Ta historia, razy trzy, czyli trzy krótkie historie, pokazują jak słabo ufamy albo jak bardzo nie ufamy polskiej policji. Pokazują o ile byłoby bezpieczniej, gdyby zaufanie było ...jakiekolwiek. Ale nie jest i tak się zastanawiam, czy to można zmienić i jak ??
REKLAMA
Grudzień. Jedno z łódzkich blokowisk. Dochodzi do pierwszego ataku na 21- latkę. Dziewczyna głośno krzyczy, na klatce ktoś otwiera drzwi. Napastnik ucieka.
Styczeń . To samo blokowisko. Również wieczór. Znowu młody mężczyzna napada na młodą dziewczynę. Ofiara krzyczy. Napastnik znika.
Luty. Ta sama dzielnica. Kilka przecznic dalej. Mężczyzna znowu atakuje. Napada na dwie kobiety. Na klatce schodowej. Schemat jak wcześniej. Dziewczyny wołają o pomoc. Mężczyzna znika.
Do marca , dochodzi na tym osiedlu do kilku podobnych zdarzeń. Napastnik wybiera drobne kobiety, z reguły blondynki, z długimi włosami. Za każdym razem zostaje przez kogoś spłoszony. O nieuchwytnym "gwałcicielu”, choć do gwałtu nie doszło w żadnym przypadku, mówi się w tramwajach, w warzywniaku i u fryzjera. Kobiety zaczynają się bać. Policja sprawdza wiele tropów. Bez sukcesu.
Marzec. Znajoma - znajomej, w zupełnie przypadkowej rozmowie, pomiędzy jedną a drugą plotką, opowiada o dziwnym człowieku, jakiego poznała. Młody mężczyzna, według niej, jest mocno niepokojący. Taki zamknięty w sobie typ, bez przyjaciół, przesiąknięty tytoniem, z rozbieganym wzrokiem, zarośnięty niedomytymi włosami, a do tego powtarza, że sąsiedzi i rodzina uważają go za "gwałciciela " z jednego z łódzkich osiedli. Sam przyznaje, w tajemnicy, że zdarza mu się podglądać sąsiadki, ale zupełnie nic więcej. Czasami jeszcze chodzi za kobietami. Ale to wszystko, zapewnia. Znajoma, której opowiedziała to jej znajoma , opowiedziała to również mi. Również bardziej w formie ciekawostki, między plotką A a plotką B. Na zasadzie "jedna Pani - drugiej Pani".
W głowie zapala mi się czerwona lampka. W przeciwieństwie do dziewczyn zaczynam kojarzyć fakty. Dopytuję. Zgadza się miejsce zamieszkania z miejscem, gdzie dochodzi do napadów, zgadza się wiek. Zgadza się miesiąc, w którym zaczęły się ataki z miesiącem, w którym "dziwny znajomy” akurat powrócił zza granicy. Nie twierdzę, że to właśnie ten sam, który atakuje kobiety na łódzkim blokowisku, ale stanowczo stwierdzam - trzeba zawiadomić policję! Powinni sprawdzić człowieka. Chyba.
W głowie zapala mi się czerwona lampka. W przeciwieństwie do dziewczyn zaczynam kojarzyć fakty. Dopytuję. Zgadza się miejsce zamieszkania z miejscem, gdzie dochodzi do napadów, zgadza się wiek. Zgadza się miesiąc, w którym zaczęły się ataki z miesiącem, w którym "dziwny znajomy” akurat powrócił zza granicy. Nie twierdzę, że to właśnie ten sam, który atakuje kobiety na łódzkim blokowisku, ale stanowczo stwierdzam - trzeba zawiadomić policję! Powinni sprawdzić człowieka. Chyba.
I tu zaczyna się historia nr 1:
- Ale jak to ????? Przecież on się dowie, kto o tym powiedział policji. - denerwuje się znajoma znajomej.
- Ale jak to ????? Przecież on się dowie, kto o tym powiedział policji. - denerwuje się znajoma znajomej.
- Pewnie sprawdzą go tak, że się nie dowie - uspokajam.
- Nie, nie. Na pewno wyślą dzielnicowego, ten po prostu zapyta chłopaka i sprawa się sypnie, a ona będzie miała kłopoty - oponuje .
- Coś Ty. On nawet nie będzie wiedział, że go sprawdzają - przekonuję.
- Nie. Kategorycznie Ci nie pozwalam bez jej wiedzy informować policji. Ja im nie ufam - ucina dyskusję, żałując już że powtórzyła mi historię. Ok. Każdy ma prawo do własnych przemyśleń i odczuć. Ja też policji nie ufam, ale uważam, że należy w tym konkretnym przypadku poinformować. Dlatego dzwonię do źródła. Czyli do znajomej znajomej. Proponuję, żeby poinformowała o tym policjantów. Przekonuję, że powinna. Jest przerażona historią, którą jej opowiadam. Wcześniej nie słyszała o napadach. Mieszka w drugim końcu.
- ??????????????????????????? - słyszę w słuchawce. Uwierzcie, czasami da się usłyszeć zwielokrotnione znaki zapytania albo wykrzykniki.
Po chwili:
- Alee..... a jak On się dowie ? że to ja ? Ja nie wiem czy on nie jest niebezpieczny...
- Na pewno się nie dowie - znów uspokajam. Znajoma znajomej pyta, skąd mam taką pewność ? No właśnie. Skąd mam? Nie mam. Kompletnie nie mam pewności i gwarancji, że policja załatwi to dyskretnie. Do głowy wpadają mi historie z gazet i telewizji, gdy policjanci wystawiają swoich informatorów, gdy ujawniają oskarżonym dane pokrzywdzonych, gdy konfrontują twarzą w twarz, ofiarę z napastnikiem. Dajemy sobie czas do jutra. Ona ma się zastanowić i podjąć decyzję. Jest przekonana, że jest jedną z niewielu osobą, której o tym opowiadał. Następnego dnia, kategoryczne "NIE”, bo nie ufa policji. Zastanawiam się, co zrobić. Pytam znajomego, taki głos rozsądku, co by zrobił w podobnej sytuacji. Tak zupełnie hipotetycznie. Kategorycznie odradza powiadomienie policji, bo jeszcze tylko komuś narobię kłopotów. Chyba, że ta osoba sama się zdecyduje, ale on by nie powiadamiał policji. Wie, że powinno się to zgłosić, "ale nie tutaj, nie w Polsce.. Jeszcze przez kilka dni sprawa mnie gryzie.W końcu odpuszczam. Ataki się skończyły. Dziwny znajomy też dziwnie zniknął. Ponoć mówił coś o wyjeździe z kraju. Policja nie zatrzymała napastnika.
Historia 2 "I wiesz, on kompletnie nie wie co zrobić. Strasznie się przejmuje tą sytuacją "
Marzec 2012
25-latek pracuje w dużym sklepie, w mało przyjaznej dzielnicy. Kilka razy widział, jak czterech mężczyzn kradnie towar. W tym samym czasie, gdy tamci kradną, ochroniarz jest w toalecie. Zawsze. Chłopak zgłasza sprawę do kierownika sklepu. Ma siedzieć cicho.
25-latek chce iść na policję. Ale któregoś wieczora, gdy wraca do domu "potyka się", niby zupełnie przypadkiem, o nogę jednego ze złodziei:
- "Stul dziób. Wiemy kim jesteś.” - słyszy.
25-latek pracuje w dużym sklepie, w mało przyjaznej dzielnicy. Kilka razy widział, jak czterech mężczyzn kradnie towar. W tym samym czasie, gdy tamci kradną, ochroniarz jest w toalecie. Zawsze. Chłopak zgłasza sprawę do kierownika sklepu. Ma siedzieć cicho.
25-latek chce iść na policję. Ale któregoś wieczora, gdy wraca do domu "potyka się", niby zupełnie przypadkiem, o nogę jednego ze złodziei:
- "Stul dziób. Wiemy kim jesteś.” - słyszy.
Kilka dni później, pod klatką bloku w którym mieszka, spotyka drugiego:
- "widzisz, że wiemy, gdzie mieszkasz, i wiemy, że masz młodszą siostrę"
- "widzisz, że wiemy, gdzie mieszkasz, i wiemy, że masz młodszą siostrę"
Chłopak panikuje. Pyta znajomych. Czy powinien z tym pójść na policję?
Wszyscy, jak jeden mąż mówią „nie": „po prostu nic z tym nie rób, z policją wyjdzie więcej problemów”, "daj spokój, to odpuszczą „,”jak pójdziesz na policję wtedy dopiero się zacznie".
Chłopak odpuszcza i szuka nowej pracy.
I ostatnia historia, co prawda sprzed kliku lat, ale z tą samą puentą.
Widzimy, jak w klubie ochroniarz bije młodego chłopaka. Nie wiemy dlaczego. Gdy chłopak leży na podłodze i się nie rusza, a ochroniarz kopie go dalej, wzywamy policję. Ochroniarz ucieka. Przesłuchania itd., itp. W końcu czas złożyć zawiadomienie. Mamy być głównymi świadkami. Chwilę wcześniej jeden z policjantów bierze mnie na bok i mówi:
- Nie warto, my tego typa znamy, ma zawiasy, jak założycie sprawę pójdzie siedzieć. On wam nie odpuści. Pani jest kobietą. Chce się Pani bać wracać do domu ?
To samo słyszy drugi i trzeci świadek, z wyjątkiem tekstu o kobiecie, i pewnie to samo słyszy poszkodowany, bo też wycofuje zawiadomienie. Puenta
To tylko trzy historie z przydomowego ogródka. Ale takich historii pewnie są setki, tysiące. Dla świętego spokoju "nie idziemy na policję ". Jedni rozwiązują problemy sami, inni udają, że nic się nie dzieje.
A o ile bezpieczniej by się zadziało, gdyby obywatel po prostu ufał policji? Może zatem najwyższy czas zmienić wizerunek "policjantów – nieudaczników” ? Może wreszcie czas na policję, której będziemy wierzyć i w którą będziemy wierzyć?
Skoro jeśli nie jest tak źle z tą naszą policją, to może warto przekonać o tym przeciętnego Kowalskiego i Nowaka?
Bez zaufania poziom bezpieczeństwa w tym kraju na pewno nie wzrośnie.
Skoro jeśli nie jest tak źle z tą naszą policją, to może warto przekonać o tym przeciętnego Kowalskiego i Nowaka?
Bez zaufania poziom bezpieczeństwa w tym kraju na pewno nie wzrośnie.
Punkt Widzenia
PS. Kilkudniowy urlop w jednej ze stolic europejskich. Wynajęte mieszkanie. Bez umów, bez papierków. Po prostu. Pierwszej nocy ktoś niepokojącą mocno się do nas dobija. Dzwonimy po policję. Po 7 minutach dwa radiowozy i kilku policjantów sprawdzających klatkę, windę. W końcu przemiła policjantka puka do nas. Pyta czy wszystko ok. ? Że oni jeszcze trochę tu zostaną i będą sprawdzali. W razie jakichkolwiek problemów mamy natychmiast po nich dzwonić.
A przy okazji żadnych zbędnych czynności. Nikt nie pyta skąd jesteśmy, dlaczego jesteśmy w tym mieszkaniu, od kogo je wynajmujemy czy mamy umowę itp. Itd.?
Czułam się bezpiecznie i kompletnie nie zastanawiałbym się w tamtym miejscu „pójść” na policję…
Czułam się bezpiecznie i kompletnie nie zastanawiałbym się w tamtym miejscu „pójść” na policję…
