MEN

Właśnie ruszyła kampania MEN, mająca zachęcić rodziców do posyłania swoich pociech do szkół. Sześcioletnie dziecko w szkole ma szansę pójść o krok dalej – przekonuje uśmiechnięta pani minister. Podkreśla, że właśnie nadszedł moment, by rodzice mogli uzyskać jak najwięcej informacji na temat kształcenia maluchów. Czy na pewno to odpowiedni czas na taką akcję?

REKLAMA
Jeszcze w styczniu minister edukacji Krystyna Szumilas obiecywała, że szybko ruszy kampania informacyjna na temat korzyści płynących z wczesnej edukacji szkolnej. Pierwszy kwartał dobiega końca i właśnie MEN rozpoczyna zapowiadaną akcją. Niestety trochę za późno.
Większość rodziców już podjęła decyzję, gdzie posłać swoje sześcioletnie pociechy. Musieli to zrobić, by mieć szansę zapisania dzieci do wybranych przez siebie placówek. Z analiz Instytutu Nauk Społeczno-Ekonomicznych opracowanych w zeszłym roku wynikało, że akcję informacyjną trzeba rozpocząć natychmiast. Powinna być poprzedzona solidnymi badaniami stanu przygotowania placówek edukacyjnych w poszczególnych powiatach. Nasi eksperci postulowali także przesunięcie terminu obligatoryjnego posyłania sześciolatków do szkoły o 3 lata. O propozycjach Instytutu pisały Gazeta Prawna i Rzeczpospolita.
Obowiązek szkolny dla sześciolatków na szczęście został odroczony, ale tylko o 2 lata. Przez ten czas szkoły mają nadrobić zaległości i przygotować się na przyjęcie maluchów. MEN przyznaje tym samym, że nie wszystkie placówki są przystosowane do kształcenia sześciolatków. Mimo to rozpoczyna teraz akcję informacyjną bez przeprowadzenia dokładnych badań na temat stanu przygotowania szkół i przedszkoli. Taka kampania miałaby sens, gdyby była rozpoczęta kilka miesięcy wcześniej i tylko w powiatach, w których szkoły faktycznie zdążyły dostosować się do założeń nowej reformy edukacji. Niestety listy zachęcające do posyłania sześciolatków do szkół będą przekazywane wszystkim rodzicom, bez wcześniejszego sprawdzenia, czy w najbliższej okolicy można znaleźć odpowiednio przygotowane placówki. Być może Ministerstwo wzięło pod uwagę, że swoją akcją nie może zaszkodzić, bo listy są wysyłane na tyle późno, że i tak nie mają szans wpłynąć na decyzję większości rodziców. Na przykład w Warszawie czas na zapisanie dzieci do oddziałów ogólnodostępnych w przedszkolach i szkołach podstawowych minął 27 marca. Następnego dnia MEN wystartowało z nową kampanią informacyjną.
Odrębne listy zostały przygotowane dla dyrektorów szkół i przedszkoli oraz pracowników poradni psychologiczno-pedagogicznych. Wszystko po to, by jak najwięcej maluchów zapukało we wrześniu do drzwi szkół podstawowych. Minister Szumilas podkreśla, że większość rodziców dzieci sześcioletnich, które są w szkole, jest zadowolona. Swoją wiedzę czerpie z… rozmów prowadzonych z rodzicami.
Zupełnie inne wnioski z podobnych rozmów wyciągają przedstawiciele akcji Ratuj Maluchy i Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców. Twierdzą, że wiele szkół jest nieprzygotowanych na przyjęcie tak małych dzieci. Są przeciwni reformie i złożyli nawet projekt ustawy, który nie ma w sejmie większych szans przy braku poparcia ze strony PO i PSL.
Pod wpływem kampanii Ministerstwa rodzice zapewne zaczną zastanawiać się, czy dokonali słusznego wyboru. Szczególnie jeśli zapisali swoje pociechy do przedszkola, po otrzymaniu listu z MEN mogą pojawić się wątpliwości – czy jednak szkoła nie okaże się lepszym miejscem dla ich dzieci? Przed podjęciem ostatecznej decyzji w tej sprawie warto samemu sprawdzić stan przygotowania placówek w okolicy zamieszkania. Pomocna też będzie ocena dojrzałości intelektualnej i emocjonalnej sześciolatka. Rodzice często przywiązują duże znaczenie do rozwoju umysłowego swoich pociech, nie zwracając wystarczającej uwagi na sferę uczuć i kontaktów z innymi ludźmi. Rozpoczęcie edukacji szkolnej wymaga szlifowania nie tylko umiejętności czytania i pisania, ale także radzenia sobie w nowych okolicznościach, czy zachowania się w sytuacji rywalizacji. Tego typu kompetencje będą szczególnie potrzebne sześciolatkom testującym założenia nowej reformy edukacji.
W starzejącym się społeczeństwie nie można uniknąć obniżania wieku obowiązku szkolnego i przesunięcia momentu przejścia na emeryturę. Oba te procesy prowadzą do zwiększenia liczby osób pracujących w stosunku do pozostałej części społeczeństwa i zachodzą płynnie w wielu krajach. Zmiany tego rodzaju należy jednak wprowadzać stopniowo i z wielką dbałością o szczegóły, bo dotyczą grup o relatywnie najniższych możliwościach adaptacyjnych. Sześcioletnie maluchy jeszcze ich w sobie nie wykształciły i mają małe szanse w zderzeniu z nieprzygotowaną na ich przyjęcie szkołą.