Rząd chce zlikwidować Fundusz Kościelny i wprowadzić możliwość odprowadzania 0,3% podatku dochodowego na Kościół lub inne związki wyznaniowe. Z sondażu przeprowadzonego dla Faktów wynika jednak, że tylko 38% badanych skorzystałoby z takiej możliwości, aż 59% jest przeciwnego zdania, a jedynie 3% się waha. Szacunki te należy traktować z dużą ostrożnością, ponieważ za mało czasu upłynęło od pojawienia się pierwszych informacji na temat nowych zasad finansowania Kościoła.
REKLAMA
Znaczna część społeczeństwa w ogóle nie słyszała o propozycji rządu, a ci, którzy o niej wiedzą, nie zawsze ją rozumieją. Wiele osób badanych może mylnie interpretować pytanie „Czy byłby Pan(i) gotów(owa) przeznaczyć 0,3% swojego podatku na rzecz Kościoła lub związku wyznaniowego”. Część respondentów pomyśli, że oznacza to dodatkowe źródło finansowania kleru, nie wiedząc o planach likwidacji Funduszu Kościelnego. Inni mogą sądzić, że chodzi o zwiększenie ich całkowitego obciążenia podatkowego i na wszelki wypadek mówią „nie”. Są zapewne i tacy, którzy po prostu nie lubią zmian, a z czasem do nich przywykną. Oczywiście znaczna część osób badanych świadomie opowiedziała się za lub przeciw nowemu rozwiązaniu planowanemu przez rząd, ale wyniki kolejnych badań opinii mogą nas jeszcze zaskoczyć.
Nie zważając na wyniki sondaży, rząd kontynuuje spektakl pod tytułem „Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek”. W planowanym odpisie 0,3% podatku na Kościół jedni widzą świeczkę, a inni ogarek. Premier, tak jak zapowiadał w expose, chce zlikwidować Fundusz Kościelny. Jest to ukłon w stronę wyborców niezadowolonych ze związków finansowych państwa i Kościoła. Trybun antyklerykałów, Janusz Palikot, już obwieścił sukces, bo rząd planuje zamknąć Fundusz Kościelny. PiS w odruchu bezwarunkowym mówi „nie” dla nowych rozwiązań. Zarówno Janusz Palikot, jak i prawicowi politycy nie policzyli jednak dokładnie, co owe propozycje oznaczają.
Episkopat natomiast ze stoickim spokojem przygląda się sytuacji i niezbyt udanie markuje niezadowolenie. Oczywiście nie przyzna, że nowy sposób finansowania znacznie zwiększy wpływy gotówki do kościelnej kasy i, co ważniejsze, uelastyczni sposób jej wydawania. W pierwszym akcie tego spektaklu abp Sławoj Leszek Głódź kwituje „jesteśmy otwarci na dialog, na rozmowy”, sugerując, że Kościół będzie negocjował wysokość odpisu. Tylko gdzieś z tyłu sceny politycznej słychać ciche pomruki niezadowolenia ze zwiększenia finansowania Kościoła przez Państwo. Nie przebijają się one do świadomości społecznej.
Warto jednak bliżej przyjrzeć się, jakie konsekwencje będą miały proponowane zmiany. Rząd szacuje, że odpis 0,3% podatku da Kościołowi wpływy na poziomie 100 mln zł, czyli i tak wyższe o ok. 10 mln zł niż dotychczas. To szacunki bardzo ostrożne i dotyczą pierwszego okresu po wprowadzeniu zmiany. Potem, jak już podatnicy zostaną dobrze poinstruowani przez swoich pasterzy, co i jak wypełnić w zeznaniu podatkowym, będzie to o wiele większa kwota. Może ona stanowić nawet dwukrotność szacunków rządu. W konsekwencji proponowana zmiana nadszarpnie i tak już trzeszczące w szwach finanse państwa, a w przyszłości może być dodatkowym powodem do zwiększenia wysokości podatku dochodowego.
Warto również zwrócić uwagę, że część podatków, która będzie przekazywana Kościołowi i innym związkom wyznaniowym pomniejszy pulę środków przeznaczanych na cele ogólnospołeczne, z których korzystają zarówno osoby wierzące jak i niewierzące. Jest to rozwiązanie niesprawiedliwe. Dlaczego np. ateiści nie mogliby w podobny sposób wspierać organizacji, które są ważne dla ich rozwoju moralnego i duchowego, tj. łożyć na różnego rodzaju związki ateistyczne, koła dyskusyjne itp.? Wsparcie tego typu organizacji jest możliwe np. w Belgii. Duchowość to nie tylko religia, można ją realizować na wiele sposobów.
O wiele lepsze od propozycji rządu byłoby rozwiązanie na wzór niemiecki, które w ogóle nie jest dyskutowane w Polsce. U naszych zachodnich sąsiadów fiskus pośredniczy w dobrowolnym przekazywaniu datków na Kościoły w wysokości 8 lub 9% podatku. W Niemczech jest to jednak obciążenie dodatkowe, a więc nie zmniejsza kwoty podatku, która jest przeznaczana na cele ogólnospołeczne, niezwiązane z wiarą. Podatnik może za to odpisać darowiznę przekazywaną na Kościół od podstawy opodatkowania. Polski rząd jednak nie rozważa podobnego rozwiązania. Nie rozpoczął nawet debaty na temat możliwych modeli relacji państwo-Kościół po zlikwidowaniu Funduszu. O planowanych zmianach rozmawiano dotąd tylko z jednym Kościołem. Do wspólnej dyskusji rządu i Episkopatu nie zaproszono przedstawicieli innych wyznań. Zostali oni wysłuchani w drugiej kolejności i mają miesiąc na przedstawienie swoich opinii.
Rząd podchodzi do wprowadzania proponowanych zmian bardzo marketingowo. Daje jeden rok w promocji – w 2013 roku Kościół ma być finansowany zarówno z Funduszu jak i z odpisu podatkowego. Nic więc dziwnego, że biskupi są otwarci na dialog. Faktycznie warto rozmawiać , ale po to, by wypracować rozwiązania godzące interesy zarówno Kościoła katolickiego, jak i wyznawców innych religii, osób niewierzących i niezdeklarowanych.
