Taddy - nasz cichy bohater - oddaje Polakom wielką przysługę. Obalił powszechną w USA opinię, że jesteśmy zawsze tylko pretendentami do zwycięstwa, a w rzeczywistości nieudacznikami, którym wydaje się tylko, że mogą być wielkimi mistrzami w czymkolwiek, a kiedy docierają już na szczyt, zbierają tęgie lanie. Dalej nie wiecie o kim mówię? O Tadeuszu Błażusiaku.
REKLAMA
Amerykanie nawet nie próbują łamać sobie języka na jego imieniu i nazwisku. Mówią po prostu Taddy, ale w tym zdrobnieniu i tak zawsze wybrzmiewa ogromny szacunek dla człowieka, który zadziwił ich kilka lat temu zdobywając najwyższe laury w ich własnych halach i na ich stadionach. Wywołał wówczas sensację w środowisku motorsportu i wśród milionów kibiców.
Tadeusz zaczynał od trialu. W latach 1999-2007 w kraju nie miał sobie równych. Jako pierwszy Polak zdobył mistrzostwo Europy w 2004 roku. Młody i jak widać niezwykle utalentowany zawodnik chciał jednak spróbować czegoś nowego i zaczął jeździć w endurocross i enduro extreeme. Od razu wspiął się na szczyt. Najpierw jako wicemistrz, a potem wielokrotny mistrz świata, Ameryki Północnej, czy zdobywca Pucharu Świata. Pięć razy z rzędu wygrał Erzbergrodeo - najtrudniejsze zawody, w świecie enduro będące takim odpowiednikiem Dakaru.
Taddy czerpie z jazdy ogromną radość, a przy tym dobrze na niej zarabia. Gdyby sport, który uprawia był bardziej popularny, z pewnością szybko stałby się polskim bohaterem narodowym. W globalnej wiosce nietrudno zdobyć informacje i wykorzystać niesamowite osiągnięcia Tadka z Krakowa do promocji Polski i polskiego sportu. Wystarczy tylko poklikać, pomyśleć i zadzwonić z propozycją. Znam Tadeusza na tyle dobrze, że znałbym też chyba jego odpowiedź.
Ciekawe, czy komuś z opłacanych przez nas wszystkich menedżerów od promocji, przyjdzie do głowy wykorzystanie fantastycznych osiągnięć Taddy'ego - Polaka i Wielkiego Mistrza...
