Czuję się jak w rajdowym niebie. Co prawda świat wokół mnie codziennie przed południem zamienia się w upalne piekło, ale jest doquadnie tak, jak być powinno: gorąco i pusto. Na kilka dni przed startem w Rajdzie Faraonów - decydującej rundzie Pucharu Świata, udałem się do Dubaju, by przetestować nowy pojazd.

REKLAMA
Przede mną codziennie rozpościerają się niezmierzone przestrzenie pięknej, choć niebezpiecznej pustyni. Ruszam codziennie przed świtem, kiedy już jest około 30 stopni Celsjusza. Wracam około 11, bo ani ja, ani mój team, ani quad nie jesteśmy w stanie wytrzymać temperatur. Czuję jednak ogromną radość z jazdy i zdobywania nowych umiejętności. Codziennie cieszę się na trening, choćby nie wiem jak był wyczerpujący.
Wiele dyscyplin wymaga monotonnych ćwiczeń. Ja jestem szczęściarzem, bo codziennie czeka na mnie inna trasa, nowe krajobrazy. Różnorodność pustyni jest zachwycająca. Zmienia się wszystko: od kolorów i kształtów, po twardość piasku, aż do kontrastu, który jest niezwykle głęboki o świcie, a przed południem znika i wszystko się rozmywa. Tylko mijane czasem stada wielbłądów wyglądają zawsze tak samo i nawet wydają się patrzeć jakoś tak znajomo...
Po mojej wiosennej kontuzji nie widać już śladu. Ogromną satysfakcję daje mi teraz uczenie się niuansów szybkiej jazdy po pustyni. Dowiedziałem się chociażby, że w niektórych sytuacjach reakcja motocyklisty i quadowca powinna być zupełnie odwrotna. Jeszcze kilkadziesiąt, może kilkaset dni jazdy po pustyniach i będę fachowcem...