
Pięści, wrzaski, szamotanina. Odłamki szkła z potłuczonej lady i przestraszony sprzedawca. Przed kilkoma laty byłem świadkiem bardzo żywiołowej sprzeczki na jednej z ulic Ammanu. Bardzo agresywny młody mężczyzna zdemolował mały uliczny stragan. Akcja toczyła się na oczach policjantów, którzy nie interweniowali. Dla nich był to najzwyklejszy zatarg, jakich wiele. Kto wie, może ruszyliby wówczas, gdyby kłócący wykrzykiwali antymonarchistyczne hasła. Po chwili sprzedawca wycofał się z tym, co pozostało z jego kramu, a rozeźlony młody człowiek, klnąc siarczyście pod nosem poszedł w swoją stronę. Ten z pozoru mało znaczący incydent, mógł skończyć się zupełnie inaczej.
- obok szyitów protestują sunnici i nikt nie patrzy już na przynależność religijną, która była motorem konfliktów rozdzierających Irak po 2003 r. Iraccy szyici są równie krytyczni wobec rządu Adel Abdul-Mahdiego jak i Iranu, oskarżanego po raz pierwszy tak zdecydowanie za mieszanie się w wewnętrzne sprawy Iraku;
- władzom, jak i blisko współpracującymi z Iranem milicjami szyickimi, wyraźnie puszczają nerwy. Od początku protestujący spotkali się z ostrą reakcją. Obok armatek wodnych, gazu łzawiącego, do stłumienia demonstrantów używana jest ostra amunicja. Mimo ponad setek zabitych, tysięcy rannych, fala protestów nie opada;
- protestujących wsparł niepokorny szyicki duchowny Muktada al-Sadr. Ten charyzmatyczny populista religijny, przed laty wzniecił żywiołowe demonstracje przeciwko okupacji amerykańskiej, a teraz uważa, że Iran obok USA za dużo namieszał w irackim kotle. Kilka dni temu, duchowny z narzuconą na ramionach flagą iracką w świętym dla szyitów Nadżafie, wywołując niemałe poruszenie tłumów, nawoływał do skończenia raz na zawsze z wpływami Iranu. Jego zaangażowanie daje protestującym potężne wsparcie, kierowany przez niego ruch jest zinstytucjonalizowany i w ostatnich wyborach do parlamentu blok polityczny Al-Fatih zdobył najwięcej, bo 47 mandatów.
