
Dziś tak bardzo luźno, weekendowo. Zupełnie bez zobowiązań newsowych, bez komentarza, bez konkretnego kontekstu. O zwyczajnie niezwyczajnym piątku...
REKLAMA
Koniec tygodnia. Koniec dnia. Za oknem ciemno. Krótka refleksja przy czekoladowych wafelkach i coli zero.
Kilka godzin wcześniej. Główny deptak miasta. Tysiące ludzi rozpoczynają weekend. Biegną do domów z pracy, rozbiegają się na parkingi, inni spacerują , a jeszcze ktoś po prostu pije kawę. Zwyczajny piątek.
Oni, wracają ze spaceru z dzieckiem do domu. Mijają Ją. Ona biegnie na galę rozdania ważnych nominacji. Z boku siedzi przy kawiarnianym stoliku On, rano zaprezentował światu swój mały, lokalny projekt. Nie znają się ale przez jeden ułamek sekundy wszyscy są obok siebie. Może nawet się zauważyli.
Kilka minut później, kilkadziesiąt metrów dalej, Im –świat wali się na głowę. Dosłownie. Na wózek, który pchali, w którym leży ich roczna córka, spada kilka kilogramów gruzu. Tynk oderwał się od kamienicy.
W tym samym czasie Ona, jest już w eleganckiej, bankietowej sali. Jest jedną spośród 30-stki , w której Łódź pokłada nadzieję. Słucha entuzjastycznych przemówień.
On, ten co rano zaprezentował światu, swój projekt, wciąż pije kawę. Nie spieszy się. Czeka, w rozpiętej pod szyją koszuli, na reakcję.
Ktoś odsłania kolejną łódzką gwiazdę, ktoś robi zdjęcia, ktoś buduje scenę.
Oni, reanimują na chodniku, roczną Jessikę. Krzyczą, błagają o pomoc.
Ona, odbiera nominację, kwiaty i oklaski.
On, wciąż pije kawę.
Oni, w szpitalu, na intensywnej terapii, bardziej zieleni niż zieleń ścian, czekają na wyrok lekarzy –czy ich córka przeżyje.
Ona odbiera gratulacje, jest szczęśliwa i zaprasza przyjaciół do wspólnego świętowania.
On, odchodzi od stolika.
Chyba się nie znają. Minęli się na pewno ale czy zauważyli ? Tego dnia spotkałam i poznałam każdego z nich z osobna i tak sobie jakoś uświadomiłam, że mój zwyczajny piątek , zwyczajny był tylko dla mnie.
Kilka godzin wcześniej. Główny deptak miasta. Tysiące ludzi rozpoczynają weekend. Biegną do domów z pracy, rozbiegają się na parkingi, inni spacerują , a jeszcze ktoś po prostu pije kawę. Zwyczajny piątek.
Oni, wracają ze spaceru z dzieckiem do domu. Mijają Ją. Ona biegnie na galę rozdania ważnych nominacji. Z boku siedzi przy kawiarnianym stoliku On, rano zaprezentował światu swój mały, lokalny projekt. Nie znają się ale przez jeden ułamek sekundy wszyscy są obok siebie. Może nawet się zauważyli.
Kilka minut później, kilkadziesiąt metrów dalej, Im –świat wali się na głowę. Dosłownie. Na wózek, który pchali, w którym leży ich roczna córka, spada kilka kilogramów gruzu. Tynk oderwał się od kamienicy.
W tym samym czasie Ona, jest już w eleganckiej, bankietowej sali. Jest jedną spośród 30-stki , w której Łódź pokłada nadzieję. Słucha entuzjastycznych przemówień.
On, ten co rano zaprezentował światu, swój projekt, wciąż pije kawę. Nie spieszy się. Czeka, w rozpiętej pod szyją koszuli, na reakcję.
Ktoś odsłania kolejną łódzką gwiazdę, ktoś robi zdjęcia, ktoś buduje scenę.
Oni, reanimują na chodniku, roczną Jessikę. Krzyczą, błagają o pomoc.
Ona, odbiera nominację, kwiaty i oklaski.
On, wciąż pije kawę.
Oni, w szpitalu, na intensywnej terapii, bardziej zieleni niż zieleń ścian, czekają na wyrok lekarzy –czy ich córka przeżyje.
Ona odbiera gratulacje, jest szczęśliwa i zaprasza przyjaciół do wspólnego świętowania.
On, odchodzi od stolika.
Chyba się nie znają. Minęli się na pewno ale czy zauważyli ? Tego dnia spotkałam i poznałam każdego z nich z osobna i tak sobie jakoś uświadomiłam, że mój zwyczajny piątek , zwyczajny był tylko dla mnie.
ot, taka luźna refleksja i miłej niedzieli życzę
Punkt Widzenia
Punkt Widzenia
