Do kolejnego Dakaru pozostało jeszcze ponad pół roku, ale już mogę was poinformować, że po raz kolejny stanę do rywalizacji. W zeszłym tygodniu jako pierwszy zawodnik zarejestrowałem się na liście startowej. Zapowiada się ciekawie, bo moi rywale postanowili „potroić” swoją siłę.
REKLAMA
Rok temu Dakar wygrał Marcos Patronelli, dwie wcześniejsze edycje należały do jego brata Alejandro. W 2010 również na najwyższym stopniu podium stał Marcos. Argentyńskie rodzeństwo quadowców jak widać wyśmienicie czuje się na swoim terenie. W tym roku po cichu planują chyba ponownie opanować podium. Tym razem w całości, bo do rywalizacji ma zgłosić się trójka braci. Te informacje jeszcze nie są potwierdzone, ale jeśli się sprawdzą to znaczy, że czekają nas dwa tygodnie wielkich emocji. Bo ja ze swoich celów nie zamierzam rezygnować i pojadę do Ameryki Południowej z chęcią zwycięstwa.
Tak naprawdę o Dakarze zacznę jednak myśleć dopiero po sezonie Pucharu Świata. To będzie bardzo istotna część moich przygotowań. Zwłaszcza czwarta runda w Argentynie i Dos Sertoes w Brazylii. Również kończący zmagania Rajd Faraonów w Egipcie to wspaniały, pustynny test przed styczniowym wyzwaniem. Zamierzam się dobrze przygotować, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Podobnie, jak oczekiwania kibiców.
Pozostaje mi jeszcze do podjęcia kluczowa decyzja na czym pojadę w Dakarze 2014. W Abu Dhabi Desert Challenge, a potem w Katarze jechałem Hondą. Za niespełna dwa tygodnie będę ścigać się na Sardynii Yamahą. Do Argentyny i Brazylii zabiorę Raptora. Te testy, mam nadzieję, pozwolą mi dokonać właściwego wyboru. Honda jest doskonała, ale coś się stało, że Sebastian Husseini w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zniszczył skrzynię biegów. Prawdopodobnie sam to wywołał, ale niepokojące jest to, że coś takiego w ogóle się stało. Szykujemy, testujemy, zobaczymy.
