Nie po raz to pierwszy Abp Hoser podważył nad wyraz eksponowane przykazanie o miłości bliźniego i sens swego powołania. Hierarcha tym razem na celownik wziął sobie tych rzekomo wszechobecnych ateistów, którzy o dziwo, już rządzili i podobno tak tragicznie, że nie powinni mieć prawa głosu.
REKLAMA
Zacznijmy zatem od tego, iż Konstytucja RP- czyli dokument dużo ważniejszy niż Konkordat, przynajmniej w teorii- zapewnia wszystkim swoim obywatelom wolność sumienia i brak jakiejkolwiek dyskryminacji na tym obszarze- „My, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego - Polski".
Szanowny ks. Arcybiskup nie pamięta- choć zaryzykuję tezę, iż nie chce pamiętać- Świętej Inkwizycji. Otóż była to z krwi i kości katolicka policja wyznaniowa ,działająca na życzenie papieży. Walka z herezją stała się częścią składową papiestwa. Korzyści było aż nadto. I tak np. na synodzie w Weronie papież Lucjusz III pozostawił wytyczne dotyczące tego, jak należy postępować z heretykami, co było preludium do inkwizycji. Jego bulla nosiła nazwę O potrzebie tępienia rozmaitych heretyckich nauk (Ad abolendam haeresim). Dekret papieski stanowił m.in.: „Aby pozbyć się złośliwości różnych herezji, które w ostatnim czasie rozkrzewiły się w znacznej części świata, należy odpowiednio obudzić siły Kościoła, które przy współdziałającej asystencji potęgi cesarskiej, zuchwalstwo i zadziorność heretyków w ich fałszywych zamierzeniach mogą skutecznie zdławić, aby prawda katolicka świeciła dalej w świętym kościele, pozwólmy pokazać jej czystość i wolność od ich fałszywych przeklętych doktryn (…) Oświadczamy ponadto, że wszystkich błazeńskich obrońców ponurych heretyków, ale także tych, którzy okazują im jakąkolwiek sympatię lub aprobatę, przez co umacniają ich w przekonaniach, bez względu czy nazywają siebie wyznawcami, doskonałymi czy jakąkolwiek inną przesadną nazwą, że wszyscy ci zasługują na taki sam wyrok (…) Każda osoba świecka, która zostanie przez nas publicznie lub prywatnie uznana winną jakiegokolwiek przestępstwa, jeśli nie odwoła ona swojej herezji i niezwłocznie powróci na łono ortodoksyjnej wiary, orzekamy jej przekazanie ramieniu świeckiemu, które wymierza zasłużona karę odpowiednio do przestępstwa (…) Ale ci, którzy po odwołaniu swoich błędów lub oczyszczeniu się przed biskupem, zostaną przyłapani na nowym popadnięciu w odwołaną herezję - już bez dalszego przesłuchiwania zostaną niezwłocznie przekazani ramieniu świeckiemu a ich dobra zostaną skonfiskowane na użytek Kościoła”. Ponura to procedura, gdzie nie trzeba udowadniać herezji, gdyż to posądzony o nią miał dowodzić, iż nie jest heretykiem.
Abp Hoser myśląc o ateistach zapewne miał na myśli rządy PRL, gdzie na czele władzy stali wówczas rzeczywiście ludzie niewierzący. Jest więc to bardzo skromny wycinek historii Polski na przestrzeni 1000 lat. Ale czy rzeczywiście ich rządy były takie straszne? Zwłaszcza dla Kościoła? Śmiem wątpić. Spójrzmy na fakty. Zrujnowany wojną kraj już na samym początku wspomógł Kościół budową 29 Kościołów i odbudową 699. Mnożyły się czasopisma katolickie z „Rycerzem Niepokalanej” na czele. A może biskupowi chodziło o zerwany Konkordat przez władze PRL? Otóż to kolejne kłamstwo, gdyż to Stolica Apostolska – przez swoje decyzje podjęte podczas II wojny światowej – naruszyła rażąco konkordat opowiadając się przeciw polskim interesom narodowym (np. powierzenie za pośrednictwem nuncjusza w Berlinie administracji diecezji chełmińskiej biskupowi gdańskiemu, Niemcowi Karolowi Marii Spletowi było ewidentnym naruszeniem konkordatu. Powód wystarczający, aby podważyć ów dokument. W latach 1975-1990 wybudowano ponad 1500 nowych kościołów i obiektów sakralnych. Czy tak działa państwo ateistyczne? Ówczesna wiara w narodzie była nieporównywalnie większa i głębsza od tej dzisiejszej. Może też dlatego, że panowały zdrowsze relacje na linii państwo-Kościół? Dziś przeciwnie, gdyż Kościół, mimo że jest na garnuszku państwa- a więc i tych wstrętnych ateistów- traci wiernych.
Ale udało mi się znaleźć jednego ateistę w III RP, który zrobił Kościołowi niedźwiedzią przysługę. To prezydent Aleksander Kwaśniewski, który podpisał Konkordat w 1998 roku. A korzyści z Konkordatu są, aż nadto sprzyjające jedynie słusznej religii...
Ps: Kochany księże arcybiskupie! Nie lękaj się! Otwórz drzwi Chrystusowi! Nie zamykaj Kościoła. Bowiem Kościół, to ludzie, nie hierarchowie!
