Prawie każdy już wie, że dyrektorka poznańskiego teatru Ewa Wójciak nazwała papieża ch...m. Wczoraj prezydent Poznania wręczył jej naganę za to, że publicznie użyła słowa ”w wulgarny sposób oceniającego i oskarżającego zwierzchnika Kościoła katolickiego i głowę państwa Watykan". Rzecznik prasowy prezydenta Paweł Marciniak dodał, że "postępowanie Wójciak jest także naruszeniem kodeksu pracy, który zobowiązuje pracowników do dbania o dobro zakładu pracy". Tak oto papież Franciszek został "dobrem zakładu pracy". Myślę, że jest to nieco przedmiotowe potraktowanie głowy Kościoła, ale nie o tym chcę pisać. Zastanawia mnie, czy wręczenie nagany Wójciak oznacza, że pracodawcy mogą karać pracowników naganą, a może nawet zwolnieniem, za nazwanie kogoś niecenzuralnym słowem poza godzinami pracy?

REKLAMA
Nie jestem prawnikiem, ale jestem pracodawcą i nigdy nie przeszło mi przez myśl, by interesować się tym, co kto powiedział poza pracą. A już tym bardziej nie posłużyłbym się taką informacją w celu decydowania o pozycji zawodowej moich podwładnych.
Nie chcę zagłębiać się w to, czy wypowiedź Ewy Wójciak była dobra czy zła, obraźliwa czy nie. Wiem, że padła ona poza godzinami jej pracy, na prywatnym koncie w portalu społecznościowym. I dlatego nie powinno to mieć nic wspólnego z jej życiem zawodowym. Jeśli wypowiedź Ewy Wójciak kogoś obraziła, to można jej wytoczyć proces, złożyć doniesienie do prokuratury, co zresztą już ktoś skwapliwie uczynił. Ale słowa Wójciak nie miały nic wspólnego z wykonywaną przez nią pracą, nie powinny więc być podstawą do udzielania jej nagany lub wyciągania jakichkolwiek konsekwencji zawodowych. Nie powinny, a jednak są.
Jeśli prezydent Poznania ma rację i istnieją podstawy prawne, aby wyciągać konsekwencje zawodowe wobec Wójciak, to jest to sygnał dla innych pracodawców, że będą mogli szykanować swoich podwładnych za poglądy. Jest to informacja także dla pracowników, przede wszystkim zatrudnionych w budżetówce, że nie mogą swobodnie wyrażać swoich opinii. Nie tylko w pracy, ale i poza nią.
Ewa Wojciak zapowiada odwołanie się od decyzji prezydenta. Jeśli ten ją podtrzyma, pozostanie jej zwrócenie się do sądu pracy. Mam nadzieję, że tak się stanie i sąd potwierdzi, że pracownicy mają życie prywatne. Bo jeśli ani w pracy ani poza nią nie można wyrażać swoich poglądów, to czy w ogóle mamy w Polsce wolność słowa? A jeśli mamy, to kiedy? Chyba tylko w snach możemy swobodnie wyrażać własne opinie. O ile oczywiście nie zdrzemniemy się gdzieś w miejscu publicznym i nie wymsknie nam się przez sen jakieś niecenzuralne słowo. A może lepiej w ogóle nie mieć poglądów? Wtedy na pewno będziemy mogli pracować i spać spokojnie.
Chcę uprzedzić wszystkich oburzonych słowami Wójciak - nie rozstrzygam o tym, czy miała prawo powiedzieć tak o papieżu, czy nie. Ale jestem przekonany, że do decydowania o tym nie jest uprawniony jej pracodawca.
Sprawa Ewy Wójciak nie jest zresztą jedynym przypadkiem ograniczania przez pracodawców wypowiedzi prywatnych swoich pracowników. Próby wpływania na zachowanie dziennikarzy na portalach społecznościowych już od dawna podejmuje stacja TVN. Po wyborze nowego papieża podobne naciski zapowiada TVP, bo okazało się, że jednemu z jej pracowników też nie spodobała się nowa głowa Kościoła katolickiego. I, co więcej, będąc na urlopie odważył się o tym napisać na swoim koncie na Facebooku. Ten przypadek nie był tak nagłośniony, bo dziennikarz TVP nie nazwał papieża ch...m.
Sprawa Ewy Wójciak jest dobrą okazją do dyskusji na temat granic ingerowania pracodawców w życie prywatne pracowników. Zachęcam do refleksji na ten temat niezależnie od tego, czy nam się wypowiedź dyrektorki Teatru Ósmego Dnia podobała, czy nie. Bo padła ona poza godzinami pracy na prywatnym koncie na Facebooku.
A na koniec krótka parafraza słów Martina Niemollera:
Kiedy zabronili dziennikarzom swobodnych wypowiedzi na portalach społecznościowych, nie protestowałem. Nie byłem przecież dziennikarzem.
Kiedy dawali naganę dyrektorce teatru, nie protestowałem. Nie byłem przecież dyrektorem.
Kiedy zwolniono mnie z pracy za wyrażane poglądy, nikt nie protestował. Wszyscy przyzwyczaili się, że to normalne.
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach?
Dołącz na Facebooku lub na Twitterze.