Dożyliśmy takich czasów, kiedy to Polska ( pomimo własnych problemów) osiągnęła status kraju średnio zamożnego i zaczyna pomagać innym krajom. Po raz pierwszy w historii polska polityka rozwojowa będzie planowana z wyprzedzeniem, w perspektywie 4 lat. MSZ ogłosił w tej sprawie konsultacje, które trwały... do wczoraj. Ale mimo to postanowiłem poruszyć tą sprawę, jako iż z wielkim smutkiem przyjąłem fakt iż na liście krajów priorytetowych o „wysokim poziomie ubóstwa lub/i stojących przed dużymi wyzwaniami transformacyjnymi”, które Polska zamierza wesprzeć pomocą rozwojową oraz doświadczeniami eksperckimi, nie znalazła się Birma.

REKLAMA
Na liście poza krajami Partnerstwa Wschodniego ( co zrozumiałe) znalazło się osiem państw regionu Afryki Wschodniej (Burundi, Etiopia, Kenia, Ruanda, Somalia, Sudan Południowy, Tanzania, Uganda), państwa Afryki Północnej (Libia, Tunezja), oraz Afganistan, Kirgistan, Tadżykistan i Autonomia Palestyńska.
Szkoda, że nie ma Birmy bo to ogromny i ważny w Azji kraj z którym warto budować dobre stosunki z korzyścią dla obu stron, planując właśnie politykę w perspektywie kilku lat. Birma przechodzi w ostatnich tygodniach rewolucyjne przeobrażenia. Otworzyła się szeroko na świat ( zwłaszcza świat zachodni), a miejscowa junta rządząca do tej pory żelazną ręką zwolniła wszystkich więźniów politycznych, z laureatką Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi na czele, wreszcie złagodziła swoją politykę wobec mniejszości etnicznych ( zakończona została najdłuższa wojna partyzancka świata, na północy kraju z Karenami) i zgodziła się na wybory.
Dlaczego pomagać Birmie i dlaczego powinna zostać objęta polskim programem pomocowym?
Po pierwsze jest to kraj biedny, według Human Development Index, zajmuję 149 miejsce na 187 państw ( w Azji tylko trzy państwa znajdują się niżej: objęty programem MSZ Afganistan, a także Jemen i Nepal)
Po drugie, co także jest zgodne z obydwoma priorytetami programu, „stoi przed dużym wyzwaniem transformacji”: odbywa się obecnie kampania wyborcza, przed rozpisanymi demokratycznymi wyborami.
Po trzecie, co podkreśla wielu analityków, procesy transformacyjne zapoczątkowane w Birmie, przypominają polski „Okrągły Stół”, czyli polskie doświadczenia pokojowej transformacji, byłyby dla tego kraju cenne. Swego czasu list do birmańskiej junty napisali i podpisali m in: Wojciech Jaruzelski, Czesław Kiszczak, Adam Michnik, Lech Wałęsa i Tadeusz Mazowiecki, namawiając ich do polskiej drogi. Junta, zaniepokojona rosnącym uzależnieniem od Chin ( ten fakt zaprzecza iż rozwój i wzrost znaczenia Chin wyłącznie promuje i wzmacnia dyktatury, gdyż w tym wypadku stało się dokładnie na odwrót- ale to temat na inną notkę) postanowiła otworzyć się na Zachód i posłuchać tych rad. Martwi zatem w tej sytuacji brak polskiego "follow- up'u" i chyba brak koordynacji w działaniach ( jedni demokratyzują Birmę, inni nie biorą jej pod uwagę w programie pomocowym).
Po czwarte, konsekwencją otwarcia się Birmy na świat, będzie zapewne rozwój tego kraju w przyszłości. To stwarza szansę na zdobycie w tym kraju jakiejś pozycji, być może kontraktów dla polskich firm i pomoc w odbudowie i modernizacji kraju ( nie tylko poprzez seminaria o demokratyzacji, choć te także). Globalizacja stawia przed nami nowe wyzwania, właśnie takie jak te. I to czy im sprostamy zdecyduje o tym czy Polska będzie krajem lokalnym, czy globalnym. Problem w tym że w przypadku Birmy sprawy te decydują się właśnie teraz... To jak window of opportunity, które pojawiło się i zaraz zniknie.
Dlatego dobrze byśmy nie zmarnowali tej szansy i by Birma została włączona w polski program pomocowy.
Pomimo że termin minął, możecie Państwo przesłać swoje poparcie pod tym postulatem pod program_wieloletni@msz.gov.pl ( myśmy jako Centrum Studiów Polska-Azja, już wysłali w tej sprawie oficjalne pismo).
Tymczasem przesyłam video-korespondencje wybitnego specjalisty młodego pokolenia od spraw Birmy (mamy takich!) Michała Lubiny, prosto z Rangunu, gdzie obserwuję on toczącą się właśnie kampanie wyborczą i zmiany zachodzące w tym kraju: