Teraz kiedy pył bitewny już opadł, lub jak kto woli pustynny kurz, mogę spokojnie podsumować Puchar Świata FIM w cross-country. Zakończył się on ogromnym sukcesem polskich rajdowców. Ja na mecie Rajdu Faraonów byłem drugi. Zabrakło 30 sekund. Ale to nie boli.

REKLAMA
Morderczy upał, trudny teren, piasek wdzierający się w każdą szczelinę stroju i wysiłek, który sprawiał, że co wieczór padaliśmy ze zmęczenia, jak muchy. W jednych z najbardziej nieprzyjaznych dla człowieka warunkach naszego globu, przyszło nam walczyć o Puchar Świata. Było nas tam dwóch. Ja i Łukasz. Na trasie współpracowaliśmy, ale każdy też wiedział o co toczy się gra, więc walka była bardzo zacięta. Zwycięstwo w rajdzie oznaczało zwycięstwo w całym sezonie, a nas na każdym kolejnym etapie dzieliły sekundy.
Na mecie szybszy był Łukasz, ale moja radość i tak była i jest ogromna. To nie zdarzyło się jeszcze nigdy w historii Pucharu Świata, żeby dwóch Polaków zdominowało rywalizację i między sobą rozstrzygało losy końcowego zwycięstwa. Cieszę się również, bo to ja przecierałem quadowe szlaki dla polskich zawodników, a każdy rajdowiec wie, że zakładanie śladu jest rzeczą najtrudniejszą i najbardziej ryzykowną. Dałem chyba dobry przyquad, skoro mamy w kraju zdolnych, młodych zawodników, którym nie brakuje serca i ambicji do ścigania w najbardziej nieprzyjaznych zakątkach globu.
Ktoś powie "30 sekund od końcowego triumfu. To musi boleć". To prawda, zabrakło bardzo mało, bo nawet nie 30, a 29 sekund. Ja jednak zupełnie o tym nie myślę. Wiele razy wygrywałem już rajdy, ale i przegrywałem różnicą pojedynczych sekund. Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia i na pewno nie będę tego rozpamiętywał.
Teraz przyszedł czas na odpoczynek, regenerację, a potem zbieranie sił i wyczerpujące przygotowania do Dakaru. Teraz to cel nadrzędny, a o odzyskanie Pucharu Świata jeszcze na pewno powalczę.
Przy okazji gratuluję również wyników moim kolegom, jeżdżącym na dwóch kołach. Jakub Przygoński zakończył zmagania w mistrzostwach świata na trzecim miejscu, a Open Trophy wygrał Jacek Czachor przed Markiem Dąbrowskim. To naprawdę wspaniałe osiągnięcia i doskonały prognostyk przed Dakarem.