REKLAMA
„Gender studies” to nauka zajmująca się badaniem roli kobiet i mężczyzn
w danym czasie, w danym miejscu geograficznym, w danej kulturze. Zajmuje się między innymi badaniem różnicy pomiędzy rolą kobiety we Włoszech, a rolą kobiety w Polsce. Rolą mężczyzny w Japonii, a rolą mężczyzny we Francji. Zajmuje się tym jak role kobiet i mężczyzn wyglądały w Europie 100 lat temu, a jak kształtują się obecnie. I czy w wyniku kształtowania się tych ról dochodzi do dyskryminacji, a jeśli tak, to jak jej przeciwdziałać.
Dyskryminować można kobietę, której status społeczny na przykład w kulturze islamskiej jest podrzędny w stosunku do mężczyzny. Można dyskryminować mężczyznę, który wybierze zawód wychowawcy przedszkolnego lub zdecyduje się prowadzić dom, gdy jego żona wybierze karierę zawodową. To są niektóre przykłady tego czym zajmują się badania nad gender, będące częścią antropologii i jakiego rodzaju dyskryminacji próbują przeciwdziałać.Badania nad gender nie kwestionują płci biologicznej. Nie da się chyba o tym opowiedzieć prościej.
„Ideologia gender” to nowe pojęcie wymyślone przez Kościół, stworzone
na użytek walki ideologicznej, nie mające niczego wspólnego z elementarną prawdą. Trudno jest walczyć ideologicznie z nauką, więc konieczne było stworzenie mitu nowej ideologii, ochoczo porównywanej do marksizmu
i neomarksizmu.
Kiedy ktoś mówi o „ideologii gender”, to kłamie i robi to w sposób świadomy
i wyrachowany. Kiedy czyni to Kościół, budzi się we mnie gniew i gorycz. Cynicznie używane kłamstwo przez instytucję, która mówi o sobie, że chce stać na straży prawdy, musi budzić złość.
Współczesny Kościół wstydzi się za swoje wielowiekowe wojny z nauką.
XV wiek, w którym wysyłano astronomów na stosy jest odległy, ale ja pamiętam czasy niedawne, kiedy kilka dekad temu odżegnywano od czci i wiary głosicieli teorii ewolucji Darwina. Pamiętam, kiedy w latach osiemdziesiątych XX wieku krytykowano astrofizyków nieśmiało dopuszczających prawdopodobieństwo występowania innych układów planetarnych we wszechświecie, a gdy ktoś mówił o możliwości występowania życia w odległych przestworzach, popełniał grzech ciężki.
W kontrze do naukowców bez żenady cytowano wówczas odpowiednie wersety z Biblii. Dzisiaj nikt rozsądny w Kościele nie kwestionuje osiągnięć nauki, w których występują twarde dowody, a księża każą nam rozumieć Biblię w sposób symboliczny, niedosłowny. Jak widać nie dotyczy to niektórych nauk humanistycznych, w których żadne twarde dowody nie mogą istnieć. Żeby jednak nie było, że ktoś walczy z nauką, wymyśla się pojęcie ideologii. Z ideologią, której w dodatku doprawia się gębę szatana, można prowadzić wojnę bez żadnych hamulców.
W pewnym sensie Kościół Katolicki przypomina mi partię polityczną.
Zdefiniowano oś podziału, wskazano wrogów, na których przeprowadza się publiczny lincz, a to wszystko po to, by wzmocnić własną pozycję wśród najbardziej zagorzałych swoich wyznawców oraz by zgromadzić w swoim narożniku nowych sympatyków, siejąc wyimaginowane poczucie zagrożenia. Oczywiście nasuwa się pytanie, po co to wszystko? Czy chodzi tylko o przykrycie swoich wewnętrznych problemów, choćby tych związanych z pedofilią? A może jednak jest w tym jakaś głębsza myśl? Jeśli jest, to jaka?
Ksiądz Oko, naczelny ideolog Kościoła twardogłowego, określił ludzi związanych z Tygodnikiem Powszechnym, w tym księdza Bonieckiego, mianem zdrajców Kościoła. Rzecz kuriozalna, bo zdrajcą Kościoła zgodnie z logiką księdza Oko zostanie każdy, kto nie chce uczestniczyć w kłamstwie, kto przeciwko kłamstwu protestuje. W ten sposób w dramatycznej sytuacji stawiani są ludzie, którym każe się wybierać pomiędzy lojalnością wobec biskupów, a wiernością ewangelicznemu przesłaniu miłości, szacunku
i otwartości na drugiego człowieka.
Według księdza Oko „genderyści” są seksdeprawatorami, żądnymi narzucenia swojej ideologii całemu społeczeństwu oraz ze skłonnościami do zamykania chrześcijan w więzieniach. Wspomnę tylko, że w Polsce niemal cały proces legislacyjny w sprawach światopoglądowych kontrolowany jest za pośrednictwem swoich wiernych parlamentarzystów przez Episkopat i że w ostatnich dekadach nie przeszła żadna liberalna ustawa obyczajowa. Za to co rusz słyszymy o zakusach posyłania do więzień tych, co wyznają system wartości niezgodny z nauką Kościoła.
Zatem pytanie kto całemu społeczeństwu narzuca swoją ideologię pozostawiam retorycznym.
Pozdrawia Was „genderowy seksdeprawator”
Radek Szumełda