Wchodzę do osiedlowego sklepiku. Kupuję jogurt (zero procentowy, tak, nie jestem prawdziwym facetem), jajka i bułeczki na śniadanie. Spoglądam na regał z prasą. Nie ma. Podchodzę do pani ekspedientki i pytam się: czy jest nowy Newsweek? Pani wstydliwie spuszcza wzrok: Schowałam. Gdzie? zagajam konspiracyjnie. Tam - wskazuje na półkę z Gazetą Polską. I rzeczywiście, schowany pod większą gabarytowo Gazetą Polską, odnajduje 'Seks po Bożemu'.
REKLAMA
Sam artykuł w Newsweeku jest taki sobie. Punkt dla redaktora, że w ogóle go puścił (szczególnie z taką okładką) i punkt dla Cezarego Łazarewicza, że jako jeden z nielicznych polskich dziennikarzy próbuje uprawiać dziennikarstwo śledcze (na marginesie warto zadać pytanie dlaczego ta instytucja nie istnieje w polskim dziennikarstwie, ale to może problem na większy tekst), ale taki materiał mógłby być bardziej wnikliwy. Poważne zastrzeżenie mam jedynie do przywoływania jako żródła pana M., "czterdziestoletniego naukowca z prestiżowego uniwersytetu, zdeklarowanego geja i ateisty, który prosi o anonimowość". Trochę to trąci myszką, skoro naukowiec nie ma odwagi (a dzienikarz popiera taką postawę, co więcej wykorzystuje ten materiał) wyjawić swojej tożsamości, to dlaczego żądamy tego od księży? Poza tym nie chodzi przecież o homoseksualizm per se, tylko o złamanie celibatu i uprawianie aktów homosekualnych (czymkolwiek by one nie były) przez kler, coś czego naukowiec nie musi przestrzegać.
Ale nie o tym chciałem pisać, dla mnie bowiem najbardziej interesujące w tej całej historii, była sama sytuacja ze sklepu spożywczego. Przede wszystkim schowanie Newsweeka pod Gazetą Polską. Nie sądzę, żeby Pani ekspedientka umyślnie to zrobiła. Znam tę Panią, zapewne jest katoliczką, zapewne jest bardzo konserwatywna i prawicowa, ale nie posądziłbym jej o takie strategiczne, rozmyślne i manifestacyjne działanie. Mogę oczywiście się mylić, ale nawet gdyby tak było na pewno nie była to jej własna inicjatywa, musiała przyjść odgórnie. Może Gazeta Polska wymyśliła akcję: Uchroń społeczeństwo Polskie przed bezbożnością, przykryj Newsweeka nami.
Przyjmijmy jednak, że tak nie było, że Pani sklepikarka zrobiło to z impulsu (mogłaby się bowiem posłużyć Gazetą Polską Codzienną, wybrała jednak starszy numer tygodnika). Oczywiście, że kierowała nią potrzeba uchronienia polskich dzieci i młodzieży przed pornograficznym i bluźnierczym obrazem, ale wydaje się, że wybór konkretnego medium podyktowany był wyłącznie względami praktycznymi – Gazeta Polska jest największym rozmiarowo tygodnikiem.
W tym sklepie znajduje się regał z prasą, gdzie stoją wszystkie kolorowe tygodniki, dwutygodniki i miesięczniki. Obok regału stoi stojaczek z prasą codzienną, gdzie na płasko (co ważne, bo nie można nimi nic przykryć) leżą dzienniki. Przy kasie leży Gazeta Wyborcza. Innymi słowy kolorowe trzeba wyeksponować (bo najdroższe), zwykłe dzienniki z racji tego, że tylko dla zainteresowanych - z boku, natomiast Wyborcza jako, że dla wszytskich - obok kasy (sic! nie zamierzona gra słowna).
Gazeta Polska jest rozmiarowo największym z tygodników i gdy na pierwszej stronie widzę smutną twarz Anny Walentynowicz (nr 38 (998)) z nagłówkiem 'Straciliśmy resztki zaufania do polskich władz', potrafię zrozumieć co kierowało Panią ze sklepu by do zakrycia zdjęcia dwóch całujących się księży pedałów, wybrać akurat tę gazetę. Inny ciekawy fakt, który naświetla tę sytuację, to zawstydzenie ekspedientki.
Mam wrażenie, że w jej twarzy gdy pytałem gdzie jest Newsweek, mogłem wyczytać zakłopotanie, jakby niewerbalnie chciała mi powiedzieć: ja wszystko rozumiem proszę Pana, ja nawet Pana lubię, ale takich rzeczy nie można pokazywać. Nie zmienia to faktu, że przyznała się. Mogła przecież wyrzucić ten numer, zniszczyć albo schować za ogórkami kiszonymi tak, że nikt nigdy by go nie odnalazł. Nie zrobiła tego, schowała go jedynie za gazetę, która stoi na straży Kościóła katolickiego, którego zakłamanie w kwestii homoseksualizmu, artykuł w Newsweeku chce obnażyć. Jedna okładka chroni drugą i tak w kółko – perfekcyjna metafora polskiego systemu medialno-politycznego.
Całe zajście w sklepie misternie nawiązuje do wstępniaka Lisa z owego kontrowersyjnego numeru Newsweeka, gdzie Naczelny pyta jak to możliwe (parafrazując), że po tym wszystkim, co w ostatnich latach wyprawiał PiS, po tych wszystkich rozłamach, niekonsekwencji, skandalach, nadal partia ta idzie w łeb w łeb z Platformą w sondażach? Otóż Panie redaktorze to nie przez tych fanatyków, którzy w sobotę organizują marsz w Warszawie, nie przez neonazistów, katolików, moherów, Rydzyka, tylko wlaśnie przez takie Panie jak w moim sklepie. Miłe ('Co Pan tak mizernie wygląda? Dam Panu parę malin na poprawę samopoczucia.'), politycznie poprawne ('Pan to jest taki...'artysta', nie?'), pomocne ('Pan lepiej weźmie Tylżycki, ostatnio Królewski był spleśniały'), ale również takie, które jak ktoś godzi w ich tradycję, bezmyślnie i bezwzględnie reagują. A jedyną dostępną dla nich formą reakcji, jest Gazeta Polska i prezes.
Ps. Od dwóch tygodnii wycofano z mojego sklepu Przekrój. Przypadek?
http://300polityka.pl/sites/default/files/a3y5_grcmaaybdx.jpg
