W niedzielę w nocy wandale zdemolowali łódzkie zoo. Ze stresu związanego z ich wybrykami padły dwie żyrafy. Media od kilku dni żyją tym wydarzeniem. Nawet w dzisiejszej prasie można znaleźć artykuły zatytułowane „Zbierają na nową żyrafę do łódzkiego zoo”, „U nas w zoo wciąż bez kamer”. Na łódzkich ulicach nie milkną rozmowy o losie żyraf. To zrozumiałe. Żyrafy zostały skrzywdzone, społeczeństwo to zauważyło, potępiło i chce naprawienia szkody. Kupmy zatem nową żyrafę, ukarzmy wandali, zainstalujmy monitoring i wszystko będzie w porządku. Znów będziemy mogli pójść do zoo, podziwiać piękne, dzikie zwierzęta, spokojni, że nikt ich w nocy nie przestraszy. Mało kto zastanawia się, czy nowy zakup będzie się dobrze czuł w ciasnym pomieszczeniu lub na małym wybiegu. W kraju, którego klimat jest zupełnie niedostosowany do fizjologicznych potrzeb egzotycznych ssaków. Przy okazji sprawy łódzkich żyraf warto zastanowić się nad szerszym problemem trzymania dzikich zwierząt w polskich ogrodach zoologicznych. Czy w XXI wieku nie przyszła pora na zrewidowanie poglądów na rolę zoo?
Nie twierdzę, że takie miejsca jak łódzkie zoo powinny przestać istnieć. Ale twierdzę, że powinny zmienić swój charakter. Nie służyć rozrywce, tylko ochronie i rozmnażaniu tych zwierząt, które są zagrożone wyginięciem. Tylko tych. O innych wystarczy poczytać, zobaczyć je na zdjęciach, na filmie, nawet trójwymiarowym, ale pokazującym je w naturalnym środowisku lub na wybiegach naprawdę dostosowanych do ich potrzeb. Twierdzę, że w polskich warunkach klimatycznych stworzenie takich warunków dla żyraf nie jest możliwe. A na pewno nie w łódzkim zoo, nawet gdyby jego obszar powiększył się kilkukrotnie.
