W rajdach długodystansowych najtrudniejsza i najbardziej zdradliwa rzecz, która może spotkać kierowcę, to przecieranie szlaku. Swój ślad położyłem już nie tyko na wielu odcinkach specjalnych pod różnymi szerokościami geograficznymi, ale również, mówiąc ogólnie, w sportowym życiu. Kiedy zaczynałem swoją przygodę z quadami, w Polsce nikt tak naprawdę nie wiedział jeszcze, że takim pojazdem można startować w Dakarze. Sam rzuciłem się na głęboką wodę, ale była to, i jest do dziś, moja przygoda życia.
REKLAMA
Pokonywanie wyrastających, jak grzyby po deszczu problemów formalnych i organizacyjnych, było równie wyczerpujące, jak nawigowanie w zupełnie nieznanym, pustynnym terenie, pełnym ostrych skał i zdradliwych wydm. Dlatego za każdym razem, kiedy widzę młodego człowieka podążającego przetartą już przeze mnie ścieżką, cytując Poetę: „serce we mnie roście”.
Rywalizacja ramię w ramię z Łukaszem Łaskawcem, z którym zajmujemy dwa pierwsze miejsca w klasyfikacji Pucharu Świata FIM to spełnione, ciche marzenie sprzed lat. Na trasie traktuję go jak rywala, ale jeśli minie linię mety przede mną, stanowi to dla mnie równie dużą radość, jak moje własne zwycięstwo.
Pasja rajdowa stała się częścią mojego życia, a jest to chyba wrodzoną cechą człowieka, że sprawia mu radość spotykanie osób o podobnych zainteresowaniach. Moją karierę w rajdach można nazwać już dojrzałą i chyba dlatego obserwowanie młodych, rzucających się z ambicją do walki na bezdrożach sprawia, że zawsze się do siebie uśmiecham. Tak, jak w przypadku Martina Kaczmarskiego, który wraz Bartłomiejem Bobą podjął wyzwanie, siadając za stery samochodu w barwach nowego KRD Team. Mam nadzieję, że zarówno ta załoga, jak i wielu innych, młodych polskich rajdowców wkrótce zapuka do światowej czołówki, pokazując nasz słowiański pazur.
