W niedzielę w nocy wandale zdemolowali łódzkie zoo. Ze stresu związanego z ich wybrykami padły dwie żyrafy. Media od kilku dni żyją tym wydarzeniem. Nawet w dzisiejszej prasie można znaleźć artykuły zatytułowane „Zbierają na nową żyrafę do łódzkiego zoo”, „U nas w zoo wciąż bez kamer”. Na łódzkich ulicach nie milkną rozmowy o losie żyraf. To zrozumiałe. Żyrafy zostały skrzywdzone, społeczeństwo to zauważyło, potępiło i chce naprawienia szkody. Kupmy zatem nową żyrafę, ukarzmy wandali, zainstalujmy monitoring i wszystko będzie w porządku. Znów będziemy mogli pójść do zoo, podziwiać piękne, dzikie zwierzęta, spokojni, że nikt ich w nocy nie przestraszy. Mało kto zastanawia się, czy nowy zakup będzie się dobrze czuł w ciasnym pomieszczeniu lub na małym wybiegu. W kraju, którego klimat jest zupełnie niedostosowany do fizjologicznych potrzeb egzotycznych ssaków. Przy okazji sprawy łódzkich żyraf warto zastanowić się nad szerszym problemem trzymania dzikich zwierząt w polskich ogrodach zoologicznych. Czy w XXI wieku nie przyszła pora na zrewidowanie poglądów na rolę zoo?

REKLAMA
Historia ogrodów zoologicznych sięga czasów sprzed naszej ery. Były zakładane, by cieszyć oko władców lub szerszej publiczności. Wizyta w ogrodzie zoologicznym miała też walory edukacyjne. Można było pokazać dziecku, jak wygląda fauna innych krajów. Na ogół podczas rodzinnych wizyt nie zastanawiano się nad losem lwów, tygrysów, żyraf trzymanych w ciasnych klatkach lub na sezonowych wybiegach. Czy jednak w XXI wieku cały czas mamy prawo męczyć zwierzęta trzymając je na tak małych przestrzeniach w imię dostarczania niedzielnej rozrywki lub nawet w celach edukacyjnych? Uważam, że nie.
Moja sześcioletnia córka nie była jeszcze w zoo i nie mam poczucia, by mało wiedziała o dzikich zwierzętach. Dowiaduje się o nich z rozmów z rodzicami, ze zdjęć i z wielu wartościowych filmów przyrodniczych, ukazujących dzikie zwierzęta na wolności, w ich naturalnym środowisku. Może i coś straciła w porównaniu z rówieśnikami, którzy widzieli tygrysy i żyrafy zamknięte w klatkach lub na małych wybiegach. Ale myślę, że zyskała coś więcej w trakcie długich dyskusji na temat traktowania zwierząt przez ludzi, na temat zoo, cyrków oraz sposobów zabijania drobiu, świń i krów, które potem trafiają na nasze talerze.
Antropocentryzm polskiego społeczeństwa w podejściu do zwierząt nie przestaje mnie zadziwiać. Zginęły dwie żyrafy. To straszne, wiem. W związku z tym trzeba jak najszybciej poruszyć serca rzeszy Polaków by wpłacili odpowiednią kwotę i wypełnili w ten sposób pustkę w naszych sercach za pomocą nowego eksponatu za 25 tysięcy euro. Będziemy znów mogli cieszyć się niedzielnymi popołudniami w ogrodzie zoologicznym, nie zastanawiając się, jak czują się zwierzęta za kratkami.
Nie twierdzę, że takie miejsca jak łódzkie zoo powinny przestać istnieć. Ale twierdzę, że powinny zmienić swój charakter. Nie służyć rozrywce, tylko ochronie i rozmnażaniu tych zwierząt, które są zagrożone wyginięciem. Tylko tych. O innych wystarczy poczytać, zobaczyć je na zdjęciach, na filmie, nawet trójwymiarowym, ale pokazującym je w naturalnym środowisku lub na wybiegach naprawdę dostosowanych do ich potrzeb. Twierdzę, że w polskich warunkach klimatycznych stworzenie takich warunków dla żyraf nie jest możliwe. A na pewno nie w łódzkim zoo, nawet gdyby jego obszar powiększył się kilkukrotnie.
Zamiast wizyty w pobliskim zoo, warto pomyśleć o pokazaniu dziecku warunków, w jakich żyją rodzime zwierzęta, zanim trafią na nasze stoły. Zapewniam, że widok kur trzymanych w ciasnych klatkach na długo zapadnie maluchom w pamięć, a i nam dorosłym pozwoli na szersze spojrzenie na los zwierząt. Bo zwierzęta, to nie tylko żyrafy, słonie, tygrysy, psy i koty, które w naszych sercach mają stałe miejsce. To również kury, świnie i krowy, trzymane często w fatalnych warunkach, w oczekiwaniu na spełnienie zaszczytnej roli w życiu człowieka.
Żeby było jasne: nie jestem wegetarianinem ani przeciwnikiem zabijania zwierząt w celach konsumpcyjnych. Ale nie podoba mi się sposób traktowania ich przez człowieka, zanim trafią na nasze talerze. Sam miałem szczęście w dzieciństwie jeździć do dziadków mieszkających na wsi. Widziałem kury trzymane na nieogrodzonym podwórku. Mogłem z bliska obserwować ich zachowanie. Czasem któraś trafiała na nasz stół, ale mam pewność, że wcześniej żyła w dobrych warunkach. Nieprzymuszana wracała na noc do kurnika, choć niekiedy wybierała kurnik sąsiada. Był wtedy zwyczaj, że sąsiad płacił za kurę, która zostawała u niego na stałe. Takich kur na pewno nie ma na miejskich stołach, a i na wsiach chów tego typu jest dziś rzadkością.
Wolałbym, aby moje dzieci mogły w ogrodzie zoologicznym zobaczyć zwierzęta żyjące w środowisku dostosowanym do ich potrzeb. Żeby mogły spotkać tam ludzi pomagających zagrożonym wyginięciem gatunkom. Inne zwierzęta mogą zobaczyć na zdjęciach, filmach lub podczas przyszłych podróży do krajów, w których mają odpowiednie warunki do życia. Dlatego trzymam kciuki za to, by kolejna żyrafa nie trafiła do Łódzkiego Ogrodu Zoologicznego, nawet jeśli stworzymy system monitoringu zapobiegający aktom wandalizmu. Zoo to nie jest dobre miejsce dla żyraf i dla wielu innych zwierząt tam trzymanych.