Obraziłam się kilka dni temu gdy banda małych Talibków sterroryzowała Prezydenta Łodzi. Później obraziłam się bardziej bo zaczął padać śnieg. Po drodze auto wpadało w milion dziur a na koniec znajomi oświadczyli, że porzucają Łódź.

REKLAMA
Lata temu stary, poczciwy znajomy powiedział, że obrażają się tylko dziwki i lokaje. Trzymałam się tej zasady długo. Zamiast spuszczać nos na kwintę, i burczeć pod nosem na cały świat, mówiłam co myślę i zamiast ja się obrażać, to inni obrażali się na mnie. Tym samym latami nie awansowałam ani na dziwkę ani na lokaja.
Aż tu nagle, na stare lata, przyszło mi obrazić się. I to nie na kogo, ale na co ?! Na Moje miasto. Tak, tak miasto w pełnym tego słowa znaczeniu. Z krawężnikami, blaszanymi marketami i ludźmi przebiegającymi przez ulice. I chociaż broniłam się przed tą obrazą nogami i rękami, burczałam pod nosem raz ciszej raz głośniej, miasto pozostało głuche na moje żale więc się obraziłam i przez krótkich kilka dni miałam je w czterech literach. Nawet gdy wzdychałam do mojej ukochanej Barcelony, Łódź milczała jak cegła :/
Gdy dziś już odrobinę mi przeszło, zupełnie nie wiedzieć czemu, bo ani dziury się nie wypełniły asfaltem, ani pijanych z chodników nie ubyło, a ulice w śródmieściu wciąż zamiast chanel 5 pachną moczem, zaczęłam myśleć nad tym jakby tu temu miastu "nawrzucać" . Powiedzieć do słuchu.
No bo co można zrobić gdy nasze własne, osobiste miasto, miasteczko, metropolia nas obrazi, zdenerwuje a później zupełnie nic sobie z tego nie robi ?
Napisać petycję ? Wyryć żale na murach ? Sprayem jeszcze bardziej je zamazać ? Opluć chodnik ? Porzucić ?
Sama nie wiem. Wzięłam więc aparat i pocykałam fotki mojemu miastu. Jak wygląda. Żeby je zawstydzić. I gdy tak patrzę na te zdjęcia to robi mi się tego miasta żal.
Otoczone przez bezbarwne blokowiska, bez eksluzywnych, estetycznych zakątków. Z powyrywanymi ławkami i porysowanymi gwoździem samochodami. Z torowiskami, które przecinają ulice, i tramwajami, którymi dojeżdżały w latach swojej świetności łódzkie włókniarki do swoich fabryk.
Fabryki zrujnowane w sposób niedokończony. Jakby ktoś przestał je burzyć w połowie bo zabrakło pieniędzy, czasu i pomysłu. Podobnie zresztą jak i na ich odbudowanie.
Zrujnowane kamienice w centrum miasta. Straszą oknami bez szyb i firanek bo od lat nikt w nich nie mieszka. A jak już mieszka to lepiej, żeby na ulice nie wychodził bo straszy jak i te rozgrabione i zdewastowane resztki fabryk i te obdrapane domy.
Ulice ? Dziurawe jak kieszeń rumuńskich żebraków. Dziura na dziurze jakby brały udział w konkursie na dziurę roku.
logo
Łódź punkt widzenia
logo
punkt widzenia
logo
punkt widzenia

I Ci biedni ludzie z miasta Łodzi. Bez entuzjazmu na twarzy, z wyrytą patalogią, rąbiący wersalki i fotele, żeby ogrzać mieszkanie gdy spadł wiosenny śnieg.
No i tak mi się zrobiło tego miasta zwyczajnie żal, że powoli zapomniałam, że się na nie obraziłam.
Ale co zrobić gdy złość i obraza przechodzą w litość ?
Pewna chorwacka pisarka napisała kiedyś „kocham mój kraj, bo jest taki mały i jest mi go żal „. I tak sobie pomyślałam, no dobrze, kocham to miasto bo jest takie biedne i jest mi go żal....
Punkt Widzenia