
W sobotę był słoneczny i ciepły dzień. Na ulice i do parków wyległy tłumy. Na piechotę i dziarsko przemierzali swoje dzielnice, większość obawia się korzystania z metra. Od połowy maja, Nowy Jork powoli ma wychodzić z kwarantanny.
REKLAMA
Przez lata to wielkie miasto chętnie dzieliło się swoją energią i możliwościami, szeroką ofertą koncertów, spotkań, musicali, wystaw, prelekcji, premier i przedstawień teatralnych. Po 22 marca miasto znalazło się w kwarantannie.
Dlatego stopniowe odmrażanie jest tak wyczekiwanym momentem. Z pewnością małe gastronomiczne biznesy ruszą z kopyta, a klienci spragnieni piwa, w niejednym ogródku wreszcie będą mogli zażyć boski smak goryczki, wesoło gaworząc z grupą znajomych, nie zawsze zachowując dystans społeczny. Ludzie będą chcieli ponadrabiać towarzyskie zaległości i to nie jakmiś czacie, ale w realu.
Radość studzi praktycznie brak zaplanowanych wydarzeń kulturalnych- większość z nich już odwołano. Wielu doświadcza nieprzyjemnego uczucia, że w te wakacje nie będzie niczego, nawet najmniejszej parady. Nic poza pokazem sztucznych ogni zaplanowanych przez burmistrza Billa de Blasio w Dzień Niepodległości 4 lipca. Wielu popadło w apatię. Co jak co, ale koncert ulubionej kapeli czy premiera sztuki teatralnej, było tym, dla czego warto było żyć i co mobilizowało do przetrwania szarzyzny i monotonii kwarrantanny. Co przed nami? Stracone lato, utrata zatrudnienia, niezapłacony czynsz. Pesymiści wieszczą, że nie należy oczekiwać powrotu do normalności także w następnym roku, optymiśc chcą doświadczać już w lipcu choćby niewielkich wydarzeń i kameralnych koncertów.
W batalii przeciwko wirusowi - szczęśliwie nie spełniły się najbardziej pesymistyczne scenariusze. Na początku kwietnia wydawało się, że zabraknie respiratorów, łóżek szpitalnych, a także ciężarówek chłodni do gromadzenia ciał. Każdemu z nas te informacje mroziły krew w żyłach. Ze ściśniętym gardłem rozmawialiśmy o zbliżającej się apokalipsie. W tej chwili choroba choć jeszcze się nie cofa , wyraźnie spowalnia. Według statystyk prowadzonych przez Johns Hopkins University, Stany Zjednoczone powoli zbliżają się do 1 mln zakażonych oraz smutnego bilansu prawie 60 tysiąca zmarłych. Mniej Amerykanów zginęło przez blisko 10 lat w wojnie w Wietnamie.
Choć COVID-19 stanowi zagrożenie dla wszystkich, rzeczywiście w Nowym Jorku najbardziej dotknął dwe grupyi: Afroamerykanów i Latynosów. Zaciekle uderzył na Bronxie, Queensie, Staten Island czy Brooklynie, najmniej na Manhattanie. Przyczynia się do tego ubóstwo, przepełnione ciasne mieszkania, kiepska dieta, choroby towarzyszące, a przede wszystkim brak wyboru – kiepsko płatna praca, w której ludzie ci narażają się na zakażenie.
To są najbardziej poszkodowane grupy, często żyjące bez ubezpieczenia czy legalnego pobytu. Powoli zmienia się sposób myślenia – podejmowane są decyzje o wsparciu nie tylko paczkami żywności, ale także dostępem do lekarstw, testów czy wreszcie pomocy finansowej. To właśnie ci ludzie, dzięki swojej pracy utrzymują miastojwe względnej czystości, rozładowują i dosarczają towary, obsługują tysiące klientów w dużych i mniejszych sklepach spożywczych.
Socjologowie piszą i wypowiadają się, że obecni nastolatkowie, niedawno bezrefleksyjnie przyspawani do smartfonów, przechodzą boleśnie na własnej skórze pokoleniowe doświadczenie, przygotuje ich lepiej do zmierzenia się z pogłębiającymi się zmianami klimatu i życia w trudnych warunkach - być może gorszych niż to, jakiego doświadczało pokolenie ich rodziców, a nawet dziadków.
Poważnym problem jest niemal całkowite pozbawienie dzieci i młodzież edukacji, ta w wersji online jest nędznym substytutem, trudnym, niemal traumatycznym doświadczeniem dla nauczycieli i uczniów. Młodzieży pozbawiono towarzystwa rówieśników, inspiracji, twórczej rywalizacji. W tej chwili młodzi popadają w odrętwienie, a niektórzy w depresję, często będąc bardziej niż dotychczas narażonymi na przemoc domową.
W Nowym Jorku około 114 tysięcy dzieci i młodzieży mieszkach w fatalnych warunkach, śpią z rodzeństwem w jednym łóżku, często nie mają własnego kąta, dobrego światła. . Wielu z nich zalazło się w domowym potrzasku.
Koncerty, parady i życie kulturalne powoli wrócą do życia, ale czy uda się najsłabszym nadgonić edukacyjne zaległości, a nawet wrócić do szkół i to po trwającej tak długo przerwie? Ponad tydzień temu miała miejsce ostra wymiana zdań pomiędzy gubernatorem stanu Nowy Jork Adrew Cuomo a burmistrzem miasta – de Blasio. Gubernator zarzucił burmistrzowi, że pospieszył się z decyzją zamknięcia szkół do końca czerwca. Słusznie argumentował, że ten największy system edukacyjny w USA, liczący blisko pięć tysięcy szkół oraz 2,5 mln uczniów, powinien być otwierany jako całość. Stanęło jednak na wrześniu. Na razie nie ma nawet pewności czy i ta data się utrzyma.
W tej chwili czołową, niemal uwielbianą postacią jest gubernator stanu Nowy Jork Adrew Cuomo. Ma plan, wolę działania, spokój i charyzmę. Nie ucieka od odpowiedzialności i przede wszystkim jest wiarygodny w tym co robi. Niegdyś takie przymioty w polityce były niemal czymś oczywistym, dzisiaj to przedstawiciele wymierającego gatunku. Na szczęcie Cuomo jest nadal stosunkowo „młodym” bo 62-letnim politykiem. Jeśli od 2016 r. Demokraci mogli narzekać na brak wyrazistych postaci – to w Cuomo mają idealnego kandydata, który - jak niegdyś Barack Obama - może odnowić witalność i jedność partii, nadal z trudem zbierającej się po klęsce Hilary Clinton z Donaldem Trumpem w 2016 r.
Teraz nie polityczne kalulacje, lecz konkretny plan powrotu do jako takiej normalności jest nieodzowny. Nie można zbyt długo zwlekać, ale też za szybko otworzyć gospodarki.
W tej chwili priorytetem jest dostępność testów - w stanie Nowy Jork zrobiono ich już ponad 700 tysięcy i jest to najlepszy wynik na świecie w przełożeniu na liczbę mieszkańców. Trwają intensywne przygotowania by móc wykonoywać 20 tysięcy, a docelowo nawet 40 tysięcy testów dziennie. Dostęp do nich powinny być dostępne w każdej aptece, jeśli nie za darmo, to za symboliczną opłatę.
Od połowy maja zacznie się nowy rozdział w historii tego miasta. Jak bardzo zmieni się Nowy Jork? Jakie nowe trendy pojawią się i w jaki sposób zmieni się rynek pracy? Czy i jak bardzo zdalna praca wpłynie na rynek nieruchomości w mieście? Czy spadną ceny wynajmu biur mieszkań? Czy mieszkańcy przełamią lęk przed jazdą metrem, które było poważnym źródłem zakażeń? Czy da się zatrzymać nasilający się w ostatnich latach exodus klasy średniej, przeprowadzącej sie poza miasto, zmęczonej rosnącymi cenami wynajmu, a teraz dodatkowo radykalnym spadkiem atrakcyjności kulturalnej miasta? Jak będzie wyglądać życie kulturalne i sportowe przed wprowadzeniem szczepionki? Kiedy do życia wrócą uczelnie i ponownie zapełnią się sale wykładowe studentami niemal z całego świata?
Takich pytań zapewne można by postawić znacznie więcej, a odpowiedź na nie przyniosą najbliższe miesiące, jeśli nie lata. Miasto poradzi sobie i z tym kryzysem. Choćby ze względu na energię, która choć nieco w tej chwili przytłumiona, zaraz po uwolnieniu zacznie znowu buzować. Nie bez znaczenia jest wolność i możliwość wyrażania siebie, a także niezwykła kreatywność. Innowacje przełamią lęki i odbudują poczucie bezpieczeństwa, a miasto pełną parą wróci do życia. Jestem o tym przekonany.
