Prosto z linii mety Rajdu Maroka, zmęczony, zakurzony i oblepiony szampanem ruszyłem na najwyższą wydmę zlokalizowaną w sąsiedztwie naszego ostatniego biwaku. Chciałem mieć chwilę dla siebie. Wspiąć się na szczyt i tam w pełni poczuć radość z wywalczonego Pucharu Świata.

REKLAMA
Żałowałem, że rajd już się skończył. Na Saharze czułem się doskonale, a jazda dawała mi ogromną przyjemność. Jarek Zając perfekcyjnie wyregulował mi zawieszenie Yamahy i momentami czułem jakbym naprawdę płynął po wydmach, jak surfer na fali. Wiem, że gdyby jutro zaczynał się Dakar, na pewno stałbym na starcie.
Zastanawiam się jak ja wytrzymam dwa i pół miesiąca bez adrenaliny. Sprawdzałem już nawet w kalendarzu, czy w listopadzie lub grudniu jest organizowany jakiś ciekawy rajd, mogący stanowić wyzwanie. Na pewno w tym okresie nie zabraknie treningów, bo muszę jeszcze raz przetestować oba quady, by podjąć ostateczną decyzję, który poleci do Ameryki Południowej. Nie będzie to łatwe, bo w Maroku Yamaha spisała się koncertowo, utrudniając mi wybór.
To był piękny, ale i pełen przygód tydzień. Sahara ma wiele twarzy, a każda z nich jest na swój sposób zjawiskowa. Takich krajobrazów próżno szukać w innych zakątkach świata. Poczułem też jednak na własnej skórze powody, dla których Dakar już się tu nie odbywa. Zapory z głazów, belek nabitych gwoździami, czy rozpięte ponad drogą liny to naprawdę makabryczne zabawy, które na szczęście tym razem nie znalazły ofiar wśród nas, kierowców. Zderzenie z jednym motocyklistą, czy wypadek drugiego, któremu udzielałem pierwszej pomocy pokazują z kolei, jak wymagający i trudny jest to rajd.
Po sześciu dniach walki, nawigacji, utrzymywania umysłu w stanie ciągłej koncentracji dotarliśmy do upragnionej mety. Postawiłem kropkę nad "i". Wygrałem czwartą z sześciu rund tego sezonu. Na mecie była wielka radość, polska flaga i szampan. Dopiero potem przyszła chwila wytchnienia. Wybrałem najwyższą wydmę w okolicy. Chyba żaden z pojazdów nie dałby rady na nią wyjechać. Niektórzy próbowali, bo widać było ślady opon, ale wszystkie kończyły się daleko przed szczytem. Wspiąłem się na górę. Przed sobą miałem wspaniałą, saharyjską panoramę. To była ta chwila, której potrzebuje chyba każdy sportowiec. Chwila, w której można poczuć szczęście i w pełni zrozumieć czego się dokonało.
To nie jest jeszcze czas na podsumowanie sezonu. Przede mną, zaplanowana na początek grudnia oficjalna ceremonia FIM, a wcześniej jeszcze podziękowanie za wsparcie dla moich najwierniejszych kibiców, przyjaciół, rodziny oraz ludzi z którymi pracuję i współpracuję. Spotkamy się podczas World Cup Event. Dlatego niech te kilka słów na razie wystarczy. Na dłuższe przemyślenia przyjdzie jeszcze czas.