Prawie każdy już wie, że dyrektorka poznańskiego teatru Ewa Wójciak nazwała papieża ch...m. Wczoraj prezydent Poznania wręczył jej naganę za to, że publicznie użyła słowa ”w wulgarny sposób oceniającego i oskarżającego zwierzchnika Kościoła katolickiego i głowę państwa Watykan". Rzecznik prasowy prezydenta Paweł Marciniak dodał, że "postępowanie Wójciak jest także naruszeniem kodeksu pracy, który zobowiązuje pracowników do dbania o dobro zakładu pracy". Tak oto papież Franciszek został "dobrem zakładu pracy". Myślę, że jest to nieco przedmiotowe potraktowanie głowy Kościoła, ale nie o tym chcę pisać. Zastanawia mnie, czy wręczenie nagany Wójciak oznacza, że pracodawcy mogą karać pracowników naganą, a może nawet zwolnieniem, za nazwanie kogoś niecenzuralnym słowem poza godzinami pracy?
Kiedy dawali naganę dyrektorce teatru, nie protestowałem. Nie byłem przecież dyrektorem.
Kiedy zwolniono mnie z pracy za wyrażane poglądy, nikt nie protestował. Wszyscy przyzwyczaili się, że to normalne.
