na ścieżce rowerowej
na ścieżce rowerowej punktwidzenia

Jechałam dziś rowerem przez miasto, zawsze samochodem, i tak sobie wąchałam tę przestrzeń, i słuchałam wyrwanych z kontekstu słów przechodniów, i zajrzałam tam gdzie cztery kółka nie dają rady albo nigdy nie mam czasu. Po drodze ludzie się uśmiechali a w finale wjechałam na sesję fotograficzną Tomka Sikory. No dobrze, zapałałam uczuciem do moich dwóch kółek.

REKLAMA
Ameryki nie odkrywam ale właśnie odkryłam, że rower poza wymiarem czysto fizycznej przyjemności może być przyczynkiem do nowego poznawania miejskiej przestrzeni. Niemal organoleptycznie. Wiem, wiem.. że większość z Was o tym wie ale jest też pewnie spora grupa takich jak ja, która swoje miasto obserwuje głównie z hermetycznego wnętrza samochodu.
A tu człowiek wsiada na rower i...Łódź jest zupełnie inna.
Po pierwsze, nie stoję w korkach. To miłe jechać, nie stać.
Po drugie, mam fajne ścieżki rowerowe. Nie są dziurawe jak drogi i nie jest na nich tłoczno. To dziwne bo przecież rower jest dużo tańszy. Nawet nie podejrzewałam, że spod domu do samego centrum dojadę tak komfortowymi ścieżkami, zbudowanymi specjalnie dla dwóch kółek, z daleka od samochodów.
Po trzecie, i to mnie chyba kupiło, gdy jadę na rowerze, czuję miasto. Czuję zapachy. I niekoniecznie zapach spalin. Czuję ludzi, trawę w parku i zapach centrum. Zupełnie inaczej pachną moje obrzeża a zupełnie inaczej śródmieście. W centrum od czasu do czasu powiało jakimś bardziej rasowym perfumem. I raz chyba wyczułam promile, albo podświadomie je stworzyłam, gdy spojrzałam na kołyszącego się przechodnia.
Z roweru również słychać miasto. Urzekła mnie starsza Pani, podpierająca się z jednej strony laską a z drugiej o ramię młodszej kobiety: „ Jak dziś kurwa wieje „.Ktoś inny rozmawiał przez telefon, a ktoś trochę głośniej niż reszta słuchał radia w samochodzie.
Zrozumiałam w końcu dlaczego rowerzyści się na mnie, delikatnie mówiąc, denerwowali gdy spacerowałam po ich ścieżce. Przepraszam, że byłam „święta krową“ ;-)
logo
na szczęście nie jest to normą punktwidzenia

Miło się zdziwiłam gdy mijałam kolejne stojaki na rowery.
W nagrodę zajechałam na „rowerową „ kawę bo zobaczyłam znajomego przy oknie i zjadłam mocno kaloryczny deser bo przecież „na rowerze“ wolno więcej.
Przejechałam Piotrkowską i jej podwórkami a w finale wjechałam w centrum fotograficznego pleneru. A tam Tomek Sikora, dla niewtajemniczonym fotograf światowego formatu, i pięknie długonogie modelki i dyrektor trwającego w Łodzi Fotofestiwalu.
logo
Tomasz Sikora w czasie pracy punktwidzenia

A skoro już wjechałam to zagrałam w dwóch zdjęciach, podpatrzyłam jak pracuje mistrz, poznałam fajnych ludzi i wypiłam przepyszną czekoladę.
Zaraz gdy wróciłam, wygrzebałam info o projekcie.
Projekt Tomka Sikory na łódzkim Fotofestiwalu
Wszystko niby nic takiego a jednak...Słońce nie spadło, niebo się nie zagięło ale było rewelacyjnie. Przejażdżka samochodem na pewno nie zapewniłaby mi tylu wrażeń i fajnych chwil. Lubię rower w mieście.
Punkt Widzenia