Jacek Santorski w książce „Dobre życie”, powołał się na badania, które wskazują, że ponad 20 proc. dorosłych Polaków przyjmuje bierną postawę wobec losu. Niezaradność życiowa to przyjmowanie postawy przepełnionej mentalnością ofiary. Postawa ofiary losu wynika z ciągłego narzekania, obwiniania się i obciążania się odpowiedzialnością także za cudze grzechy, winy i uchybienia. Gdy człowiek przeżywa poczucie winy za wszystko i wszystkich to buduje w sobie reaktywność, bezradność i bezsilność. Ofiarą losu może być zarówno wykształcony, kulturalny erudyta jak i zwyczajny, statystyczny obywatel.

REKLAMA
Wykształceni i niezaradni w świetle slangu i dialektu
W polskim żargonie i slangu językowym jest wielki repertuar oraz różnorodność określeń wskazujących na tak zwane ofiary losu. Któż nie słyszał takich przezwisk i epitetów jak fajtłapa, gamoń, safanduła czy fujara losu.
Bycie ofermą, gapą i niezdarą to bardzo przykra i bolesna rzecz dla osób życiowo niezaradnych. Polska bogata gwara połączona z wielką maestrią, wirtuozerią i wyobraźnią językową mocno biczuje i chłosta ofiary losu określeniami takimi jak łamaga, niemota czy sierota. Przysłowia również nie są łaskawe dla typowego niedorajdy i ślamazary.
Żeby nie być gołosłownym i nie bełkotać jak przysłowiowe „ciele na niedzielę” postanowiłem przytoczyć jedno konkretne i wyraziste przysłowie, które potępia wykształcone ofiary losu tym oto szorstkim oraz obelżywym określeniem brzmiącym: „Szkolony, uczony a gamoń pierd….y”
Naukowa wzmianka o ofiarach losu
Nie chciałbym być tak zwaną intelektualną „trąbą jerychońską” więc odniosę się do naukowego aspektu związanego z tematyką dotyczącą życiowych nieudaczników. No cóż… zaczniemy od tak zwanych mamisynków i małych księżniczek. Są to określenia dzieci, które doświadczyły rodzicielskiej nadopiekuńczości. Amerykanie mówią, że takie osoby są ofiarami swoich opiekunów.
Rodziców określają językowym slangiem brzmiącym „helicopter parents”. Nadopiekuńczy rodzice krążą nad swoimi dziećmi jak śmigłowiec ratunkowy. Badacze z USA otwarcie mówią o epidemii rodzicielskiej nadopiekuńczości. Z ich najnowszych badań wynika, że nadopiekuńczość staje się jedną z głównych przyczyn problemów młodzieży wchodzącej w dorosłe życie.
Ireny Kornatowska - założycielka Fundacji Dzieci Niczyje, na łamach czasopisma Niebieska Linia pisała przed wieloma laty, że nadopiekuńczość mieści się w kategorii niezamierzonego krzywdzenia młodego człowieka. Według wspomnianej autorki przyczyniają się do tego matki o osobowości neurotycznej, które cechuje wysoki poziom lęku. Są one niepewne swoich kompetencji macierzyńskich a niepewność i lęk kompensują nadmierną opieką nad dzieckiem.
Słowa mają moc sprawczą
No cóż, przyczyn życiowej niezaradności na pewno może być więcej niż tylko rodzicielska nadopiekuńczość. Zarówno rodzicielski parasol ochronny jak i rodzicielski słowny krytycyzm może wychować życiowe fujary, ciamajdy i niedołęgi. Słowa i językowe maniery mają wielką moc sprawczą. To one potrafią stworzyć z człowieka przysłowiowe „cielę na niedzielę” lub życiowego czempiona, charyzmatycznego lidera czy arcymistrza. Słowa aranżują i szkicują przyszłe działania, zachowania i kroki człowieka. Destrukcyjne słowa opiekunów i nauczycieli, burzą, rujnują i zabijają marzenia i niweczą wzloty i sukcesy.
To słowa i werbalne komunikaty kreują przyszłych zwycięzców lub przegranych. Więc zanim określimy kogoś mianem łamagi lub ciemięgi to zastanówmy się kilka razy. Pomiędzy sformułowaniami takimi jak „dasz radę” a „dupa wołowa” jest ogromna przepaść i gigantyczna czeluść, która wykreuje albo życiowych laureatów i triumfatorów lub trąby jerychońskie i kaleki życiowe.
No cóż wielu rodziców uważa się za doskonałych i uczonych opiekunów, wychowawców oraz mentorów życiowych. Życie jest jednak życiem a wiecznie pouczający lub ciągle głaskający rodzic - niby uczony szkolony - a tak naprawdę to on jest jak ten przysłowiowy gamoń ………