
Łódź się rozyspuje. I to dosłownie. Powoli ale systematycznie. Dziś, wejście do klatki schodowej na łódzkim blokowisku przygniotło dwie osoby, trzy dni temu na Piotrkowskiej runął tynk na roczną dziewczynkę. Nie pytam już kto następny ? Pytam: kiedy i i gdzie ?
REKLAMA
Południe. Żar leje się z nieba. Po Piotrkowskiej spacerują inspektorzy, którzy kontrolują stan balkonów i fasad centralnych kamienic. Każdego dnia w ich cieniu przechodzą tysiące ludzi. Dziś jest też tu ojciec rocznej dziewczynki, na którą w piątek spadł kawał balkonu. Z pobliskiego komisu z telefonami zabiera wózek, wysypuje gruz..
W tym samym czasie, kilka kilometrów dalej, na zachód, na widzewskim blokowisku robotnicy odnawiają elewacje bloków, inni ocieplają budynki, ktoś montuje kablówkę. Trzech robotników zaczyna wymianę szyb i drzwi w wiatrołapach prowadzących do kaltek schodowych. To takie przedsionki, które chronią mieszkańców przed wiatrem, deszczem i zimnem.
Dla 35- latka, który przyjechał do pracy z Płocka to pierwszy dzień w nowej firmie. Próbuje usunąć starą szybę. Pomaga mu 56- letni majster. Prywatnie, sąsiad zza miedzy. Nagle huk i kilkutonowy wiatrołap złożył się jak domek z kart.
Kilkadziesiąt osób, świadkowie, robotnicy, mieszkańcy bloku, biegną by wyciągną mężczzyn spod gruzu. Nie mogą podnieśc dachu. Gdy przyjeżdża straż pożarna, mężczyźni już nie żyją.
Na pierwszy rzut oka widać, że wiatrołap w żaden sposób nie był przymocowany do ściany bloku. Kilka lat temu dobudowywane, trzymają się na słowo honoru. Mieszkańcy osiedla są przerażeni. Pamiętają, że wiatrołapy do ich klatek dobudowywała ta sama firma. Wszystkie w ten sam sposób. Codziennie przez nie przechodzą tysiące ludzi.
3 dni, dwie tragedie. Roczna dziewczynka, w śpiączce farmakologicznej, której grozi paraliż i dwóch zabitych robotników.
W tym samym czasie, kilka kilometrów dalej, na zachód, na widzewskim blokowisku robotnicy odnawiają elewacje bloków, inni ocieplają budynki, ktoś montuje kablówkę. Trzech robotników zaczyna wymianę szyb i drzwi w wiatrołapach prowadzących do kaltek schodowych. To takie przedsionki, które chronią mieszkańców przed wiatrem, deszczem i zimnem.
Dla 35- latka, który przyjechał do pracy z Płocka to pierwszy dzień w nowej firmie. Próbuje usunąć starą szybę. Pomaga mu 56- letni majster. Prywatnie, sąsiad zza miedzy. Nagle huk i kilkutonowy wiatrołap złożył się jak domek z kart.
Kilkadziesiąt osób, świadkowie, robotnicy, mieszkańcy bloku, biegną by wyciągną mężczzyn spod gruzu. Nie mogą podnieśc dachu. Gdy przyjeżdża straż pożarna, mężczyźni już nie żyją.
Na pierwszy rzut oka widać, że wiatrołap w żaden sposób nie był przymocowany do ściany bloku. Kilka lat temu dobudowywane, trzymają się na słowo honoru. Mieszkańcy osiedla są przerażeni. Pamiętają, że wiatrołapy do ich klatek dobudowywała ta sama firma. Wszystkie w ten sam sposób. Codziennie przez nie przechodzą tysiące ludzi.
3 dni, dwie tragedie. Roczna dziewczynka, w śpiączce farmakologicznej, której grozi paraliż i dwóch zabitych robotników.
Pewnie w każdym innym, normalnie funkcjonującym mieście, można by mówić o zmasowanym pechu. O serii nieszczęśliwych wypadków. Ale nie w Łodzi..
To nie pech. To wypadki, których można a nawet należało się spodziewać. I na pewno nie jest to koniec.
Stan łódzkich kamienic jest zatrważający. Zaledwie 2 na 100 nie budzą zastrzeżeń. Co druga wymaga remontu, co czwarta remontu generalnego. Co dziesiąta kamienica powinna być wyburzona . W takim stanie jest miasto.
Jak widać - nie lepiej jest z „wielką płytą“ . I ona zaczyna się sypać.
Co na to władze ? Z pustego i Salomon nie naleje. Na samo wyburzenie zagrażających bezpieczeństwu kamienic potrzeba w Łodzi około 30 mln złotych.
Na remonty setki milionów.
Pewnie taniej wyjdzie jak miasto rozsypie się samo...
Punkt Widzenia
