Stare piłkarskie powiedzenie mówi, że bramki na wyjeździe liczą się podwójnie. Takie właśnie szczęście spotkało mnie pod koniec stycznia gdy wyjechałem do Ameryki Środkowej.
REKLAMA
Nie tylko zarobiłem kilka letnich i słonecznych dni w środku zimy, ale przede wszystkim uniknąłem rekordowego mrozu. Kiedy w Polsce znajomi informowali na facebooku o tym iż maja problem z odpaleniem silników i o tym że wskazówka już dawno pokazywała "mniej niż zero" i zeszła do minus 27, ja leniwie wygrzewałem się na plaży nadrabiając zaległości w lekturze. Wiadomo jednak że taki tryb życia szybko może się znudzić. Postanowiłem zatem ruszyć się z plaży. Pojechać do dżungli, obejrzeć pozostałości po pradawnej cywilizacji Majów, porozmawiać z miejscowymi i odwiedzić kilka tamtejszych krajów. Tak trafiłem do Belize, byłej kolonii brytyjskiej...
Od kilkunastu już lat dokąd nie pojadę, patrzę, obserwuję i odnoszę do dwóch perspektyw, polskiej i chińskiej. Takie osobliwe zboczenie zawodowe, osoby zajmującej się obserwacją Chin (nawet gdy przebywa tysiące kilometrów od Państwa Środka!). Europa Centralna ( bo już na przykład nie Wschodnia, gdzie Białoruś i Ukraina prowadzą niezwykle intensywne stosunki z Chnami) jest chyba drugim na globie miejscem właśnie po Ameryce Środkowej, gdzie obecność Chin jest tak mało widoczna (ale już w tym roku się to zmieni, przygotujcie się, zobaczycie sami!). W Belize było pod tym względem bardzo ciekawie....
Posłuchajcie dlaczego:
Posłuchajcie dlaczego:
