
Dzielę się z Wami, Drodzy Państwo, informacją, że jakiś uroczy i niezrównoważony człowiek uznał mnie za blogerkę nie tylko charakterystyczną, ale i poczytną i sławną. Ilość absurdów i oczekiwania wobec mojej Radomskiej osoby sprawiają, że miałabym ochotę go przytulić. Jadę do Warszawy, zasiąść obok Anny Muchy i Zbigniewa Hołdysa pogadać o blogowaniu. Przeszło mi przez moment przez myśl, że może rzeczywiście ktoś ważny z telewizji lubi mnie czytać, ale bardziej przemawia do mnie pomysł, że jest im potrzebna jakaś jasna, dorodna plama, absorbująca blask Ani i Zbyszka, co by się widzom te dwie gwiazdy nie zlewały w telewizorach.
I jeszcze jedno, jakby ktoś z warszawskich czytelników życzył sobie wiejską kiełbasę i jajka prosto z Łodzi zamówić, to czekam do czwartku.
-• Wracając do utraty modemu – targana emocjami związanymi z telewizyjną propozycją poparzyłam łapę odcedzając taka rozemocjonowana kalafior. Nietrudno zgadnąć, że rękę poparzyłam. I usnęłam, taka sierotka, zawodząc z bólu, dłoń w misce z wodą mocząc. Przez sen nieopatrznie modem do miski strąciwszy, Internetu się pozbawiłam. Z rozpaczy poparzoną rękę planuję rozgryźć, a w misce się utopić, ale to w piątek popołudniu, po telewizji.
