"The Lady" film Luca Bessona o charyzmatycznej liderce birmańskiej opozycji kariery u nas nie zrobił i jest powoli wycofywany z kin. Ja jednak z prawie pustej kinowej sali wyszedłem zadowolony i nie żałuje. Moim zdaniem lepszy film, niż produkcja o innej wybitnej kobiecie w polityce, czyli M.Thatcher.
REKLAMA
The Lady to bardziej film o miłości niż o polityce, choć w życiu Aung San Suu Kyii wszystko się przenika zgodnie z nie przystająca do dzisiejszych postpolitycznych czasów dewizą życiową jej Ojca, iż „jeśli nie będziesz się interesował polityką, to ona ( i tak) zainteresuję się Tobą”
Przede wszystkim wielki szacunek dla Bessona, głównie dlatego, że ten film- choć nakręcony z rozmachem- jest jednak w pewien sposób europejski ( być może dlatego publiczność w Polsce go nie kupiła i nie poszła do kin). Widać że reżyser spędził ( w przebraniu!) trochę czasu w Mjanmie To co nakręcił wygląda prawdziwie ( oceniam to z perspektywy osoby która spędziła w tym kraju zaledwie kilkanaście dni) i autentycznie. W efekcie poza Johnym Deppem w roli birmańskiego opozycjonisty i wyprawy Aung San Suu Kyi na północ kraju, gdzie góralskim ludom i mniejszościom narodowym, charyzmatyczna Birmanka opowiada o prawach człowieka ( a jeździłem po zachodnich Chinach i wiem jaka to abstrakcja dla ludzi wyciągniętych ze swojego świata, to tak jak złapać bacę na Podhalu i coś mu gadać np o buddyźmie), nic mnie nie specjalnie nie rozśmieszyło. A przyznam, że hollywoodzkie filmy o Azji- jeśli już oglądam- to raczej jako komedie science fiction.
Oczywiście pewnych rzeczy z tego filmu się jednak nie dowiedziałem. Jakich?
Jak Birmańczycy,( nie tylko generałowie), wybaczyli Aung San Suu Kyi małżeństwo z Brytyjczykiem i jej brytyjskość. Przecież to byli kolonizatorzy, a Aung przeprowadza się do Anglii, poślubia jednego z nich i wiedzie do 1988 roku życie... brytyjskiej gospodyni domowej.
Jak to się dzieję, że kobieta która nigdy publicznie nie przemawiała ( i wiodła wspomniane życie przykładnej gospodyni domowej) wychodzi do tłumów, a jej przemówienie ( zakładam że w filmie wykorzystano oryginalny dźwięk) ma rytm i widać że mówi je osoba ponadprzeciętnie predystynowana do wystąpień publicznych, do których często bezskutecznie szkolą się tysiące innych ludzi na różnych kursach oferowanych przez Groupona i nie tylko. Czyżby tylko odziedziczone genetycznie zdolności, po Ojcu- generale, architekcie birmańskiej niepodległości, były tu wystarczającym wytłumaczeniem?
Wreszcie kwestie rodzinne. Na filmie wygląda to tak słodko, że prawie hollywoodzko. Ale czy synowie, nie mieli za złe matce, że wybrała wielką politykę? Jest moment w filmie w którym delikatnie skarży się mąż, ale chwilę potem dodaję, iż "było to nasze wspólne marzenie o nowej Birmie" któremu całe małżeństwo zostało podporządkowane. Niestety nie dowiadujemy się z filmu, na czym polegało to marzenie.
Jak to się dzieję, że kobieta która nigdy publicznie nie przemawiała ( i wiodła wspomniane życie przykładnej gospodyni domowej) wychodzi do tłumów, a jej przemówienie ( zakładam że w filmie wykorzystano oryginalny dźwięk) ma rytm i widać że mówi je osoba ponadprzeciętnie predystynowana do wystąpień publicznych, do których często bezskutecznie szkolą się tysiące innych ludzi na różnych kursach oferowanych przez Groupona i nie tylko. Czyżby tylko odziedziczone genetycznie zdolności, po Ojcu- generale, architekcie birmańskiej niepodległości, były tu wystarczającym wytłumaczeniem?
Wreszcie kwestie rodzinne. Na filmie wygląda to tak słodko, że prawie hollywoodzko. Ale czy synowie, nie mieli za złe matce, że wybrała wielką politykę? Jest moment w filmie w którym delikatnie skarży się mąż, ale chwilę potem dodaję, iż "było to nasze wspólne marzenie o nowej Birmie" któremu całe małżeństwo zostało podporządkowane. Niestety nie dowiadujemy się z filmu, na czym polegało to marzenie.
W warszawskim kinie Luna na seansie o 20:45 było jeszcze … 10 osób. Prawie niewidocznych wśród pustych foteli kilkusetosobowej sali. To mnie chyba zszokowało chyba jeszcze bardziej niż życie Aung San Suu Kyi, które upływa na ciągłych przepychankach z birmańskimi generałami- astrologami…
Czy dzisiaj takie filmy nie mają już czego szukać w masowej dystrybucji tylko od razu powinny być wyświetlane w DKF-ach ?
Więcej o filmie w komentarzu prawdziwego fachowca, czyli Michała Lubiny:
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&list=PL6A902ED5330ACF9B&v=yGpOjaR89Do
