O 6:43 czasu lokalnego na chińskiej ziemi stanęła noga pierwszego uczestnika wyprawy CSPA, po którego wyjechałem na olbrzymi Terminal 3. Zobaczyć po łacińsku i po chińsku napis ‘Warszaw’ na tablicy Arrivals – wielkie przeżycie, o jakim nie marzyłem.

REKLAMA
logo
Beijing South Railway Station Zdjęcie własne
Z lotniska przejechaliśmy do hotelu w dzielnicy hutongów i wówczas rozpoczęła się walka z czasem – wielka chęć by „chwilę się przespać”, co czasami przedłuża się do nawet kilkunastu godzin. To wszystko zrodziło we mnie wątpliwość, czy uda nam się zrealizować ambitny plan pierwszego dnia, który zakłada, iż po krótkim odpoczynku w hotelu, będziemy rowerami śmigać na Wieżę Bębnów i Wieżę Dzwonów. Na szczęście na miejsce wybiera się dość dziarska ekipa.
W hutongach spotkałem zrozpaczoną parę z Italii (Milan – ale nie pytałem, czy Ac Milan, czy Inter), która została podwieziona pod jedną z głównych ulic hutongowych, ale nie mogła znaleźć właściwej odnogi, gdzie mieścił się ich hotel, a gdzie nie mogą wjeżdżać taksówki, na co bardzo liczyli ci włoscy turyści. Ponieważ adres w chińskich znakach ściągniety z jednej ze stron rezerwacyjnych zawierał inna nazwę dzielnicy, każdy z miejscowych kierował nas w inną stronę. Okazuję się, że w niektórych miejscach już trzeba mieć mapkę i same znaki nie wystarczają.
Rano przejechaliśmy na Beijing South Station. Znajomy, ekspert w dziedzinie transportu, nie podzielał powszechnego zachwytu na pekińskim systemem metra, twierdząc że stacje są od siebie zdecydowanie za daleko, czyniąc także uwagę, iż ogromne odległości („minęliśmy 20 Ursynowów chyba, po drodze z lotniska”) sprawiają, iż w mieście takim jak Pekin nie sprawdziłby się tramwaj. Beijing South Station (Bejing Nan zhan) robi oczywiście wielkie wrażenie. Co 20 minut odchodzi pociąg do Szanghaju (jedzie ok. 5 godzin) i bilet można kupić w automacie, zupełnie jak bilet na metro. Odchodzą stamtąd także pociagi do oddalonego o 160 km Tianjinu, czyli mniej więcej tyle ile Łódź od Warszawy, tyle że trasę tą pokonuję się w 30-40 minut. Te drugie wtedy gdy zatrzymuję się on w Wuqing, gdzie wysiadła połowa pociągu, bo jak okazało się ludzie dojeżdżają do Pekinu do pracy.
Sam terminal robi oczywiście duże wrażenie, ale co ciekawe jest bardzo zachodni, jakby żywcem skopiowany z Ameryki, a przynajmniej mojego subiektywnego wyobrażenia o niej. W przestronnym holu dworcowym, o kolorze metalicznym, dominują amerykańskie fast foody w tym Hanbao Wang, dosłownie król hamburgerów, czyli burger King, gdzie zjadamy obfite zachodnie śniadanie z doskonałą kawą.
I tutaj na Beijing South Railway Station nasze drogi się rozeszły. Pierwszy z uczestników pojechał do Szanghaju (gdzie przebada między innymi miejscowy system transportowy), a ja udałem się do Tianjinu, gdzie również było bardzo ciekawie… ( o czym wkrótce).