
Płaczący i skamlący terrorysta zasłaniający się własnymi dziećmi - prezydent Donald Trump w niedzielę zdradził zaskakująco wiele szczegółów na temat operacji sił specjalnych, które osaczyły samozwańczego kalifa i doprowadziły do samobójczej śmierci Abu Bakr al-Baghdadiego. Po paśmie bliskowschodnich niepowodzeń, także na własne życzenie, prezydent ma wreszcie swój upragniony success story. Czy świat nie jest lepszym i bezpieczniejszym miejscem po zabiciu złych i jak utrzymuje „tchórzliwych” bandytów?
REKLAMA
Skoro zabicie terrorysty poza nielicznymi wyjątkami nie rozwiązuje problemu terroryzmu – to dlaczego niektóre państwa nadal stawiają na ich selektywną eliminację? Jedna z bardziej znanych operacji było zlikwidowanie Osamy bin Ladena. Była przeprowadzona na początku maja 2011 r. w pakistańskim Abbottabadzie i mimo, że osłabiła Al-Kaidę, ale jednak nie zakończyła jej działalności.
Sporo doświadczenia w takiej selektywnej eliminacji ma Izrael. Jeszcze w latach siedemdziesiątych usiłował w ten sposób sparaliżować działalność organizacji Czarny Wrzesień. Bywało, że ginęły przypadkowe osoby, tak jak nieszczęsny marokański kelner wzięty pomyłkowo za jednego z liderów Czarnego Września. Przetrzebienie niemałych zastępów kadry kierowniczej nie przerwało kolejnych ataków na Izrael. W tej chwili dla służb izraelskich najbardziej niepokojące jest to, że Hamas i Hezbollah są nadal poważnym zagrożeniem. Chlebem powszednim dla tysiący Izraelczyków żyjących w zasięgu rakiet i dronów Hamasu i Hezbollahu są liczne alarmy i przebywanie w schronach. Kolejny konflikt wisi w powietrzu i niestety w każdej chwili może wybuchnąć.
W 2006 r. w amerykańskim nalocie zabity został Abu Musab al Zarkawi. Przez moment mogło się nawet wydawać, że wyeliminowanie tego groźnego terrorysty znacznie osłabi iracką Al-Kaidę. Po kilku latach rozproszone grupy ekstremistów sunnickich połączyły siły i powstało Państwo Islamskie (PI). W 2014 r. w szczycie swojej potęgi, samozwańczy kalifat z Baghdadim na czele zajmował blisko 90 tysięcy kilometrów kwadratowych, a zajęcie przez dżihadystów Mosulu było przekroczeniem Rubikonu.
Po upadku PI, Bagdhadi ukrywał się i tak jak przed laty Osama bin Laden, komunikował się ze swoimi zwolennikami za pośrednictwem kurierów, którzy rekrutowani byli spośród najbardziej zaufanego grona współpracowników. Nieuchronnie pętla powoli się zaciskała i mimo wielu środków kamuflażu, a także przemieszczania się w furgonach z warzywami, Baghdadi był w coraz trudniejszym położeniu. Kilku z jego z najbliższych współpracowników zostało ujętych, a niektórzy z nich podjęli współpracę także z CIA.
Samozwańczy kalif osaczony został przez amerykańskie siły specjalne w Bariszy, niewielkiej miejscowości w prowincji Idlib. Jest to także wspólny sukces współpracy ze zdradzonymi Kurdami. Idlib stanowi ostatnią redutę oporu wobec reżimu Baszara Asada, który odzyskuje coraz większą kontrolę na Syrią, dzięki bardzo intensywnemu wsparciu ze strony Rosji i Iranu. Obecnie Idlib w przeważającej mierze kontrolowany jest przez mniej znaną grupę sunnickich radykałów Hayat Tahrir al-Sham wywodzącą się z Dżabhat an-Nusra. PI i an-Nusra od wielu lat wzajemnie się zwalczały i to jeszcze bardziej komplikowało sytuację ukrywającego się Baghdadiego.
Selektywne eliminowanie terrorystów to leczenie pryszcza pudrem. Szukanie długotrwałych strategii nie spotyka się ze zrozumieniem, wiąże się bowiem z nakładami, pracą u podstaw i długim czekaniem na być może wątpliwe efekty. W tym prostszym wariancie, decydent zbija kapitał polityczny, odbiorcy uczestniczą w swego rodzaju show i za każdy razem wmawiane jest im, że zabicie fanatycznego i niebezpiecznego terrorysty było jedyną opcją w tej niekończącej się wojnie z terroryzmem. Opinia publiczna zdaje się kupować te zapewnienia, że jest bezpieczniej.
Zwolennicy upadłego PI utracili przywódcę, który symbolizował największe sukcesy tej zbrodniczej organizacji, ale także jej upadek. Czy po Baghdadim powstanie próżnia nie do zastąpienia? Wiele wskazuje na to, że znajdzie następców. W licznych doniesieniach o sposobach zlokalizowania kryjówki i identyfikacji samego Baghdadiego, co rusz ujawniane są kolejne szczegóły, takie jak kluczowe informacje jego byłych współpracowników, a nawet majtki. Niestety umykają ważniejsze sprawy, w tej chwili na ulicach Bagdadu i Bejrutu trwają żywiołowe protesty. Od wielu tygodni tysiące sfrustrowanych Irakijczyków i Libańczyków protestują przeciwko korupcji, nieudolności władz, kiepskiej infrastrukturze i po raz pierwszy tak zdecydowanie przeciwko wpływom Iranu i…Hezbollahowi. W Iraku smutny bilans to setki ofiar i tysiące rannych.
Kto wie czy na ulicach Bagdadu i Basry właśnie w tej chwili nie rodzi się nowy lider, który obudzi uśpione komórki PI i zgromadzi rzesze nowych zwolenników i będzie potrafił wyrazić sprzeciw swojego pokolenia. Jak widać, szczególnie w niełatwej sytuacji Bliskiego Wschodu pojęcie próżni nie istnieje.
