Czyli o tym, że przy okazji Papieżowi, co papieskie
REKLAMA
Głód. Słowo, które większości rodaków kojarzy się dzisiaj głównie z reklamami pewnego jogurtu, jak mało co związane jest z historią Rosji. Imperium Romanowów - nazywane spichlerzem Europy, w praktyce było krainą chciwych eksporterów mało zważających na to jak radzili sobie chłopi w okresach niskich plonów. Te zaś trafiały się z morderczą systematycznością tym bardziej, że istotna część areałów ówczesnej Rosji znajdowała się w strefie upraw ryzykownych, gdzie produkcja rolna była prawdziwą loterią. Niedobory ziarna w dumnym z eksportu kraju, wypełniał głód. Choć w praktyce mniej straszny niż jego historyczne opisy, skutecznie zapisywał się w pamięci chłopstwa po dziś dzień otaczającego niemal nabożną czcią chleb. Niemniej najbarwniej opisywany (w tym przez Tołstoja) „carski głód” w latach 1861-62 pochłonął życie ponad 500 tysięcy poddanych rodziny Romanowów.
O ile niedobory uzupełniły się szybko (Rosja miała wówczas jedne z najwyższych wskaźników przyrostu naturalnego), pamięć o głodzie stała się podwaliną rewolucji 1905 roku. Nie inaczej było 12 lat później: armia chłopów w mundurach straciła chęć do walki, gdy ich bliscy umierali w chałupach z głodu. Choć władzę bolszewików miał legitymizować sojusz robotniczo-chłopski, tych pierwszych było jednak jak na lekarstwo. Wojnę domową rozgrywali pomiędzy sobą chłopi: przez Białych i Czerwonych traktowani jako mięso armatnie. Choć przyjmuje się, że w zwycięstwie pomogła Czerwonym kalkulacja Józefa Piłsudskiego (Biali nie chcieli słyszeć o niepodległej Polsce), w praktyce rzadko wspomina się o olbrzymiej pomocy żywnościowej z USA. Dzięki Russian Famine Relief Act do Rosji trafiła pomoc za 20 milionów dolarów, ale… za jej dystrybucję odpowiedzialny był wyłącznie rząd bolszewików! Choć w teorii pomoc miała służyć obaleniu ich władzy, w praktyce pozwoliła ją skutecznie ugruntować. Na temat przyczyn udzielenia owej pomocy powstało kilka opracowań, które zgodne są w jednej kwestii: dla wpływowych kół finansowych w USA carska Rosja… była wrogiem. Za sprzymierzeńca uważano rodzący się socjalizm.
Sympatyków zza oceanu towarzysz Lenin nieco zawiódł, ale to temat na zupełnie inny post. Faktem pozostaje, że NEP przez politycznych akolitów wodza uważany za krok w tył, w praktyce stanowił krok we właściwym kierunku. Wódz rewolucji nie tracił jednak z oka zasadniczych celów a poluzowanie linii partii dotyczyło wyłącznie rolnictwa i usług. Ponieważ kontyngenty i rekwizycje zastąpił podatek rolny i dostawy darmowego ziarna pod zasiewy, powojenna odbudowa kraju nabrała tempa. Jak zauważył jednak Josif Wissarionowicz Dżugaszwili: miłość chłopów do nowej władzy okazała się wyjątkowo letnia i w każdej chwili mogła zamienić się w nienawiść. Dlatego też kmieci uważał za element samodzielny i niebezpieczny; ich samopoczucie zależało przecież od pogody podczas, gdy robotnicy byli w całości zdani na partię. Krwawą miarą przekonań następcy Lenina był kolejny atak głodu - tym razem zaprogramowany z diabelską premedytacją. Miliony chłopów na Ukrainie oddały życie za zwycięstwo stalinowskiej wersji socjalizmu.
Mimo jej triumfu w życiu chłopów wiele się nie zmieniło. II Wojna Światowa przyniosła kolejny głód a jej zakończenie przyspieszenie industrializacji i drastyczne racjonowanie żywności. Co ciekawe, równolegle ZSRR prowadził politykę wspierania bratnich krajów… dostawami ziarna. Sytuacja zmieniła się diametralnie wraz z nadejściem Nikity Chruszczowa i tu na scenie pojawili się… Amerykanie. Precyzyjnie Roswell Garst - amerykański obszarnik i hodowca kukurydzy, który wspólnie z towarzyszem Pierwszym Sekretarzem wprowadził kukurydzę do sowieckiej Rosji. Nie było to posunięcie głupie a wraz z hasłem masowego zagospodarowywania nieużytków doprowadziło do prawdziwej eksplozji w produkcji rolnej. Choć planowanego w 1954 roku wzrostu o 43 milionów hektarów ziemi uprawnej nie zrealizowano, to osiągniecia w pierwszych latach były naprawdę imponujące. Dzięki wielkiej mobilizacji ludzi, sprzętu i kapitału skokowo zwiększono powierzchnię upraw a tym samym zbiory. W 1956 roku zebrano ponad 125 ml ton zbóż podwajając wcześniej osiągane dotąd rezultaty. Poparcie dla Genseka sięgnęło zenitu a traktory orały już nie tylko stepy Kazachstanu, ale także rozmarznięte obszary bliskiej Syberii. Choć dzisiaj się o tym nie lubi pamiętać, to właśnie za Chruszczowa dokonał się pierwszy wielki skok jakości życia w socjalistycznym raju, czego dowodem są zamieszkanie po dziś dzień „chruszczewki” - liche bloki, które dały dach nad głowom milionom ludzi radzieckich. U progu kolejnej dekady Związek Radziecki wyszedł z niedożywienia i po raz pierwszy w swej historii realnie eksportował nadwyżki. W głowie towarzysza Pierwszego Sekretarza lęgły się rozmaite pomysły, których realizacja pasowała do zupełnie innej epoki. Wbrew twardogłowym zdecydował się na wyprowadzenie Armii Czerwonej z Austrii, doprowadził do redukcji armii o 1/3 (potrzebował robotników do kołchozów) a co więcej zafundował Chinom coś co po dziś dzień uchodzi za największy w historii świata transfer technologii. Miłość radziecko-chińska zaszła tak daleko, że niewiele brakowało a przypieczętowałaby ją bomba atomowa. Do tego transferu jednak nie doszło. Na przeszkodzie stanęły ambicje Mao i… polityka Chruszczowa, który namiętnie korzystał ze zboża jako elementu radzieckiej ekspansji.
Zmierzch ambitnego Genseka, który zdołał wysłać pierwszego człowieka w kosmos (Wostok 1) i zestrzelić samolot na, zdaniem Waszyngtonu, bezpiecznym pułapie (U2), wyznaczyły dwa kolejne lata suszy a raczej będące ich skutkiem niepokoje społeczne. Uśmierzono je co prawda wojskiem i pierwszym w historii ZSSR importem ziarna z Zachodu, ale... nie zatrzymało to już parowozu dziejów. Na moskiewskim tronie zasiadł Leonid Breżniew a wraz z nim rozpoczęła się era… wspaniałych amerykańsko-radzieckich kontraktów zbożowych, z których jeden przeszedł do historii jako Great Grain Robbery.
Otóż w 1972 roku - w szczycie wojny wietnamskiej, USA sprzedały ZSRR 10 milionów ton ziarna… po subsydiowanych cenach
