
W wielu domach mieszkają dwie odmienne osoby. „Ktoś i Nikt”. Ktoś to zrobił i Nikt do cholery nie wie kto … Mieszkanie pod jednym dachem wymaga wielu wyrzeczeń, kompromisów i konsensusów. Utrzymywanie tych kompromisów to nie lada sztuka i często bywa tak, że współlokatorskie zgrzyty i nieporozumienia biorą górę nad zdroworozsądkowym konsensusem. Zarówno familijne oraz lokatorskie awantury i rabany, to rzecz powszednia jak chleb razowy. Ze świecą by szukać osób, które wśród osiedlowych współlokatorów nie słyszały karczemnych awantur, sprzeczek i hec na czternaście fajerek. Awanturnicze burze sublokatorów i małżeńskie pyskówki to antypatyczne pokłosie niezgodności na jakie są narażeni domownicy dzielący przestrzeń życiową pod jednym dachem.
- Moja rodzina przeżyła ostatnio katastrofę kolejową.
- Co się stało?
- Teściowa przyjechała do nas pociągiem.
Źródło: YouTube/newabrtv
