O filmach dokumentalnych, dziennikarstwie zaangażowanym i trudnościach w realizacji ambitnych produkcji rozmawiałem z Mateuszem Mularskim, reżyserem i jednym z twórców festiwalu HumanDOC.
REKLAMA
W czwartek 25 października rusza 3. Międzynarodowy Festiwal Filmów Dokumentalnych HumanDOC „Globalny Rozwój w Kinie”. Przez cztery dni w Kinotece będzie można nie tylko obejrzeć filmy poświęcone ludziom mieszkającym w krajach rozwijających się. Festiwal to także okazja do spotkań z reżyserami i dziennikarzami. O idei tego przedsięwzięcia rozmawiam z Mateuszem Mularskim, reżyserem, organizatorem festiwalu, który wraz z Urszula Laskowską oraz Domiką Springer założyli Fundację HumanDoc zrzeszającą twórców filmowych, dziennikarzy telewizyjnych oraz animatorów społecznych, których łączy wspólna idea promowania tematów społecznie zaangażowanych.
Rafał Hetman: Wrócił pan przed chwilą z akcji prowadzonej przez Amnesty International. Przeciwko czemu była zorganizowana?
Mateusz Mularski: Po godzinach jestem aktywistą warszawskiej grupy Amnesty International. Teraz AI w Polsce i na świecie prowadzi kampanię przeciwko przymusowym wysiedleniom. Chodzi o to, żeby rządy krajów nie łamały elementarnego prawa człowieka do zamieszkania i prawa do własności.
Mateusz Mularski: Po godzinach jestem aktywistą warszawskiej grupy Amnesty International. Teraz AI w Polsce i na świecie prowadzi kampanię przeciwko przymusowym wysiedleniom. Chodzi o to, żeby rządy krajów nie łamały elementarnego prawa człowieka do zamieszkania i prawa do własności.
Oprócz tego, że jest pan reżyserem filmów dokumentalnych, organizuje pan festiwal takich filmów, jest pan również społecznikiem.
Chciałbym najbardziej nazwać się filmowcem, który walczy o prawa człowieka, bo uważam się trochę za obrońcę praw człowieka.
Chciałbym najbardziej nazwać się filmowcem, który walczy o prawa człowieka, bo uważam się trochę za obrońcę praw człowieka.
Czyli dziennikarstwo zaangażowane?
Tak. Ja w ogóle zainteresowałem się filmem dlatego, że zauważyłem, że jest on bardzo dobrym i mocnym narzędziem, za pomocą którego można zmieniać rzeczywistość. Ale później oczywiście robienie filmów przerodziło się w pasję, a teraz nie są to już tylko działania społeczne, jest to mój zawód, z którego żyję.
Tak. Ja w ogóle zainteresowałem się filmem dlatego, że zauważyłem, że jest on bardzo dobrym i mocnym narzędziem, za pomocą którego można zmieniać rzeczywistość. Ale później oczywiście robienie filmów przerodziło się w pasję, a teraz nie są to już tylko działania społeczne, jest to mój zawód, z którego żyję.
Rozumiem, że festiwal HumanDOC został stworzony po to, by służyć określonej sprawie?
Tak. Osoby, które stworzyły naszą fundację i festiwal, są związane ze światem filmów dokumentalnych społecznie zaangażowanych czy też mediami społecznie zaangażowanymi. Nam po prostu brakowało takiego festiwalu, który poruszałby tematy, które wydają nam się ważne i nadawał by im kontekst. W pewien sposób informowałby i edukowałby naszych rodaków, o tym jak wygląda obecny stan świata.
Tak. Osoby, które stworzyły naszą fundację i festiwal, są związane ze światem filmów dokumentalnych społecznie zaangażowanych czy też mediami społecznie zaangażowanymi. Nam po prostu brakowało takiego festiwalu, który poruszałby tematy, które wydają nam się ważne i nadawał by im kontekst. W pewien sposób informowałby i edukowałby naszych rodaków, o tym jak wygląda obecny stan świata.
Wydaje się, że festiwale filmów dokumentalnych, takie jak Watch Docs czy Planet+ Doc poruszają podobną tematykę. Czym się różni wasz festiwal?
Nie jesteśmy festiwalem stricte zajmującym się prawami człowieka, tak jak to robi Watch Docs. Nie jesteśmy też festiwalem, który zajmuje się tylko dobrym filmem dokumentalnym, jak to robi Planet+ Doc. Jesteśmy pierwszym w Europie, a trzecim na świecie festiwalem, który zajmuje się tematyką globalnego rozwoju. To dziedzina, o której mało się mówi, mało się wie, a w ten proces społeczny są zaangażowane spore pieniądze, także podatników polskich, europejskich. Prowadzonych jest bardzo dużo projektów, inwestycji, które chcą ten świat zmienić na lepszy. A nasz festiwal ma dwa zadania. Po pierwsze opowiedzieć o tych inicjatywach. Po drugie przybliżyć ludziom problemy osób żyjących w krajach rozwijających się, kiedyś nazywanych krajami trzeciego świata, których problemy, choć nie bezpośrednio, są połączone z naszymi. Naszą ideą jest także pokazanie, że jednak żyjemy w świecie globalnej wioski, gdzie wszystkie elementy są ze sobą połączone. A to, co dzieje się kilka tysięcy kilometrów stąd, ma wpływ na nasze życie. I na odwrót: to, co dzieje się u nas, ma wpływ na to, co dzieje się w krajach rozwijających się.
Nie jesteśmy festiwalem stricte zajmującym się prawami człowieka, tak jak to robi Watch Docs. Nie jesteśmy też festiwalem, który zajmuje się tylko dobrym filmem dokumentalnym, jak to robi Planet+ Doc. Jesteśmy pierwszym w Europie, a trzecim na świecie festiwalem, który zajmuje się tematyką globalnego rozwoju. To dziedzina, o której mało się mówi, mało się wie, a w ten proces społeczny są zaangażowane spore pieniądze, także podatników polskich, europejskich. Prowadzonych jest bardzo dużo projektów, inwestycji, które chcą ten świat zmienić na lepszy. A nasz festiwal ma dwa zadania. Po pierwsze opowiedzieć o tych inicjatywach. Po drugie przybliżyć ludziom problemy osób żyjących w krajach rozwijających się, kiedyś nazywanych krajami trzeciego świata, których problemy, choć nie bezpośrednio, są połączone z naszymi. Naszą ideą jest także pokazanie, że jednak żyjemy w świecie globalnej wioski, gdzie wszystkie elementy są ze sobą połączone. A to, co dzieje się kilka tysięcy kilometrów stąd, ma wpływ na nasze życie. I na odwrót: to, co dzieje się u nas, ma wpływ na to, co dzieje się w krajach rozwijających się.
Na przykład?
W tym roku mamy filmy, które na konkretnych przykładach opowiadają o kryzysie ekonomicznym. Mówią o tym, jak do niego doszło, jaki wpływ ma na cały świat, na nas, na ludzi żyjących w krajach rozwijających się, którzy są naj bardziej narażeni na negatywne skutki kryzysu. Mamy też film, który opowiada o fawelach wenezuelskiej stolicy Caracas, gdzie istnieje bardzo duży problem z przemocą. Tam kilkadziesiąt lat temu stworzono system orkiestr symfonicznych, w których tysiące dzieci uczy się grać na różnych instrumentach. Ma to być alternatywa dla przemocy, dla gangów młodzieżowych. Jak widać, nie pokazujemy wyłącznie problemów, ale w filmach na naszym festiwalu można będzie znaleźć pewne rozwiązania, które inspirują do zmiany rzeczywistości.
W tym roku mamy filmy, które na konkretnych przykładach opowiadają o kryzysie ekonomicznym. Mówią o tym, jak do niego doszło, jaki wpływ ma na cały świat, na nas, na ludzi żyjących w krajach rozwijających się, którzy są naj bardziej narażeni na negatywne skutki kryzysu. Mamy też film, który opowiada o fawelach wenezuelskiej stolicy Caracas, gdzie istnieje bardzo duży problem z przemocą. Tam kilkadziesiąt lat temu stworzono system orkiestr symfonicznych, w których tysiące dzieci uczy się grać na różnych instrumentach. Ma to być alternatywa dla przemocy, dla gangów młodzieżowych. Jak widać, nie pokazujemy wyłącznie problemów, ale w filmach na naszym festiwalu można będzie znaleźć pewne rozwiązania, które inspirują do zmiany rzeczywistości.
Festiwal to nie tylko filmy. To także spotkania z twórcami, panele dyskusyjne, warsztaty z dziennikarzami.
Co roku staramy się, żeby ten festiwal to nie były tylko filmy, żeby całemu przedsięwzięciu nadać jakiś kontekst. Mamy kilka spotkań. W czwartek jest spotkanie z członkami Amnesty International, którzy będą opowiadać o istocie funkcjonowania organizacji. W piątek mamy panel dyskusyjny organizowany przed dr Dorotę Heidrich z Uniwersytetu Warszawskiego mówiący o pomocy rozwojowej, inwestycjach i stanie państwowości w Afryce. W sobotę mamy świetne spotkanie z Marcinem Mamoniem, moim zdaniem jednym z najciekawszych i na pewno najodważniejszych polskich reporterów wojennych, który był na wielu konfliktach w różnych rejonach świata, a niedawno wrócił z Syrii, gdzie kilka tygodni przebywał z rebeliantami. Marcin będzie nam opowiadał, jak przetrwać i zrobić film na wojnie, nie stracić materiału i wrócić całym i zdrowym. To chyba jeden z największych żyjących praktyków w Polsce, który może o tym opowiedzieć.
Co roku staramy się, żeby ten festiwal to nie były tylko filmy, żeby całemu przedsięwzięciu nadać jakiś kontekst. Mamy kilka spotkań. W czwartek jest spotkanie z członkami Amnesty International, którzy będą opowiadać o istocie funkcjonowania organizacji. W piątek mamy panel dyskusyjny organizowany przed dr Dorotę Heidrich z Uniwersytetu Warszawskiego mówiący o pomocy rozwojowej, inwestycjach i stanie państwowości w Afryce. W sobotę mamy świetne spotkanie z Marcinem Mamoniem, moim zdaniem jednym z najciekawszych i na pewno najodważniejszych polskich reporterów wojennych, który był na wielu konfliktach w różnych rejonach świata, a niedawno wrócił z Syrii, gdzie kilka tygodni przebywał z rebeliantami. Marcin będzie nam opowiadał, jak przetrwać i zrobić film na wojnie, nie stracić materiału i wrócić całym i zdrowym. To chyba jeden z największych żyjących praktyków w Polsce, który może o tym opowiedzieć.
Na 27 filmów z całego świata, które pojawią się na festiwalu, są 4 polskie. To dobrze czy źle?
To bardzo źle. W Polsce robi się bardzo mało filmów, które chociaż zahaczają o tematykę rozwojową, o tematykę krajów trzeciego świata. Nie wiem, dlaczego tak jest, być może ze względów ekonomicznych, być może nie ma na to zapotrzebowania na rynku medialnym . Mieliśmy już nawet plan, żeby na festiwalu zrezygnować z kategorii polskiej, ale jednak zależy nam na tym, żeby propagować tą tematykę i inspirować młodych twórców. Dlatego postanowiliśmy wyszukać chociaż kilka polskich filmów i jeden z nich wyróżnić nagrodą. Ja jako pasjonat uważam, że ważne jest, żeby robić filmy na tematy związane z globalnym rozwojem i chciałbym, żeby powstawało ich więcej.
To bardzo źle. W Polsce robi się bardzo mało filmów, które chociaż zahaczają o tematykę rozwojową, o tematykę krajów trzeciego świata. Nie wiem, dlaczego tak jest, być może ze względów ekonomicznych, być może nie ma na to zapotrzebowania na rynku medialnym . Mieliśmy już nawet plan, żeby na festiwalu zrezygnować z kategorii polskiej, ale jednak zależy nam na tym, żeby propagować tą tematykę i inspirować młodych twórców. Dlatego postanowiliśmy wyszukać chociaż kilka polskich filmów i jeden z nich wyróżnić nagrodą. Ja jako pasjonat uważam, że ważne jest, żeby robić filmy na tematy związane z globalnym rozwojem i chciałbym, żeby powstawało ich więcej.
Może problem nie leży w tematyce filmów. Jest kryzys i telewizje nie chcą płacić za wyjazdy dziennikarzy, stawiają na tańsze produkcje i programy, które są łatwiejsze w odbiorze. Tabloidyzacja postępuje.
Po pierwsze telewizje się komercjalizują. Nawet telewizja publiczna, mimo że z nazwy misyjna, z różnych względów i politycznych, i finansowych też się komercjalizuje. A według ludzi, którzy decydują, jakie filmy powstają, na takie tematy nie ma zapotrzebowania. Popyt jest na programy łatwe, konsumowalne dla każdego: i dla jakieś pani kucharki i dla intelektualisty. Szuka się takich tematów pośrednich, które każdy kupi. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że sam jestem jednym z takich filmowców, który szuka pieniędzy na filmy, zainteresowania ambitnym tematem i często słyszę od redaktorów, że na tematy związane z rozwojem nie ma popytu. Nawet jeśli redaktor przyznaje, że pomysł mu się podoba, mówi, że nikt tego nie kupi. A jeśli już ktoś zdecydowałby ewentualnie dać pieniądze na jakiś film o kraju rozwijającym się, to musiałby to być tzw. mocny temat np. o wojnie, gdzie pojawiają się trupy.
Po pierwsze telewizje się komercjalizują. Nawet telewizja publiczna, mimo że z nazwy misyjna, z różnych względów i politycznych, i finansowych też się komercjalizuje. A według ludzi, którzy decydują, jakie filmy powstają, na takie tematy nie ma zapotrzebowania. Popyt jest na programy łatwe, konsumowalne dla każdego: i dla jakieś pani kucharki i dla intelektualisty. Szuka się takich tematów pośrednich, które każdy kupi. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że sam jestem jednym z takich filmowców, który szuka pieniędzy na filmy, zainteresowania ambitnym tematem i często słyszę od redaktorów, że na tematy związane z rozwojem nie ma popytu. Nawet jeśli redaktor przyznaje, że pomysł mu się podoba, mówi, że nikt tego nie kupi. A jeśli już ktoś zdecydowałby ewentualnie dać pieniądze na jakiś film o kraju rozwijającym się, to musiałby to być tzw. mocny temat np. o wojnie, gdzie pojawiają się trupy.
Mieszkał pan i pracował w USA. Za granicą jest inaczej?
Tam jest inaczej, bo i rynek jest większy i większe są pieniądze, ale też nie jest idealnie. Mam sporo znajomych w Anglii, którzy współpracują z BBC i wszyscy narzekają. Na pewno jest to jakiś rykoszet kryzysu. Wszystkim się pogorszyło i tu w Polsce i na Zachodzie, ale generalnie tam jest dużo lepiej. Na przykład Wielka Brytania to kraj postkolonialny i ludzie tam są bardziej zainteresowani tym, co się dzieje po drugiej stronie świata niż nasi redaktorzy w Polsce. Zauważam taką tendencję, że na zachodzie dobry film dokumentalny, nagrodzony na jakimś festiwalu, bardzo rzadko porusza tematy lokalne, zwykle jest to mocny film poruszający tematykę praw człowieka. U nas tematy społecznie zaangażowane nie kojarzą się z filmem dokumentalnym. Nawet jeśli temat jest dokumentalny, traktowany jest raczej jako telewizja, jako coś jakby gorszego gatunku. U nas łatwiej jest dostać pieniądze na zrobienie filmu o jakimś artyście, który dajmy na to żyje w Albanii i jest ciekawą postacią niż na film, który opowiada o dużym problemie w tym kraju. Na Zachodzie jest inaczej, tam kino społecznie zaangażowane jest traktowane jako kino dokumentalne.
Tam jest inaczej, bo i rynek jest większy i większe są pieniądze, ale też nie jest idealnie. Mam sporo znajomych w Anglii, którzy współpracują z BBC i wszyscy narzekają. Na pewno jest to jakiś rykoszet kryzysu. Wszystkim się pogorszyło i tu w Polsce i na Zachodzie, ale generalnie tam jest dużo lepiej. Na przykład Wielka Brytania to kraj postkolonialny i ludzie tam są bardziej zainteresowani tym, co się dzieje po drugiej stronie świata niż nasi redaktorzy w Polsce. Zauważam taką tendencję, że na zachodzie dobry film dokumentalny, nagrodzony na jakimś festiwalu, bardzo rzadko porusza tematy lokalne, zwykle jest to mocny film poruszający tematykę praw człowieka. U nas tematy społecznie zaangażowane nie kojarzą się z filmem dokumentalnym. Nawet jeśli temat jest dokumentalny, traktowany jest raczej jako telewizja, jako coś jakby gorszego gatunku. U nas łatwiej jest dostać pieniądze na zrobienie filmu o jakimś artyście, który dajmy na to żyje w Albanii i jest ciekawą postacią niż na film, który opowiada o dużym problemie w tym kraju. Na Zachodzie jest inaczej, tam kino społecznie zaangażowane jest traktowane jako kino dokumentalne.
Tymczasem czeka nas już trzecia edycja HumanDoc, więc chyba będzie dobrze.
Zbieramy filmy z całego świata, ale muszę przyznać, że w tym roku było trudniej. Widać, że kryzys ekonomiczny odbija się nawet na kinematografii światowej, ale z drugiej strony są te filmy, powstają dobre produkcje, jesteśmy w stanie je wyłowić i dajemy możliwość polskiemu widzowi zobaczyć je na naszym festiwalu. Mam nadzieję, że w tym roku każdy znajdzie dla siebie coś dobrego.
Zbieramy filmy z całego świata, ale muszę przyznać, że w tym roku było trudniej. Widać, że kryzys ekonomiczny odbija się nawet na kinematografii światowej, ale z drugiej strony są te filmy, powstają dobre produkcje, jesteśmy w stanie je wyłowić i dajemy możliwość polskiemu widzowi zobaczyć je na naszym festiwalu. Mam nadzieję, że w tym roku każdy znajdzie dla siebie coś dobrego.
