Dziennikarstwo się zmienia. Musi się zmienić, żeby przetrwać w świecie nowych technologii i nowych przyzwyczajeń czytelników. Zmienić się musi także dystrybucja treści. W przyszłości nie będziemy kupować całych gazet z mnóstwem artykułów, które nas nie interesują. Będziemy wybierać pojedyncze teksty i płacić za nie kilkanaście groszy.

REKLAMA
Do napisania tego artykułu zainspirował mnie jeden z internautów, z którym wdałem się w dyskusję pod jednym z wpisów na tym blogu: Kryzys w mediach. Czas na rewolucję.
Czy zawsze czytacie swoją ulubioną gazetę od deski do deski? Ja nigdy. Zawsze wybieram kilka ciekawych artykułów, a resztę omijam. Wychodzi na to, że przynajmniej połowa z wydanej na gazetę sumy idzie w błoto. Tracę ja i poniekąd traci wydawca, który moją nieprzeczytaną połowę mógłby sprzedać komuś innemu (mógłby też zaoszczędzić na druku i na papierze, gdyby dostarczył mi tylko artykuły, które przeczytam).
Zamiast całej gazety, kupię kilka kartek

Ten problem znika w sieci, gdzie niczego nie trzeba drukować, a pojedynczy numer gazety można podzielić na poszczególne artykuły. Niestety w wielu przypadkach wydawcy nie korzystają z takiej możliwości i sprzedają mi pełne wydanie gazety.
W Polsce nie powstał jeszcze żaden odpowiednio duży system, w ramach którego można byłoby kupić pojedyncze artykuły ze swojego ulubionego pisma. W przypadku systemu „Piano” płacimy nie tylko za dostęp do treści wybranej gazety, lecz także za odblokowanie tekstów z kilkudziesięciu tytułów. Jeżeli kupuję coś w Piano, jako mieszkaniec Warszawy płacę za dzienniki lokalne z Wybrzeża, Lubelszczyzny czy Śląska.
Podobnie jest w przypadku systemu płatności za treści, który wprowadziła Presspublika. Tam też mamy do dyspozycji wykupienie pakietu artykułów, a nie pojedynczego tekstu.
Wydaje mi się, że możliwość kupowania pojedynczych tekstów nie tylko zadowoliłaby czytelników, jednocześnie wpłynęłaby także na jakość dziennikarstwa i poszczególnych artykułów. Ale są też pewne zagrożenia.
Artykuł za 13 groszy
Po pierwsze czytelnik mógłby za grosze kupić pojedynczy artykuł, który go interesuje. Skoro np. papierowy numer „Polityki” kosztuje 5 zł, a elektroniczna wersja gazety w sklepie Nexto 4 zł, a w każdym numerze pojawia się około 30 artykułów, to koszt jednego tekstu powinien wynosić 16 – 13 groszy! Sam za dobry reportaż byłbym wstanie zapłacić nawet zawrotną sumę 2 złotych.
Czy taki system zmieniłby oblicze dziennikarstwa, jakie znamy? Gdyby był powszechny, to zapewne tak. Autorzy musieliby zwracać większą uwagę na swoich czytelników, na ich opinie i uwagi. Teksty mogłyby zyskać na wartości, mogłyby się stać bardziej merytoryczne, bo poszczególni dziennikarze podjęliby zapewne walkę o czytelników, a taka konkurencja mogłaby wpłynąć pozytywnie na jakość tekstów.
Jednak w pewnym momencie wielka chęć zdobycia jak największej publiczności mogłaby się przyczynić do spłycenia treści i ich tablodyizacji. Ale to już problem wydawcy, który musiałby czuwać na jakością treści powstających pod szyldem danej gazety.
Płacenie za pojedyncze artykuły stworzyłoby także możliwości dla freelancerów i blogerów, którzy mogliby, z pominięciem redakcji, zarabiać na swoich tekstach. Co mogłoby się przełożyć na zwiększenie przychodów.
Już teraz znani dziennikarze, którzy prowadzą swoje blogi (głównie w USA), zarabiają dzięki reklamom, które wyświetlają na swoich stronach. Wprowadzenie płatnych lub częściowo płatnych treści sprawiłoby, że powstałby nowy typ dziennikarza-freelancera niezwiązanego z żadną redakcją, publikującego wyłącznie w sieci dla grupy swoich stałych odbiorców. Oczywiście odbiorców musiałoby być dużo. Ale jest to całkowicie wykonalne.
Ludzie czytają inaczej
Sprzedaż pojedynczych artykułów jest potrzebna, ponieważ zmieniają się przyzwyczajenia czytelników. Dziś ludzie oczekują, że szybko dostaną to, czego im akurat potrzeba. Jeżeli ktoś chce przeczytać artykuł o zwyczajach godowych pingwinów, nie szuka w internecie portalu o zwierzętach, tylko od razu wpisuje do wyszukiwarki frazę „zwyczaje godowe pingwinów”.
Jeżeli o pingwinach pisała „Gazeta Wyborcza”, a artykuł znajduje się w systemie Piano, użytkownik będzie musiał zapłacić 19,90 zł za dostęp do wszystkich treści w Piano, a nie za jeden artykuł, który go interesuje. Sam zrezygnowałbym z zakupu, nawet gdyby pingwiny były moją pasją.
Czytelnik oczekuje, że na jego komputer albo tablet będą dostarczane informacje spersonalizowane, odpowiadające jego gustom. Jeżeli takie zostaną mu zaproponowane, na pewno będzie on w stanie za nie zapłacić więcej niż za pakiet różnych tekstów.
Ktoś powie: a gdzie tu rozwój intelektualny, poszerzanie horyzontów? Fakt. Numer gazety, który otrzymujemy od wydawców, jest bardzo często, choć nie zawsze, czymś więcej niż tylko zbiorem artykułów. Jest przesłaniem, deklaracją światopoglądową, jaką wydawca i autorzy chcą się podzielić z czytelnikiem. Kupowanie gazety w całości może rozwijać. Sam wiele razy przeczytałem w papierowym wydaniu artykuł, w który nigdy nie kliknąłbym w sieci. To niewątpliwy plus czytania pełnych wydań.
Jeżeli kogoś interesuje ten temat i chciałby przeczytać o tym, kto może zyskać, a kto stracić na wprowadzeniu płatnych treści, zapraszam na moją stronę: rafalhetman.pl.