W sobotę rusza Abu Dhabi Desert Challenge i tym samym zaczynam nowy cykl Pucharu Świata, w którym bronić będę wywalczonego przed rokiem tytułu. Jest to jeden z najpiękniejszych krajobrazowo, ale i najniebezpieczniejszych rajdów. I chyba właśnie adrenalina, ciągnące się po horyzont wydmy i renoma zawodów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich każą co roku wracać tu najlepszym kierowcom globu.
REKLAMA
Podczas każdego briefiengu organizatorzy Rajdu Abu Zabi powtarzają nam jak mantrę, przestrogi dotyczące bezpieczeństwa. Kiedy po raz piąty słucha się tych samych słów mogą wydać się one nudne, ale tak potraktować je mogą tylko ignoranci, którzy prawdopodobnie zapłacą za swoją niefrasobliwość bardzo wysoką cenę. Łagodne, malownicze wydmy, pokryte miękkim wydawałoby się puszystym, drobny piaskiem w rzeczywistości są bardzo zdradliwe. To jak spacer wśród pachnących lilii, które porastają powierzchnię bagna. Na każdym etapie helikoptery bezpieczeństwa zabierają z trasy przynajmniej jednego kierowcę, bo tu jeśli coś się dzieje, to ostro i brutalnie. Przekonałem się o tym na własnej skórze, łamiąc tu nadgarstek w 2009, czy wykonując front-flipa z quadem w 2012 roku.
Pustynia nie wybacza błędów i nie ma litości nawet dla miejscowych zawodników. Był taki przypadek, że miejscowy quadowiec, znający ten teren od dzieciństwa, był 80 km od mety ostatniego odcinka specjalnego. Trasa prowadziła wzdłuż płotu autostrady i wydawało się, że nic nie może się stać. Tymczasem chwila dekoncentracji sprawiła, że nie zauważył jęzorów ubitego, ostrego piachu, które kiedy najechał na nie z dużą prędkością po prostu wyrzuciły go w powietrze. Doznał poważnych złamań i nie ukończył rajdu.
Dla pustyni trzeba więc mieć ogromny respekt. Nie można pozwolić sobie na chwilę rozkojarzenia, bo właśnie ona może okazać się decydująca dla wyniku rywalizacji.
Powiało grozą, a wcale nie miałem zamiaru straszyć nikogo pustynią Półwyspu Arabskiego. Jazda tutaj to niesamowita przyjemność i daje niezapomniane wrażenia. Dlatego właśnie kilka razy w roku przyjeżdżam tu na treningi. Rajd jednak to zupełnie co innego. Adrenalina już powoli zaczyna buzować w żyłach. Na dobry początek pojedziemy prolog na słynnej Yas Island w centrum Abu Zabi. Mieści się tu tor Formuły 1 oraz słynne Ferrari World. Mamy więc idealne warunki i atmosferę do rozpoczęcia rywalizacji.
Ruszam ze szczęśliwym numerem 201. Trzymajcie kciuki! Będzie się działo!
