Od kilku tygodni, miesięcy nawet, uważnie, ale bez przesady, przyglądam się pewnemu człowiekowi z Łodzi. I niekoniecznie dlatego, że jest atrakcyjnym mężczyzną, choć w moim mniemaniu jest, ale większa atrakcja jest sposób, w jaki funkcjonuje w tym mieście, a bardziej nawet dla Tego miasta. Miasta Łodzi. Mierzę się nawet z tym, by owego człowieka przepytać na okoliczność bloga, ale okazji jakby brak, bo się mijamy. To znaczy On mija mnie, bo porwał go wir światowego życia. Jaśniej ? Mam wrażenie, że świat docenił w nim to, co niekoniecznie widzi Łódź. I tak gdy o Nim myślę, to zastanawiam się, nie czy, tylko kiedy porzuci to miasto na rzecz innego, bardziej mu przyjaznego ?
drogą świetny tytuł, krótko i bardzo na temat (bardzo chętnie by się go podkradło, ale nie można). Szkoda tylko, że obok tezy zabrakło analizy. Ale
co tam. Tytuł i tak mnie kupił.
"Filmowcy, aktorzy, dziennikarki - od 100 lat Warszawa wysysa z Łodzi
najzdolniejszych ludzi. Jak wyglądałoby nasze miasto, gdyby można było w nim zatrzymać największe talenty? Przedstawiamy galerię artystów - od
przedwojennym literatów po współczesnych gwiazdorów filmowych – którzy wyjechali do stolicy, by osiągnąć sukces."- pisze łódzki dziennikarz. (tym samym wyrzekł/a się kariery)
I tu zaczyna się galeria od Tuwima, przez Andrzeja Własta, później
legendarnego Klossa, kontrowersyjnego Urbana, współcześniej Kingę Dunin, Anitę Werner, Borysa Szyca, młodą ilustratorkę i graficzkę Olę Niepsuj, by zakończyć na Marcinie Bosaku. Pod każdym nazwiskiem zdjęcie i notka biograficzna. Generalnie wszystko wskazuje na to, że ludzie to utalentowani. I nieważne czy ktoś lubi Bosaka, czy nie, czy denerwuje go Anita Werner, czy nie, czy uważa Szyca bardziej za celebrytę niż aktora, ważne jest to, że wszyscy zrobili kariery. Osiągnęli sukces. Są doceniani. Mają nazwiska. Tylko dlaczego nie ma ich w Łodzi ? Nie będę już się mazgaić, że porzucili miasto włókniarek na rzecz stolicy i warszawskiego blichtru, bo coraz
częściej zabiera nam ich świat i niekoniecznie oddaje. Albo oni nie mają po co wracać...
Ano właśnie. Dlaczego nie w Łodzi ?
Bo:
-nie ma tu redakcji opiniotwórczych wydawnictw ?
Są jedynie regionalne szczepy warszawskich centrali.
-bo nie ma tu redakcji Tv z prawdziwego zdarzenia ?
Sa jedynie regionalne szczepy warszawskich centrali.
-bo w końcu nie ma tu producentów filmowych z prawdziwego zdarzenia ?
Bo cały przemysł filmowy mieści się w stolicy .
-bo choć Łódź Filmowa w każdym folderze jest filmowa do granic
wytrzymałości papieru, to w rzeczywistości mało kto, poza Opus Film czy
Piotrem Trzaskalskim, cokolwiek filmowego tu robi . Tak, tak wiem
Agnieszka Holland wykorzystała łódzkie kanały. Wiem. O Se-ma-forze też
pamiętam.
Niechęć do ludzi sukcesu w mieście Łodzi jest dziwnie duża. A jak duża -
tak dla mnie niezrozumiała.
I tu właśnie powrócę do człowieka, któremu mniej lub bardziej się
przyglądam.
I choć, moim skromnym zdaniem, postawił na nogi życie kulturalne Łodzi w XXI w, to lokalni karierowicze rzucają mu kłody pod nogi gdy tylko mogą. A to utną kawałek miejskiej kasy na realizację kolejnej inicjatywy, a to pokażą w lokalnym medium imprezę, ale już nie powiedzą, kto ją stworzył, a gdy to nie studzi jego zapędów do działania, to zasugerują, że nie rozliczył środków. I choć wszystko to bzdura jak mało która, to coraz więcej owego człowieka w Łodzi nie ma, niż jest. To coraz częściej
dostrzega Go świat, niż Łódź, która ma go podanego na talerzu.
I pewnikiem dlatego "Nie ma tu kariery " bo jakby i klimat dla kariery nie ten.
Gdyby to działo się gdzieś na głębokiej prowincji, która rozciąga się wzdłuż i wszerz nadwiślańskiego kraju, to by mnie to kompletnie nie dziwiło. Taki urok prowincji. Ale dzieje się to w trzecim co do wielkości mieście w Polsce, co prawda z tendencją wyludniająca ale jednak.
O co więc chodzi ?
Czy naprawdę tylko stolica I “świat “ mają patent na sukces?
Trochę szkoda…
