje charytatywne budzą mój niesmak. To jednym słowem, zamykanie oczu na prawdziwe problemy i bolączki społeczne.
Jasne, że sprzęt zakupiony przez WOŚP ratuje ludzkie życie. Nie mam zamiaru tego negować. Ale WOŚP działa już drugą dekadę, a nasza służba zdrowia wcale się przez to nie poprawiła. Jej kondycja jest marna. Co rusz słyszymy o rocznych kolejkach na zabieg, o kolejnych prywatyzowanych szpitalach. Oczywiście, to nie wina Jurka Owsiaka. Ale poprzez taką mega napompowaną medialnie imprezę, mydli się oczy, próbuje zakłamać rzeczywistość. Znacznie trudniej byłoby rozwiązać ten problem systemowo, czyli poprzez aktywną politykę państwa, które jest do tego zobligowane.
Szczególnie razi mnie cała masa pożytecznych idiotów, czyli celebrytów, którzy w szklanych ekranach, co rusz brylują, pokazując publicznie swoją hojność i zachęcając do owej hojności pozostałych, podkreślając ją na każdym kroku. Ta dobroczynność na pokaz jest swoistym zagłuszaniem sumienia tych wszystkich, którzy tak naprawdę nie chcą, aby czy to służba zdrowia, czy nasze państwo, było rzeczywiście sprawiedliwe. Któż z naszych rodzimych krezusów zgodziłby się- wszak mamy kryzys- na solidarność społeczną, która objawiłaby się chociażby wzięciem większej odpowiedzialności za resztę społeczeństwa? Na taki akt zdecydowano się chociażby we Francji, gdzie 16-tu największych prezesów koncernów apelowało- „Opodatkujcie nas”, uzasadniając- „Wszystko po to, żeby ratować finanse państwa. Kiedy deficyt finansów publicznych i perspektywa pogorszenia się zadłużenia państwowego zagrażają przyszłości Francji i Europy i kiedy rząd prosi wszystkich o solidarność, wydaje się koniecznością, abyśmy i my wnieśli swój wkład”. Z kolei amerykański milioner, inwestor giełdowy, Warren Buffett stwierdził- „Podczas gdy większość Amerykanów z trudem wiąże koniec z końcem, my, superbogaci, korzystamy z wielkich ulg podatkowych. (...) Płacę niższe podatki niż moja sprzątaczka”.
Nasi krezusi na taki krok się nie zdecydowali. Zapewne poszliby śladem francuskiego, o przepraszam, rosyjskiego aktora, Gieorgija Depardiejewa, gdyby nasze państwo zdecydowało się na taki krok, jak we Francji. Zinedine Zidane pokazał, że można inaczej. Co dla jednych nazywa się złodziejstwem i gwałtem na jednostce, dla innych to akt solidarności społecznej. Ale do tego z pewnością przydatna jest odwaga i jaja. Ale to nie u nas.
W noweli Elizy Orzeszkowej pt. „Dobra Pani”, filantropia, jako forma wsparcia służyła bardziej ofiarodawcom niż darczyńcom. Jej idea została tam przedstawiona w bardzo krytycznym zarysie. Niekiedy bowiem, faktycznie lepiej dla korzystających z filantropii, aby z tej pomocy nigdy nie skorzystali. Takich osób jak Ewelina Krzycka jest chyba dziś sporo. Filantropię traktują jako formę własnej promocji, na której świetnie wychodzą.
Nasza służba zdrowia, bez akcji Jurka Owsiaka na pewno by się nie zawaliła. Chylę jednak czoła przed nim, gdyż WOŚP to nie tylko coroczne żebractwo. To również szkolenie młodych ludzi z zakresu pierwszej pomocy, i wiele innych cennych inicjatyw. To również budowanie pewnej wspólnotowości, która w naszym kraju jest znikoma. Ale jego akcja nie uzdrowi chorej służby zdrowia. A już pomysł, aby Jerzy Owsiak dostał Pokojową Nagrodę Nobla, uważam za szczyt głupoty. Nie wiem co pali Palikot, ale z pewnością pali za dużo. Protestuję więc, gdy słyszę, że polska służba zdrowia runęłaby, gdyby kiedyś, któregoś dnia WOŚP nagle przestała istnieć. To ewidentna manipulacja. A są takie głosy. Runie definitywnie właśnie wtedy, gdy filantropia zastąpi państwo. I tego się boję.
