O autorze
Naukowiec, profesor na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, specjalizujący się w
problematyce stosunków międzynarodowych, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie. Zgodnie z tradycją rodzinną, pasjonat podróży i poznawania świata, współzałożyciel Fundacji Fiedlerów wspierającej dialog międzykulturowy i zrównoważony rozwój. Obecnie przebywa na rocznym stypendium naukowym na Columbia University w Nowym Jorku w ramach programu Bekkera Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej (NAWA).

Zakładnicy i oprawcy

Fot. Tomasz Siuda
Śmierć Ameryce! Śmierć Szachowi! Z takimi okrzykami, kilkuset aktywistów przeskoczyło przez mur i wtargnęło do ambasady USA w Teheranie. Czterdzieści lat temu zaczął się kryzys pomiędzy Iranem a USA i do teraz nie może się skończyć. Pretekstem do wzięcia kilkudziesięciu zakładników było pojawienie się w USA powszechnie znienawidzonego, obalonego monarchy, Muhammada Rezy Pahlawiego. Nie przyjechał by prosić Waszyngton o interwencję, ale na leczenie szybko rozwijającej się choroby nowotworowej.


Plan zajęcia ambasady był już wcześniej starannie przygotowany i to najprawdopodobniej za zgodą ajatollaha Ruhollah Chomejniego. Zapewne kalkulował - co może ugrać, a co może stracić. Przewidywał, że ostry kryzys z USA może mu przynieść istotne korzyści. Po pierwsze, rewolucja irańska traciła impet i by odwrócić ten trend, potrzeba było ponownej mobilizacji wokół przywódcy i jego programu. Ostry kryzys z USA dawał świetną okazję. Pod drugie, rzucił wyzwanie supermocarstwu. Udowodnił, że Iran, który nie mógł się równać potędze USA, był w stanie je dotkliwie poniżyć. Waszyngton nie zdecydował się na ostrą reakcje. Chomejni symbolizował nadejście nowej epoki, czy upolitycznionego radykalnego islamu i był wyrazicielem buntu przeciwko „wielkiemu szatanowi”. W jego planach, Iran stanowił pierwszą rzuconą kostkę domina, która miała doprowadzić do radyklanej zmiany na Bliskim Wschodzie. Płomień rewolucji wkrótce miał ogarnąć cały region.

Administracja prezydenta Jimmy’ego Cartera znalazła się przed nie lada wyzwaniem. W sztabie kryzysowym wyraźnie widoczne były dwa odmienne stanowiska. Sekretarz stanu Cyrus Vance, optował za dyplomatycznym rozwiązaniem kryzysu, ufając, że wkrótce Irańczycy ochłoną i zaczną liczyć starty z powodu sankcji, natomiast Zbigniew Brzeziński, doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego od samego początku uważał, że wobec Iranu należy podjąć radykalne kroki, nie pomijając odpowiedzi militarnej. W jego ocenie miękkie dyplomatyczne działania, bez argumentu siły mogły nie przynieść pożądanego efektu.

Prezydent USA zdawał sobie sprawę, że ten kryzys może pogrzebać jego szanse na drugą kadencję. Administracja usiłowała dojść do porozumienia z kimś, kto nie postępował według określnych reguł gry. Ufano, że można szybko wypracować dyplomatyczne rozwiązanie tego kryzysu. W tym celu, nałożono bardzo dotkliwe sankcje. Po raz pierwszy w historii systemu bakowego USA, zamrożono spore aktywa irańskie, w sumie 12 mld USD, wstrzymano import ropy, z dnia na dzień zamarła niemal wszelka aktywność gospodarcza pomiędzy USA a Iranem. Kolejnym krokiem było unieważnienie nawet wcześniej wydanych wiz obywatelom irańskim. Ostatecznie 7 kwietnia 1980 r. Waszyngton zerwał stosunki dyplomatyczne z Teheranem. Wszystkie te działania nie przyniosły szybkiego efektu.


Carter znalazł się pod presją opinii publicznej i mediów. Sytuacja zakładników była głównym tematem wiadomości telewizyjnych dla pasm informacyjnych stacji: ABC, NBC czy CBS. Nikt nie spodziewał się, że ten pełen napięcia i dramatyczny spektakl okaże się tak trzymającym w napięciu serialem, składającym się z aż 444 odcinków. Na medialnej burzy prezydent coraz bardziej tracił i nie było dla niego żadnym pocieszeniem, że dzięki zwiększonej oglądalności także reklam: od karmy dla zwierząt do proszków piorących, wielu producentów zwiększyło znacznie sprzedaż. Dzięki zakładnikom trafili na bonanzę.

Waszyngton opowiedział się za dyplomatycznym rozwiązaniem i w tym celu wysłał do Chomejniego posłańców z propozycją od prezydenta. Mimo, że oferta była jasno sformułowana - w zamian za uwolnienie zakładników, USA zniesie sankcje i odblokuje dostęp do środków. Żadnemu z wysłanników nie udało się wypełnić misji. Próbowano także na różne sposoby dotrzeć do ajatollaha, także za pośrednictwem, ludzi znających Chomejniego osobiście. Bez powodzenia zakończyło się pośrednictwo sekretarza generalnego ONZ, Stolicy Apostolskiej czy Czerwonego Krzyża. Chomejni milczał ja zaklęty dlatego, że trwający kryzys umacniał jego władzę. Udało mu zdominować scenę polityczną. W cień usunęli się zwolennicy umiarkowanego kursu politycznego, jak premier Mehdi Bazargan, a także wielu innych, którym było nie po drodze z Chomejnim. Nie było już przeszkód do wprowadzenia nowego ustroju, w którym dominującą rolę odgrywało duchowieństwo szyickie.

Wiosną 1980 r. sfrustrowany brakiem jakichkolwiek postępów w rozwiązaniu kryzysu, prezydent Carter, dał zielone światło do operacji odbicia zakładników. Nazwaną ją „Orli Szpon” i była to w istocie bardzo trudna i skomplikowana jak i niezwykle ryzykowna akcja. Wykorzystanych zostało osiem śmigłowców RH-53D Sea Stallion oraz powietrzne transportowce C-130. Od samego początku misja ta niestety była skazana na niepowodzenie. Nie tylko zawiódł sprzęt, ale problemy pojawiły się już na etapie jej planowania, któremu towarzyszyły nieustanne spory kompetencyjne oraz szarpanie się o sprzęt. Wkrótce po rozpoczęciu 24 kwietnia 1980 r. operacji zaczęły się problemy techniczne, dodatkowo spotęgowane ciszą radiową, by zamaskować działania. Ostatecznie doszło do awarii aż trzech z ośmiu śmigłowców. Z ciężkim sercem, dowódca operacji podjął decyzję o powrocie z Iranu i to zanim misja weszła w kolejną fazę. Niestety w tumanach pyłu pustyni irańskiej doszło do tragicznego wypadku i ofiar śmiertelnych. Po jakimś czasie mułłowie zorganizowali na pogorzelisku konferencję prasową pokazując porzucone maszyny i osiem zwęglonych ciał. Chomejni triumfował i jego strategia poniżania USA przynosiła coraz większe efekty. Pojawiały się też coraz bardziej aroganckie i kłamliwe wypowiedzi, że Amerykanie są tak zadowoleni z „pobytu” i gościnności w Iranie, że wcale nie zamierzają wracać do USA.

Prezydent wziął na siebie odpowiedzialność za niepowodzenie operacji. Dramatycznie zmalały jego szanse na reelekcję. Sztab kryzysowy rozważał różne scenariusze, łącznie z najgorszym wiążącym się ze śmiercią zakładników i odpowiedzią USA na taką okoliczność. Wciąż usiłowano znaleźć dyplomatyczne rozwiązanie przedłużającego się kryzysu. Dodatkowym czynnikiem komplikującym była kampania prezydencka. Do walki o prezydenturę włączył się Ronald Reagan. Jeden z doradców w administracji Cartera, Gary C. Sick po latach w swojej książce October Suprise zarzucił współpracownikom Reagana, że mieli potajemne kontakty z Chomejnim i jego otoczeniem i to za plecami prezydenta Cartera. Wszystko po to, by opóźnić uwolnienie zakładników. Ludzie Reagana panicznie obawiali się, że Carterowi uda się zakończyć kryzys w październiku 1980 r. i będzie miał zapewnioną reelekcję. Dlatego, nieprzypadkowo 52 zakładników zostało uwolnionych 20 stycznia 1981 r. w kilka godzin po zaprzysiężeniu na urząd prezydenta Ronalda Reagana. W przeprowadzonej przeze mnie rozmowie 12 września 2019 r., Sick wspominał, że nie miał twardych dowodów, ale wiele poszlak wskazywało na takie kontakty i późniejsze działania administracji Reagana, a późniejsza sekwencja wydarzeń jedynie potwierdzała tę hipotezę.

To jednak prezydent Carter i jego administracja w ostatnich godzinach swojego urzędowania doprowadziły do uwolnienia zakładników. W październiku 1980 r. było już widoczne światło w tunelu, a same negocjacje przyspieszyły w następnym miesiącu. Iran zaatakowany przez Irak potrzebował funduszy, amunicji i części zamiennych. Dzięki mediacjom Algierczyków, po wielu zwrotach akcji, udało się ostatecznie zawrzeć porozumienie i wreszcie po 444 dniach zakładnicy zostali uwolnieni i mogli wrócić do domu.

W porozumieniu algierskim z odmrożonej kwoty 12 mld USD, Iran odzyskał jedynie mniej aniżeli 4 mld USD, reszta została przekazana na pokrycie głównie roszczeń obywateli jak i firm amerykańskich, poszkodowanych w wyniku rewolucji. Do teraz działa w Genewie specjalny Amerykańsko-Irański Trybunał ds. Roszczeń. Jest to jeden z nielicznych przykładów efektywnej współpracy amerykańsko-irańskiej i to pomimo oczywistych różnic w ich systemach prawnych. Porozumienie algierskie było wielkim sukcesem odchodzącej administracji Cartera, ale politycznie przyszło za późno by powalczyć o reelekcję. Dla Irańczyków koszt finansowy tak długiego przetrzymywania zakładników amerykańskich okazał się bardzo wysoki. Według Sicka wynosił 300 tys. USD za każdego zakładnika dziennie. Nie ma w tej kalkulacji uwzględnionych innych kosztów, które dotknęły Iran z powodu sankcji i izolacji, w której się znalazł.

Władze irańskie, kilka dni temu głośno celebrowały 40 rocznicę zajęcia ambasady USA. Odsłonięto nowe murale i rytualnie wykrzykiwano znane od lat antyamerykańskie hasła. Mimo, że amerykańscy dyplomaci zostali już tak dawno temu uwolnieni, nadal nie zmieniły się metody i upływ czasu nie odprowadził do refleksji. W tej chwili w więzieniach irańskich najczęściej bezprawnie przetrzymywanych jest kilkudziesięciu obywateli państw zachodnich. Najbardziej znanym przykładem jest obywatelka Wielkiej Brytanii, Nazanin Zaghari-Ratcliffe, która wraz z córką latem 2016 r. przyjechała na wakacje do Iranu by odwiedzić rodzinę. W drodze powrotnej została zatrzymana na lotnisku i do dzisiaj znajduje się w więzieniu. Takich historii jest wiele. Cudzoziemcy odsiadują wieloletnie wyroki, a wytoczone zostały przeciwko nim ciężkie oskarżenia za szpiegostwo i wywrotową działalność przeciwko republice islamskiej. W sytuacji, w której coraz bardziej doskwierają sankcje i brakuje środków, bo są zamrożone, nieoficjalnymi kanałami składane są propozycje. Za nimi kryją się dramaty uwięzionych ludzi, wciągniętych przez wir wydarzeń, często wcześniej nie śniąc w najgorszych koszmarach, że coś takiego może ich spotkać.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0Nie zawsze musisz być wśród ludzi. Te rzeczy powinieneś zrobić sam przynajmniej raz w życiu
MamaDu 0 0"Moja córka żyła 70 minut". Gest mamy po śmierci dziecka poruszył ludzi na całym świecie
dad:HERO 0 0Polecamy pięć hitów z Nefliksa i HBO Go do obejrzenia z dziećmi w ten weekend
0 0Wybrano najlepsze seriale dekady. O połowie pewnie nawet nie słyszałeś!
HYDEPARK 0 0Amatorzy często trenują tak ostro jak zawodowcy. Różnica często się zaciera
0 0Święta to czas (u)dawania. Tomasz Kot w poruszającym spocie, daje cenną lekcję
0 0"Chodziło o to, by mężczyźni odzyskali godność". Tomasz Raczek szczerze o zamknięciu "Playboya"
0 0Była pierwszą polską influencerką, kochała kobiety i seks. Łempicka to dziś ikona