Jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia udało mi się wyrwać na tydzień treningów na pustynię wokół Abu Zabi. Dwa miesiące temu słońce nie pozwalało nam na jazdę już o godzinie 11:00, atakując morderczymi upałami. Tym razem aura była bardziej przychylna, a ja mam za sobą siedem dni jazdy, z których jestem bardzo zadowolony.
REKLAMA
Ostatnio lał się na nas z nieba prawdziwy żar. Takich upałów poza klimatyzowanymi pomieszczeniami nie był w stanie wytrzymać ani kierowca, ani sprzęt, więc mieliśmy bardzo ograniczone pole manewru. W grudniu, temperatury w Zjednoczonych Emiratach Arabskich znacznie jednak spadają i nie przekraczają na ogół 25 stopni Celsjusza. To była wprost wymarzona pogoda na całodzienną jazdę.
Dodatkowo miałem doskonałych przewodników, którzy są najlepszymi motocyklistami z tamtych rejonów, znają pustynię, a startowali także w Dakarze, i w mistrzostwach świata. Codziennie trenowaliśmy około siedem godzin. To mniej niż na Dakarze, ale pozwalało nam pokonać nawet do 300 km po pustyni. Obyło się także bez przygód i jedyny uraz jakiego się nabawiłem, to mocno posiniaczone uda.
Wszystko za sprawą utrudnienia, jakie sobie wprowadziłem do treningów. Założyłem na tylne koła niemalże łyse opony. Takie, które miały może 20 procent oryginalnego bieżnika. Wszystko po to, by lepiej nauczyć się jazdy po wydmach. Na takich startych oponach nie da się ich pokonać bez odpowiedniej prędkości. Zatrzymanie się w połowie drogi oznacza potrzebę powtórzenia próby, bo po prostu nie da się ruszyć z miejsca. Oczywiście kilka razy zakopałem się na wydmie, bo tego się nie da uniknąć. Nie stresuje mnie to jednak, bo na Dakarze z normalnym bieżnikiem nie będę na pewno mieć żadnych problemów z podjazdami.
Teraz czas już ruszać do Ameryki Południowej, by po raz kolejny podjąć wyzwanie. Kiedy pytają mnie o mój cel, powtarzam: "Chcę być na podium. Trzeci już byłem". I takie mam nastawienie, choć łatwo z pewnością nie będzie. W tym roku zgłosiła się rekordowa liczba kierowców quadów. Dodatkowo pierwsze etapy będą należeć do najtrudniejszych, więc szybko zostanie przeprowadzona selekcja i ustali się czołówka. Trzecia sprawa, to nasze silniki. Jednocylindrowa 700 nie została wyprodukowana do rajdów długodystansowych i tak wymagających jak Dakar. Na miejscu ich konstruktora w ogóle nie podjąłbym współpracy z organizatorami, tylko powiedział: "Panowie ten sprzęt się nie nadaje". On po prostu nie wytrzyma takich obciążeń.
Jak więc będzie wyglądać strategia? Trzeba jechać szybko, ale uważać, by nie przeciążyć silnika. Jak młodzi zawodnicy się "podpalą" i ruszą z kopyta na pierwszych odcinkach, to będą wymieniać silniki co chwilę. A i tak dobrze będzie jak dokądkolwiek dojadą. Pamiętajmy, że wymiana silnika to kara czasowa. To będzie więc karkołomne zadanie, a na faworyta wyrasta nam... Camelia Liparotti. Dlaczego? Bo jest lekka, jeździ delikatnie, miękko i grzecznie, niczym hrabina. Jej quad nie jest traktowany twardo i silnik wolniej będzie się zużywał. Myślę, że ma ogromne szanse, by z tych względów dojechać na podium.
